Ciasto jako tekst kulturowy

Fascynuje mnie to, co można zrobić z mąką.

Jak zrobić doskonałe ciasto francuskie, półfrancuskie, chrust, filo i drożdżowe. Ile tajemnic musisz znać, jakie umiejętności posiąść, jakiej wprawy nabyć. Bo drożdżowe wyrabia się długo, do sprężystości. Jak naciśniesz ciepłą kulę, to wgłębienie ma powoli znikać. Do drożdżówki obowiązkowym dodatkiem jest anielska cierpliwość.

Ciasto francuskie, bardzo maślane, wałkuje się w jedną stronę, składa w kopertę, mrozi i znowu wałkuje. I tak milion razy. Z pietyzmem. Z maniakalnym zacięciem. Jak szaleniec.

Każde ciasto to osobny temat. Albo masz ręce do kruchego (zawsze zimne, szybkie, bez niepotrzebnego roztkliwiania się), albo do drożdżowego (ciepłe, miłe, cierpliwe). Czy masz wyrabiać długo, czy krótko, jest czasem kwestią kluczową (błąd w sztuce i niewybaczalna nieumiejętność – niewyrośnięty drożdżowy gnot; twarde ciasto, które w zamyśle miało się kruszyć podczas ugryzienia…). Musisz przejść wtajemniczenie, czy dotykać ciepłym spodem dłoni, czy tylko nożem. Wałkować i składać, by powstały cienkie listki czy bić wałkiem, by napowietrzyć, bo wtedy faworki będą lekkie i puste w środku.

Za wszystkim tym kryje się tajemny przepis, przekazywany z pokolenia na pokolenie, udoskonalany. Rodzi się bólach nieudanych prób i dominujących gustów wyszukanych podniebień. Osadzony w konkretnej kulturze. Chaczapuri, biszkopt, bagietka, pita, ciasto filo, monkey bread, pancakes, chleb na sodzie… Każdy wypiek niesie w sobie jakiś konktekst. I dużą wiedzę, którą gromadzi i uzupełnia się przez lata.

Dlatego lubię czytać książki kucharskie Sophie Dahl. Każdy posiłek to jakaś historia, opowieść, skojarzenia. Dla mnie to jest zajmujące. Jestem zakochana w jedzeniu. Delektuję się nim, lubię o nim myśleć.

I uważam, choć boję się to przyznać (ot, takie filozofowanie dla ubogich), że ciasto niesie w sobie jakiś przekaz. Że niby zwykła bułka, a może być (nawet!) palimpsestem.

tarta

(Tarta z owocami jest dumna, że napisali o niej tekst)

No comments yet

Zróbmy tak, żeby był hamak

Przedstawiam Państwu pewien przedwiosenny wierszyk. Proszę o należną powagę, gdyż jest to przykład głębokiej SMS-owej poezji powstałej w pewien przedwiosenny ciemny i zimny poranek.

zróbmy tak, żeby był hamak
wiosną i latem będziemy jedli obiad i kolację na trawie
rozpalimy ognisko
i będzie od nas czuć dymem i drewnem
a potem zasniemy pod gołym niebem
bo przecież lubisz gwiazdy
język psa nie dosięgnie naszych twarzy
bo będziemy mieć hamak
a w tamtym roku nie mieliśmy

No comments yet

Kobieto! Uciesz się z komplementu!

Kobieto.

Jak Ci mówię komplement, przyjmij go z wdzięcznością. Uciesz się do cholery.

Nie mówię Ci go po to, byś się ze mną kłóciła. Nie kryguj się. Ani to miłe, ani urocze.

Czy to jest aż tak wstydliwe czy niepoprawne – wdzięczność i radość z tego, że ktoś Cię chwali? Już nie mówię o tym, byś przyznała mi rację, ale podziękuj i daj mi spokój z tym wiecznym: a, nie, jednak nie, wydaje ci się, to złudzenie…

Czy aż tak skromni musimy być? W imię czego? Czy naprawdę myślisz o sobie tak źle, że nawet nie dopuszczasz do siebie myśli, że może mam rację?

***

Kiedyś mąż zrobił mi ładne zdjęcie. Spodobało się wielu naszym znajomym, ale ja w komentarzu napisałam, że och, to nic takiego, to tylko magia Photoshopa. Mój mąż powiedział mi wtedy, że to trochę niesprawiedliwa reakcja, bo postprodukcja to nie wszystko. On sam, kiedy jest chwalony za zdjęcie, po prostu dziękuje. Wie, że jest dobre, bo zdjęcia, które nie są według niego dobre, po prostu nie mają szansy ujrzeć światła dziennego. Nie mówi: Nie, nie, to beznadzieja”. I chwała mu za to.

***

Bardzo sobie cenię autentyczność w rozmowach. Jeśli mi się coś nie podoba, nic nie mówię, ale jeśli już chcę coś pochwalić, to znaczy, że naprawdę tak uważam. Wiem, możesz uznać, że to komplement grzecznościowy, ale wiedz, że nie kłamię z grzeczności. Taką mam prostą zasadę.

Więc, skoro tak uważam i nawet Ci to powiem, proszę o jedno. Nie zbywaj mnie żartem, ironią, odwracaniem kota ogonem czy znajdywaniem drugiego dna, wcale nie tak przyjemnego. Nie wiesz, jak zareagować? Głupio Ci? Dam Ci prostą radę: podziękuj i uśmiechnij się. Zapamiętaj sobie ten komplement, bo może on kiedyś poprawi Ci nastrój.

No bo pomyśl sama. Ja chcę Ci sprawić przyjemność, a Ty uparcie odmawiasz tej przyjemności – sobie i mnie. Bez sensu.

***

Ps. Już kiedyś pisałam o kobietach i krytycznym spojrzeniu na siebie. O, tutaj.

No comments yet

Ciało współczujące

Co jakiś czas wraca do mnie temat ciała i ten tytuł, wymyślony pół roku temu. Nieraz bolące ciało daje znać: napisz o mnie.

Bolę

Ciało jest jednym wielkim mięśniem współczującym. Towarzyszy nam w codzienności, zwraca się ku nam z czułością i uwagą, wiernie służy. Czasem po wielkim wysiłku fizycznym myślę sobie: cała bolę. To nie ciało mnie boli. To ja sama. Dawniej może powiedziałoby się: „boleję” lub „ubolewam”, ale one chyba jednak znaczą coś trochę innego.

Podobno to, co w głowie, to i w ciele. Gdy w mojej głowie miesi się i kotłuje trudny temat, ramiona spinają się, a żołądek zwija się w pięść. Czasem można i gorączki dostać z tego całego zmartwienia. Emocje łupią w głowie razem ze wzburzonymi strugami krwi w zakolach tętnic. Albo klatka piersiowa zapada się ciężko i trudno się wtedy oddycha, jak z kamieniem na żebrach.

Ciało – ja

Jesteś swoim ciałem. Niektórzy się zadręczają (czasem chciałabym zapytać: czy głodziłabyś kogoś albo czy mówiłabyś o kimś, że jest gruby i obleśny? Więc dlaczego na litość boską robisz to sobie?). Niektórzy nie dbają, bo po co, ostentacyjnie lekceważąc sprawy ciała, przecież są ważniejsze rzeczy, wznioślejsze. Ciało się odwdzięcza… albo mści. Choruje albo niedomaga. Staje się słabe i kruche. Paznokcie, włosy, stan skóry, rozrzedzona krew, niepokojące sygnały.

Pisałam kiedyś o tym, jak ciało boli korektora. Boli też nauczyciela, dźwigającego po pierwsze stres początkującego, a prócz tego podręczniki, materiały, kserówki, testy i różne inne niezbędności w taszczonej torbie. A także prowiant i napitek na cały dzień. Bo przecież gardło i brak śliny. Prowiant można ruszyć dopiero po skończonych lekcjach, brzuch burczy zawsze w środku lekcji, a wtedy nie wypada wgryźć się łapczywie w kanapkę. Żołądek odzywa się z jękiem zawodu.

Nauczyciel perypatetyk odczuwa łydki i stopy.

Zdarzyło mi się, że ciało się rozgorączkowało, bo na głowę spadło o wiele za wiele. Bo ciało współodczuwa.

Podmiot i przedmiot

Czytałam niedawno książkę o ekspresji ciała. Jak reaguje na śpiew, na poezję, jak ciało się kurczy i odbiera bodźce. Jak się spina, jak się otwiera lub zamyka. Jak bardzo jest tożsame z uczuciami, jak wsłuchanie się w nie dużo mówi o nas samych.

body landscape

(Fot. Mariusz Bieniek)

Zdarza się, że wraz z moim ciałem czuję się jak przedmiot, obiekt do fotografowania. Chwilowe uprzedmiotowienie, na które się zgadzam, trochę z ufności, trochę z ciekawości, trochę dlatego, że mam nadzieję być częścią czegoś ważnego. Jak to jest – na czyjeś słowo zastygać, napinać mięśnie aż do drżenia, pokazywać bez wstydu wystające żyły, zakazane fałdki, swoją obłość, tętnice jak struny. Zesztywniały kark i oko, które ciut za długo czeka na mrugnięcie.

Pozowanie jako cichy akt oddania swojej decyzyjności.

Pozowanie jako odsłonięcie niedoskonałości i ograniczeń.

Obrażenia ciała

Miałam kiedyś zajęcia z ruchu rozwijającego Weroniki Sherborne. Jedne z najgorszych, jakie pamiętam. Nie że nudne, wręcz przeciwnie, bo wbiły mi się w pamięć. Polecono nam, żebyśmy dotykali się plecami i starali się dopasować, sprawdzić, z kim nam dobrze się dotyka, z kim czujemy się dobrze – a wiadomo, jak masz się dotykać z kimś plecami, to niestety czujesz jego pośladki.

Okropne, dojmujące doświadczenie. Moje ciało – moje granice. Nie chciałam tego tak samo, jak nie lubię pocałunków na przywitanie albo przytulania z kompletnie obcymi mi ludźmi.

Bardzo silnie strzeżone terytorium. Zdarzało mi się strząsać niechciane ręce z szyi, z pośladków, z karku. Noli me tangere, świnio. Zabieraj łapy.

Ciało może być obrażone nie tylko wtedy, gdy leje się krew.

No comments yet

10 fikuśnych przymiotników

Kolejny wpis z cyklu „Są różne słowa”. Dziś skupimy się na przymiotnikach.

Fikuśny

Zaczynamy od śmiesznie brzmiącego i śmieszność oznaczającego. Fikuśny to bowiem synonim czegoś wymyślnego, zabawnego, śmiesznego właśnie.
Przykład użycia:
Ale masz fikuśną czapkę.

Frymuśny

Znaczenie dość podobne: wymyślny, wyszukany, niezwykły. Wyraz pochodzi od faramuszki, rodzaju polewki. Na coś fikuśnego patrzymy z lekką kpiną, a na frymuśne z podziwem – taka jest delikatna różnica znaczeniowa.
Przykład użycia:
Przyjechał frymuśną bryczką.

Korpulentny

Czyli tęgi, otyły. Zacne i nadobne słowo z łaciny (corpulentus – opasły, gruby, od corpus – ciało).
Przykład użycia:
Korpulentny jegomość zagrodził mi drogę.

Niepowetowany

Ktoś lub coś nie do odżałowania. Którego nie można odrobić, wynagrodzić; powetować.
Pochodzi z sądownictwa niemieckiego, gdzie Wette oznaczało „pamiętne” i kończyło rozprawę sądową. Stąd też mamy słowo „odwet”, frazę „wet za wet”, ale też na ostatni posiłek (czyli deser) dawniej mówiło się „wety”. Ciekawe, że jedno słowo zmieści w sobie zarówno sąd, jak i lody na deser.
Kojarzy się zwłaszcza z frazą „niepowetowana strata”, która dla mnie stanowi kwintesencję ironicznej riposty.
Przykład użycia:
– Sprzedałem samochód./Zostawiłem na dworcu moją bluzę./Wydawnictwo odrzuciło moją książkę.
– Niepowetowana strata.

Płowy

To słowo ujmuje me serce swoim brzmieniem. Bo doprawdy – kojarzy mi się ze słowiańską czupryną w kolorze słomy, z wypranymi kolorami lata, z sierpniem w pełnej krasie i wyblakłymi zdjęciami.
Jaki to kolor? Żółty z odcieniem szarym, mówi słownik. Istnieje też czasownik „płowieć” – coś staje się płowe, blednie, traci swą intensywność barw pod wpływem światła. Może wypłowieć bluzka suszona na zbyt intensywnym słońcu.
Przykład użycia:
Odgarnął z czoła płową grzywę.

Rzewny

Pełen żalu, smutku, melancholii, wynikający z czyjegoś rozczulenia. Jest też czasownik „rozrzewnić się”, można się rozpłakać „rzewliwie”, jak to w gorzkich żalach. Dawniej znaczenie tego słowa było bardziej powiązane z takimi uczuciami jak gniew, zazdrość, złość, gorycz, łączyło się też z kłótnią, ale także – o dziwo! – z rykowiskiem i rują. Niezbadane są ścieżki etymologii.
Przykład użycia:
Po wypiciu pewnej dawki alkoholu można wpaść w rzewny nastrój.

Skrzętny

To skrzypiące słowo oznacza zapobiegliwy, pracowity, gospodarny. Ponoć dawniej istniało też słowo „skrzątwa”, ale cieszmy się, że już wyszło z użycia. Nie chciałabym być tak nazwana. Zresztą – raczej nie mam na to wielkich szans.
Przykład użycia:
Skrzętna gospodyni uszykowała nam pościel.

05-u Caterine

(Tak było; fot. Mariusz Bieniek)

Skwapliwy

Bardzo chętny do czegoś.
„Kwapić się do czegoś” – lubię to sformułowanie. Lubię, jak komuś się jeszcze chce coś robić, jak ma pasję, która porywa.
Etymologia łączy się ze słowem „kwap”, czyli puch, lekkie pierze. Kwapieniem nazywano lekkie unoszenie się.
Przykład użycia:
Nie kwapił się do tej pracy.

Szelmowski

Pełen podstępów, przebiegłości albo też psotny, filuterny.
Od słowa „szelma” – z dezaprobatą lub uznaniem o osobie sprytnej, umiejącej sobie radzić w życiu, nie zawsze w uczciwy sposób.
Pochodzi od niemieckiego przezwiska, oznaczającego mniej więcej to samo co „ty zarazo!”.
Przykład użycia:
Miał szelmowski spryt.
Spojrzała na niego z szelmowskim uśmiechem.

Wraży

Nie pamiętam, gdzie spotkałam to słowo, ale podejrzewam prozę Pilcha.
Oznacza wrogi, nieprzyjacielski (cerkiewne wrag; wrażda – nieprzyjaźń). Słowo jest uznawane za przestarzałe, ale zawsze można je odkurzyć. Choćby dlatego, że brzmi niebanalnie.
Przykład użycia:
Wraża armia stoi u bram.

***

Źródła: słowniki w wersji analogowej: Słownik etymologiczny Brücknera, wyrazów obcych Kopalińskiego i różowy SJP PWN.

No comments yet

Dlaczego życie jest jak gra (albo serial)

Dzisiaj zdałam sobie sprawę, że od moich czasów licealnych minęło jakieś siedemnaście lat. Nie ma czego żałować, nie ma czego wspominać. Takie zamierzchłe, ledwo pamiętne czasy. Siedemnaście lat temu.

Ja się ciągle czuję na dwadzieścia jeden. Zawi(ch)rowanie czasoprzestrzeni.

Nie lubię wspominania starych dobrych czasów. Nie zaprzyjaźniłabym się ze sobą tamtą.

profilowe z Autostopem

(…chociaż to zdjęcie nawet lubię)

***

Studia, liceum, czasy nastoletnie czy dzieciństwo – były jak pierwsze sezony serialu kręconego w latach 90., gdzie bohaterowie są nieopierzeni, mają brzydkie fryzury i są jeszcze naiwnie prostolinijni, nie do końca napisani i dookreśleni.

Albo jak prolog rozbudowanej gry komputerowej (teraz na przykład gram w „Wiedźmina”, stąd skojarzenie). Początki. Uczysz się podstawowych narzędzi, dowiadujesz się, co możesz, a czego nie. Dopiero zbierasz umiejętności, zasoby, wiedzę. Po kilku rozdziałach będziesz rozwiniętym starym wygą. A potem zabije cię jakiś potwór.

W życiu to może być na przykład rak albo zawał.

1 comment

Pozdrowienia z barłogu

Jutro znowu zacznę udawać kobietę sukcesu (kto mi uwierzy?). Założę jakieś schludne ubranie, uczeszę się i zrobię makijaż – pierwszy od tygodnia. Z (umyślnie nieskrywanym, choć trochę na wyrost) entuzjazmem przekroczę progi mojego miejsca pracy i z uśmiechem przywitam się z tymi, którzy tam będą.

Zacznę znowu mieć energię.

Zdejmę tę flanelową koszulę. Wyrzucę puste opakowania po lekach. Zaścielę łóżko, które służyło celom leczniczym, było mi pociechą, przystanią, barłogiem.

***

Niby zwykła choroba, normalna rzecz w okresie zimowych chorób. Wszak mamy całą plejadę zimowych chorób. Można śmiało diagnozować całe orkiestry kaszlu i kichania w autobusie, na przystanku, w szkole. W ciemno można diagnozować te malownicze chrypki, zakatarzone nosy wygrywające tubalnie swoje melodie.

***

Gorzka prawda jest taka, że nie jest łatwo odpuścić. Oddać swoje lekcje, swoje zadania komuś innemu. Zrezygnować z tego, na co się czekało. Na spektakl, na wspólny śpiew. Trzeba było poodwoływać. Nie byłoby łatwo oddawać kawałki życia, krok po kroku.

Chciałam we wszystkim uczestniczyć, bo chcę wierzyć, że beze mnie to nie będzie to samo. Ale zawsze da się zastąpić człowieka. Każdego da się zastąpić.

Oglądałam niedawno „Ostatnią rodzinę”, czytałam o Beksińskich. I jest tam taka scena, po której zrobiło mi się gorzko i smutno. Kobieta mająca świadomość zbliżającej się własnej śmierci uczy męża, jak się robi pranie i co ile zmienia się pościel czy firanki. Ale jej mąż zatrudni sobie sobie pomoc domową, która będzie się tym zajmowała. Jej mąż poradzi sobie bez swojej żony, która się nim tak pięknie zaopiekowała.

A mogła porobić w życiu coś innego, on by sobie i tak poradził. Albo nie zauważyłby różnicy.

***

Powoli zaczynam wracać do świata. Wychylam nos przez drzwi i niepewnie wącham mroźne powietrze – ale tylko przez chwilę, bo smog. Nikt nie chce go zapraszać do płuc. Sam się wprasza, ale to inna sprawa.

Zasiałam cytrynę i pomidory, czekam na szczypiorek. Teraz parapet i ja powoli bierzemy rozpęd, by znowu wziąć się za życie.

śpiąca i potargana

8 comments

Len dla lepszych i paski dla zuchwałych, czyli 7 ciekawostek z historii mody

Kto nosił koronkowe spodenki, kto ubranie w paski i dlaczego spodnie to był gorszący pomysł? Dlaczego mężczyźni portretowali się w pończochach? Oto garść ciekawostek z historii mody i stroju.

Len dla lepszych

Starożytni Egipcjanie nabijali się z Żydów, pasterzy, którzy w upały chodzili owinięci w wełniane ubrania. Za to Egipcjanie latali prawie nago. Ich cienkie szatki okrywały biodra, właściwie wszystko było na wierzchu.
Dochodziła do tego symbolika. Uważano, że czysta biel to święty kolor, a roślinne pochodzenie lnu jest lepsze niż wełna ze śmierdzących owiec. Egipcjanie nie akceptowali wełny. Nie można było wchodzić w wełnie do świątyni czy grzebać w niej zmarłego.

EgipcjanieAle Izraelici nie podążali za modą, wygodą czy religią egipską. Podążali za jąkającym się brodatym Mojżeszem okutanym w wełnę. Oglądacie czasem filmy o tematyce biblijnej? Ja nie mogę patrzeć na grube ubrania ludu wybranego, bo wyobrażam sobie, jak jest im gorąco.

Tylko barbarzyńca szyje ubrania z kawałków

Normalny, cywilizowany człowiek bierze trzy metry lekkiego, cienkiego materiału i układa na ciele, drapuje, przeplata, czasem spina. Czasem z pomocą służącej, bo sam się może zaplątać.
Krojone i szyte ubrania to był dla nich wulgarny i szokujący pomysł.
Rzymianie musieli być bardzo zdziwieni, kiedy zobaczyli, że można zszyć dwa kawałki materiału. Albo nosić spodnie…

Spodnie pomogły podbić Europę

No właśnie. Koczownicze ludy z Azji zamieszkujący stepy szerokie miały ten luksus, że jeździły konno w spodniach. Na pewno było im wygodniej tak jechać okrakiem. Codziennie. Konno.
Mijały wieki, a starożytny Zachód ciągle uważał noszenie spodni za nieprzyzwoite. Europejczycy trwali przy drapowanych ubraniach. W końcu upadło cesarstwo zachodniorzymskie, w końcu spodnie przyszły i do Europy. Były co prawda po drodze różne wynaturzenia…

Faceci w rajtuzach

w rajtuzachObcasy i kokardki, jedwabne pończochy i koronki. Propozycja na walentynki? Nie, to wzór męskości XVI i XVII wieku.
A było to tak. Najpierw noszono szarawary, potem nogawice. Ale w XVI w. zastąpiono je długimi jedwabnymi pończochami, które podkreślały umięśnione łydki. Kto miał pokazywać łydki, jak nie faceci? W końcu kobieca łydka to wynalazek XX wieku i Gombrowicza.
Na pończochy wkładano bufiaste krótkie spodenki szyte z tkanin krojonych w paski, żeby były szersze. Plus między nogami saczek (taka torebka czy kieszonka), aby podkreślić kształt męskich klejnotów. Niektórzy specjalnie podkreślali tę część stroju, niektórzy ją powiększali, a byli też tacy, którzy chowali tam miłosne listy, monety czy owoce – prezenty dla dam. „Mam coś dla Ciebie”, mówi, i wyjmuje jabłko spomiędzy nóg. Apetyczne? Romantyczne?

…i w koronkach

Wyobraźcie sobie krótkie bufiaste spodenki, do których przywiązywano kolorowe wstążki, kokardki i koronki. Do tego buty na małym obcasie, z klamerką lub kokardą. Kogo byście ubrali w taki strój? Klauna? Koleżankę bez gustu? Otóż możni panowie kilkaset lat temu nosili je bez obciachu. Tak, królowie też. A nawet pozwalali się w takim stroju portretować.

koronki

W zasadzie to nie powinniśmy się dziwić – w XVI i XVII wieku strój męski bez koronek był uznawany za nieelegancki. Zaś w II połowie XVII wieku przyszła moda na dziwaczne spodnie zwane rhingrave. Szyte z dużej ilości materiału, bardzo marszczone, wyglądały, jakby mężczyzna nosił ze sobą pufę do siedzenia. Do tego pończoszki. Sam seks.

Modna pani z gęsią skórką

Był czas, kiedy figura kobiety miała przypominać wysmukłą antyczną kolumnę. Czasy empire (lata 20. XIX wieku) to moda na cieniutkie i delikatne suknie odcinane pod biustem, z krótkim rękawkiem i sporym dekoltem. Trochę jak grecka tunika. Nie, nie przewiduje się wersji zimowej. Można założyć na ramiona szal, to wszystko.
Nic dziwnego, że powstawały karykatury wyśmiewające modne damy ze zmarzniętymi tyłkami.

gęsia skórka

Rządy katolickie a głębokość dekoltu

Najpierw Bizancjum, potem średniowiecze i barokowa hegemonia Hiszpanów. Co jakiś czas w modzie przeplata się ciało rozebrane i szczelnie zakryte. hiszpańska zbroja IIAntyk, zwłaszcza grecki, nie bał się nagości. Sportowcy biegali bez strojów, ciała odznaczały się pod cienkim ubraniem. Z kolei Bizancjum było bardzo cnotliwe. Ciała przykrywano od stóp do głów sztywnymi materiałami. W średniowieczu – wiadomo, długie suknie, długie rękawy, Bóg, grzech, pokusy. Potem przyszedł trochę bardziej rozebrany renesans, dekolty, bujne i zdrowe ciała.
Ale XVII wiek to rządy katolickiej Hiszpanii. Kontrreformacja, inkwizycja, przyhamowanie swobody obyczajów – surowa Hiszpania zaczęła nadawać ton chrześcijańskiemu światu. Strój nie musi być wygodny, mówili, ale powinien całkowicie zakrywać ciało.
Kojarzycie portrety kobiet, na których suknie wyglądają jak sztywne zbroje? To właśnie ten czas. Nie pokazuje się szyi, nadgarstka, kostki. Nie wypada. Ramię? Zaznaczenie, że kobieta ma piersi? Tfu, nie wolno!
(A potem przyszło oświecenie, rokoko i przyjmowanie gości w prześwitujących szlafroczkach. Zmiany, zmiany, zmiany…)

Paski dla zuchwałych

…(oraz galerników i kuglarzy).
W średniowieczu paski były przeznaczone tylko dla wykluczonych: Żydów, błaznów, kuglarzy, trędowatych, katów, prostytutek, bękartów, skazańców, niewolników. W ikonografii w paski ubrany jest wiarołomny rycerz Okrągłego Stołu, Judasz, szaleniec z Biblii.
Do XVIII w. paski były elementem degradującym, pejoratywnym, diabelskim. Zakłócały ład społeczny. Kto nosił paski, z tym było coś nie tak. A już najgorsze były paski w żywych, mieniących się kolorach. Najgorsze.
Potem się to oczywiście zmieniało, ale musiały minąć wieki, zanim noszenie ubrania w paski nie jest odbierane jako prowokacyjne, niejednoznaczne lub chociaż jako zuchwałe.

***

Ps. O świecie dawnej mody i urody pisałam też w tym wpisie.

Bibiliografia:
Golińska Dorota, „Kanony kobiecej urody”, Buchmann, Warszawa 2014.
Łoszewski Krzysztof, „Od spódnicy do spodni. Historia mody męskiej”, Wydawnictwo BOSZ, Olszanica 2014.
Pastoreau Michel, „Diabelska materia. Historia pasków i tkanin w paski”, Oficyna Naukowa, Warszawa 2004.
„Żony modne. Historia mody kobiecej od starożytności do współczesności”, red. A. Sieradzka, Wydawnictwo Naukowo-Techniczne, Warszawa 1993.
Toussaint-Samat Maguelonne, „Historia stroju”, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 1998.

Źródło zdjęć: Pinterest.

empire(Pani Récamier już ma pierwsze objawy przeziębienia)

No comments yet

Wizja przyszłości: świat jedynaków

Co by było, gdyby na świecie istnieli sami jedynacy? Wiadomo, koniec 500+, bo nie miałoby sensu. Demografia leci na łeb na szyję. Samotne dziecko w piaskownicy. Mniejsze klasy w szkołach, gdzie każdy uczeń to pępek świata ("Jestem rozpuszczona, bo jestem jedynaczką" – słyszeliście kiedyś takie hasło? Bo ja tak). Koniec konfliktów o spadek. Wiadomo.

tryptyk helsiński1

(Samotny miś samotnego dziecka, fot. Mariusz Bieniek)

Ale przychodzą mi do głowy jeszcze dwie bardzo istotne konsekwencje. Powiedziałabym, kulturowe.

1. Zaginęłaby instytucja szwagra.
A także bratowej, cioci i wujka. Kuzyna i kuzynki. I tak dalej.
„Szwagier zrobi za pisiont złotych”, „rodzinny interes” i „wąsaty wujek na weselu” – te sformułowania odeszłyby do lamusa, a w książkach byłyby oznaczane gwiazdką i wyjaśniane przez troskliwego redaktora w przypisie na dole strony.

2. Przestałyby istnieć rodzinne zespoły muzyczne. Bee Gees, Anathema, bracia Hanson, niezliczone rodzeństwo The Kelly Family, Sepultura, The Corrs, Sistars, Pectus, Salk (bardzo polecam!). Nikt nie grałby z bratem w garażu. Nawet ja grałam z bratem w garażu.

***

Miałam niedawno zamysł takiej lekko apokaliptycznej książki, ale trudno mi wyobrazić sobie cały spójny świat pełen jedynaków. Ciekawa jestem, co byście dopisali? Jakie byłyby długofalowe konsekwencje – dobre i złe?

3 comments

Poradnik pogromcy fochów

Foch to wredna bestia. Jak zaatakuje, to potrafi trzymać długo i zawzięcie. Fochate infekcje są niebezpieczne dla zdrowia psychicznego zarówno nosiciela, jak osób z otoczenia.
Ale jest nadzieja! Poniżej przedstawiamy Państwu cztery rewolucyjne metody na rozbrojenie focha. I Ty możesz stać się pogromcą fochów!

Kwarantanna

Nasza rada: omijać z daleka, czekać, aż bestia zdechnie. Nie zwracać uwagi. W końcu ile można nosić focha, który nie działa, nikogo nie karze, nikogo nie wpędza w poczucie winy i co najgorsze – nikogo nie obchodzi? Toż to zmarnowanie wrogiego potencjału. Zignorowany foch idzie popłakać w kącie. Zignorowany foch jest bez sensu.

Rozśmieszanie

Foch karmi się urażoną dumą, gniewem i złością. Rozśmieszanie pozwala rozbić wrogi mur. Rzuć w focha miśkiem. Pokaż pieseła z internetu. Przypomnij hasło z serialu, najgłupsze, jakie pamiętasz. Niech foch pęknie ze śmiechu. Niech foszasta mina zostanie rozbrojona.

Łagodzenie

Zagłaskany foch może stać się miłym foszkiem, a stąd już krok do uzdrowienia (relacji). Traktuj go delikatnie i łagodnie. Głaszcz zarazę, pokazuj, że nie straszne Ci jej ataki. Złą minę przezwycięż dobrem, pięknem, szlachetnością. Tak traktowany foszek staje się bezbronny, łagodnieje, maleje, aż niknie zupełnie.

Foch fochem

Czyli tak zwana foszasta homeopatia. Klin klinem. Ktoś obraził się na Ciebie? Ty obraź się na niego! Wielka bitwa fochów! Kto da więcej? Kto wytrzyma dłużej? W końcu któryś padnie w walce, a drugi będzie na tyle osłabiony, że i on zniknie. Do następnego razu…

***

A jak Wy radzicie sobie z fochem?

148

(Gratisowa owca do walki z fochem)

No comments yet