Bubel, chłam, tandeta… 9 określeń czegoś bezwartościowego

Barachło, tandeta czy chłam? Co byś wybrał, gdybyś miał określić jednym słowem coś, co niedawno kupiłeś i właśnie się zepsuło? Coś nietrwałego, bez wartości? But, który się odkleja, rura, która odpada, uchwyt, który zostaje w dłoni, to…

Badziewie

Badziewie (bez liczby mnogiej, czyli tzw. singularia tantum), czyli coś bezwartościowego. Czasem zdarza się słyszeć formę skróconą – badziew.

Pamiętam, był kiedyś taki serial "Badziewiakowie". Jeśli chodzi o kondycję polskich seriali emitowanych przez telewizję, można podsumować zdaniem: badziewie minęło, ale nadal jest kiepsko.

Barachło

To urocze słówko pojawiło się w tym wpisie. Urocze, ponieważ wyjątkowo w języku polskim akcent pada tutaj na ostatnią sylabę. Pochodzi z rosyjskiego, a to wiele wyjaśnia.

Barachło to inaczej bezwartościowy przedmiot lub osoba (!), ale najczęściej oznacza rupiecie, graty.

Bubel

Słowo przeszło do polszczyzny z jidysz i potocznie oznacza towar złej jakości, wybrakowany.

Chała

Pewien wykładowca na uczelni mawiał tak o niemal wszystkich pracach swoich studentów. Może dlatego unikałam jego zajęć.

Podobne jest słowo "chałtura", artystyczna tandeta, praca bez znaczenia i wartości. To słowo w języku rosyjskim oznaczało najpierw stypę, darmowe jadło i napitek.

Mnie też się trochę kojarzy z jedzeniem, a konkretnie z chałką. Chała, taka duża chałka. Nie wiem, dlaczego to miałoby być coś bez wartości.

Chłam

To może być jedna bezwartościowa rzecz lub cały stos. Cały ten chłam.

Słowo jest nawet brzydkie w brzmieniu.

Dziadostwo

Mówi się tak o czymś lichym, tandentnym, ale wśród znaczeń słownikowych jest wymienione także życie w biedzie i nędzy.

Fuszerka

Jeśli ktoś odwalił fuszerkę, to znaczy, że jego praca jest wykonana źle, niedbale, niefachowo. Fuszerką można też nazwać wytwór takiej pracy.

Dawniej fuszerzami zwano pozacechowych rzemieślników (inaczej mówiąc, partaczy).

Lichota

Jak się domyślamy, określenie wzięło się od przysłówka "licho", czyli źle (np. licho wygląda, licho ubrany). Liche urządzenie za chwilę się rozsypie. Lichota jest niesolidna i nietrwała.

Tandeta

Przedmiot niedbale wykonany, nietrwały. Od razu przychodzi mi na myśl scena z "Seksmisji", kiedy to rozczarowany Maks określa tym mianem drzwiczki, które odpadły.

***

Źródła: korzystałam ze Słownika języka polskiego PWN i Słownika wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych pod red. Kopalińskiego.

Ps. A jak Wy mówicie na coś, co nie ma zbytniej wartości? O czymś zapomniałam? A może znacie jakieś słowa czy określenia, których ja nie znam? Podzielcie się, będzie mi bardzo miło.

1 comment

9 myśli na koniec listopada

#autumn #jesień #jesien #leaves #liście #liscie

A photo posted by Magdalena Bieniek (@magdalena.bieniek) on

W gruncie rzeczy wszyscy jesteśmy nieudacznikami. Albo czegoś nie umiemy, albo coś nam się nie udaje. Każdego to dotyka w jakimś stopniu, więc nie ma co przeżywać. Należy raczej zaprzyjaźnić się z tym pierwszym zdaniem i je oswoić jak małe zwierzątko.

***

Najładniejsze zdanie, jakie przeczytałam na plakacie w autobusie, to: "Chce nam się".

***

Ludzie w internecie są mocni w palcach. Wszyscy mądrzy i najlepiej się znają. Chciałabym takiego mądralę spotkać na żywo – niech się podpisze pod swoimi zgryźliwymi opiniami, niech jego twarz i nazwisko firmuje te bzdury i hejt. Albo nie – wolałabym go raczej nie spotkać.

***

Jeśli poloniści nie potrafią poprawnie napisać ę na końcu (np. w słowie "dziękuję"), to ja nie wiem, dokąd zmierza ten świat.

***

W moim życiu obowiązuje domniemanie naiwności.

***

Podziwiamy osoby, które są inne niż my. Imponuje mi ludzka przedsiębiorczość, energia i umiejętności organizacyjne, ponieważ sama nie jestem dobrą organizatorką. Na każdej wycieczce co minutę liczę dzieci.

***

Zastanawiam się czasem, dlaczego tak łatwo wierzymy w krytyczne głosy, a tak trudno nam uwierzyć w pochwały. Instynkt? Nieufność? Niedocenianie siebie? Skoro nie wierzymy, to w krytyka nie powinna nas dotykać.

***

Kiedy czytam wypowiedzi ludzi w internecie, myślę sobie, że jednak trudno się pisze po polsku.

***

My, melancholicy, ciągle musimy tłumaczyć się z nieuśmiechania.

21

(fot. Mariusz Bieniek)

3 comments

Obowiązki nadchodzą falami

Obowiązki nadchodzą falami.

Zdarzają się dni wypełnione szczelnie, po brzegi, po uszy. Od zmroku po zmrok.

Wszystkie prace świata potrzebują nas w tym samym momencie. Spiętrzenie rzeczy do zrobienia, a każda chce być pierwsza, najważniejsza, załatwiona natychmiast. Szef w końcu jest ważniejszy niż współmałżonek, któremu obiecywałam miłość i wierność.

Terminy gonią (nas) w piętkę. Stos obowiązków wymaga czasu i energii. Dla domowników zostają okruszki, drobinki i skromne resztki. Czasem brak sił, by się odezwać. Czasem widzimy się tylko przez kilka chwil, bo się mijamy albo spędzamy zajęte dni poza domem.

Mój teść na mój widok powiedział dzisiaj: "O, przyszłaś trochę pomieszkać".

2 comments

Mikrospotkania i rozmowy skondensowane

Plan dnia jest ścisły. Dokładnie siedem minut zajmuje mi przejście z jednego miejsca pracy w drugie. Albo mam chwilę przed dzwonkiem, by zrobić rzeczy z listy. Oceny. Gazetka. Napis. Szkic. Dzienniki. Herbata. Notatki. Sprawdziany.

Ale czasem między tymi ocenami, notatkami, przejściem z herbatą pojawia się jakiś Człowiek.

Następuje Mikrospotkanie i Mikrorozmowa. Wszystko jest błyskawiczne i skondensowane. Wymieniamy szybko najważniejsze myśli, w skrócie i w biegu. Przystajemy na chwilę, bo w tym momencie ta interakcja, ta rozmowa jest ważniejsza. Da się ją wcisnąć w ścisły plan dnia, między kratki harmonogramu i punkty na karteczce z zadaniami. Na pewno się da!

Chwilówka w najlepszych ze swych znaczeń.

Doceniam to bardzo. Mijamy się na korytarzu albo wpadam na chwilę do kogoś. Wpadam na kogoś i przystaję. Bo tak naprawdę to właśnie takie spotkania są cennym punktem dnia. Między zabieganiem i obowiązkami musi się znaleźć miejsce na coś, co jest istotniejsze niż to, czy będę idealnie przygotowana i na czas.

Relacje zamiast bezdusznych ram. Na tę chwilę wybieram człowieka, doceniam budowanie relacji, zawiązywanie więzi, krok po kroku.

"Tracimy" na siebie czas, zyskując o wiele więcej.

No comments yet

Kapcie, papucie i inne bambosze… A w czym Ty suniesz po linoleum?

Papucie. Bambosze. Laczki. Właściwie każda nazwa jest zabawna. Same w sobie też są zabawne, rozciapciane, miękkie, rozlazłe pantofle bez zapiętków i bez charakteru, pantoflarze wśród butów.

Absurdalne obuwie do chodzenia po domu, jakby najprzyjemniejszą rzeczą na świecie nie było chodzenie boso. A przecież jest.

Jak je nazywamy?

papucie-foter-com

(Brak słów, by podpisać to zdjęcie)

Kapcie

Domowe pantofle, znoszone buty albo… dętka ze spuszczonym powietrzem. Takie są znaczenia tego słowa. Miałam w akademiku współlokatorkę, która zawsze rano uświadamiała mnie, że ma w buzi kapeć. Metaforyczny, jak mniemam.

Papucie, papcie, łapcie

Trzy wariacje na temat kapci. Jeśli powstały, by brzmieć bardziej familiarnie, przytulnie i miło, to udało się. A przy tym te słowa niezwykle mnie śmieszą, zwłaszcza z ust mężczyzny.

Przykład z Doroszewskiego mnie ujął: W aksamitnych papuciach sunie bezszelestnie po linoleum.

Ciapcie

Natomiast ciapcie już są ZBYT familiarne, ZBYT wygodne i przytulne. Tak zintegrowane ze stopą właściciela, tak odbijają jej każdą wypukłość i wgłębienie, że bez niej niemalże się rozlatują.

Pantofle

Etymologiczny nos mnie nie zwiódł, brzmiało z niemiecka (Pantoffel), ale nie przypuszczałam, że właściwie to pochodzi od włoskiego pantofola (łac. pantophila) i od patynek.

Oczywiście pantofle to także nazwa butów do chodzenia wiosną, jesienią i latem, butów do chodzenia generalnie, bez wstydu i hańby. Lekkie, płaskie obuwie wykonane z innych materiałów niż – no właśnie – materiał.

No, ale może się tak zdarzyć, że ktoś jest zbyt dystyngowany, by proponować Ci ordynarne i niepoważne kapcie, więc w zamian zaproponuje pantofle. I tak wybór jest jeden. Żadnych pantofli. Żadnych kapci. Nie dajemy się upupić.

papcie-foter-com

(Pantofelek. Zupełnie jak na lekcji biologii w podstawówce)

Laczki

Poznałam to słowo stosunkowo niedawno. Okazuje się, że funkcjonuje ono na terenach, które miały długotrwały kontakt z językiem niemieckim (niem. der Latsch, l.mn. die Latsche).

Brzmi jak przezwisko. Takoż bywa używane.

Bambosze

Ciepłe, miękkie pantofle domowe. Zdarza się, że mają zapiętki i nawet baranka dookoła stopy. Bogatszy kuzyn skromnego i nieśmiałego papucia. Wyraz pochodzenia tureckiego. Na bogato.

***

Jeśli znacie jakieś inne nazwy tych śmiesznych butów po domu, dopiszcie w komentarzach. Chętnie poczytam.

Źródła: SJP PWN, zwłaszcza ten wpis, a także słownik etymologiczny Brücknera. Zdjęcia z Fotera.

No comments yet

Wpis oszroniony

Szron mruga z krzaków, traw i drzew.

Migocząca furtka jest dziś jak drzwi do zaczarowanego świata. Przekraczam próg królestwa przymrozku.

Rośliny przysypane srebrem w proszku, jasnym popiołem żalu za latem.

Zastygłe iskrzenie.

Ogród w błyszczących nitkach zimna.

Szron. Niektórzy nienawidzą. #winter #cold

A photo posted by Magdalena Bieniek (@magdalena.bieniek) on

No comments yet

Jak mi się pisze II

Choć jeszcze nie grudzień, pisze mi się jak po grudzie. Widocznie całą swoją kreatywność zużywam na przygotowanie lekcji i zajęć dodatkowych z dziećmi i młodzieżą. Przyświeca mi idea: żeby było ciekawie, żebyśmy się dobrze bawili, a przy okazji czegoś nauczyli. Wymyślam zabawy, gry, przebrania. Gromadzę materiały, filmy, gify, zdjęcia. Moje myśli obecnie kręcą się wokół pracy i organizowania różnych spraw niecierpiących zwłoki.

***

Mam wrażenie, że to jedna wielka bujda z tym moim pisarstwem. Uroiłam sobie, że będę pisarką, tymczasem niewiele mam do powiedzenia, a to, co mam, jest wtórne i niewiele znaczy. Nie mam zamiaru pisać bez wartości, celu i sensu. Nie chcę pisać powieści, którymi jestem zmęczona i których sama bym nie czytała. Nie chcę zajmować miejsca w internecie oraz uwagi Czytelnika – nadaremnie.

Niestety jest to ważny wyznacznik. Jeśli moje pisanie nie będzie ciekawe, zajmujące, podnoszące na duchu, jeśli się nikomu nie przyda – nie ma co zawracać głowy.

komp-pixabay-com

(Siedzi sobie takie pisarz, bloger, dziennikarz i pisze. Proste. Fotografia stąd)

***

Podziwiam blogerki piszące co dzień. Ba, podziwiam nawet te, które piszą co dwa i co trzy dni. Ich treści są wartościowe, a styl ewoluuje i stale się rozwija. Ja tak nie mam. Muszę mieć czas na spokojne odtaj(ni)anie myśli.

Mam wrażenie, że więdnę i się zwijam. Blog miał mnie nauczyć pisania, a tymczasem pokazuje mi, że do pisania mi daleko i co chwila się mijamy. A przecież powinniśmy się spotykać i coraz bardziej zbliżać do siebie, ja i pisanie: moje marzenie i moja przestrzeń, w której oddycham i za którą tęsknię.

***

Zawsze byłam wyczulona na słowo, ale ostatnio działają na mnie obrazy i efekty wizualne. Oglądam sporo obrazów i fotografii, które przedstawiają sztukę dawną i nową. Rozwijam się w tym zakresie i jestem wdzięczna za to, że w ogóle mam taką możliwość. Uczę się i jeszcze dostaję za to pensję – zawsze to miłe i uważam, że tak to powinno wyglądać (o pracy jako pasji i sensie pisałam tutaj).

Myślę też o tym, by to jakoś połączyć. Przychodzą mi do głowy projekty, których nie zrealizuję, bo jestem za słabo zdeterminowana (czytaj: zuchwała i pewna siebie) i mam za mało talentu (oraz tupetu). Oczywiście powinnam wszystko robić i jak najwięcej tworzyć, bo a nuż coś okaże się wartościowe i komuś się spodoba (a jak wiadomo, łaska pańska na pstrym koniu jeździ).

Tylko wewnętrzna cenzura mi nie pozwala.

No comments yet

Mój mąż mi zupełnie nie przeszkadza

Nawet się nad tym dawniej zastanawiałam: jak to jest z małżeństwem samotnika albo (w wersji idealnej) dwojga samotników. No bo jak się czuje samotnik w małżeństwie, kiedy ktoś ciągle ci się plącze po mieszkaniu. Czy nie ma się go dość.

***

Co jakiś czas mam napady eskapizmu. Bardzo lubię samotne spacery po mieście, siedzenie w pustym domu, w pustej sali lekcyjnej przed lekcjami lub po nich. Słuchanie swoich kroków na pustym korytarzu. Na studiach doszłam do etapu, w którym wolałam chodzić sama do kina niż iść ze znajomą i potem od razu zagadywać wrażenie, jakie film na mnie wywarł. Chciałam również uciec od wszystkich ludzi.

Do tej pory fascynują mnie zakony zamknięte, choć obecnie preferuję raczej towarzystwo mieszane niż zamknięcie z samymi kobietami. Ot tak, dla zdrowego dystansu.

***

Cóż. Potrzebuję dużej dozy samotności, ale chyba znalazłam kogoś podobnego sobie, więc jakoś się w tym rozumiemy. Idealną symbiozą jest bycie obok, każde przy swojej pracy. Nawet jeśli mogłabym ze swoją pracą iść do innego pokoju, i tak wolałabym siedzieć obok niego.

Mój mąż zupełnie mi nie przeszkadza.

Można sobie razem pomilczeć albo luźno wymieniać myśli. Obecnie słuchamy sobie razem muzyki, ja piszę tekst, on pracuje.

Ta wspólnota jest wyważona i komfortowa. Dyskretna obecność.

Samotność mi nie doskwiera.

No comments yet

Ciekawe przysłowia o koniu

Darowany, pstry czy utuczony koń, łysa kobyła, łyse konie… Jak się okazuje, jest wiele przysłów o koniu lub z koniem w roli głównej, ale poniższe są według mnie szczególnie ciekawe. Zacznę od moich dwóch ulubionych.

konie1

Łaska pańska na pstrym koniu jeździ

Zasadniczo przysłowie to oznacza, że poparcie i względy osób bogatych, możnych i decydentów są niestałe, kapryśne i zmienne. Ja używam czasem tego tekstu w ogólniejszym znaczeniu: gdy chcę skomentować zmienność ludzkiej sympatii. Pstry koń jest uznawany za bardziej niestałego niż kary czy gniady – co za rasizm.

Pańskie oko konia tuczy

Pan, czyli gospodarz, dogląda gospodarstwa, karmi trzodę, opiekuje się, zapewnia dobre warunki rozwoju. Zwierzęta dorodne, utuczone, rośliny bujnie rosną, ogródek, pole, stajnia, obora, chlewnia – wszędzie dobrobyt.

Krótko mówiąc, jeśli o coś dbasz z uwagą i troską, to efekty będą zdumiewające. Czy chodzi o zwierzę, ogródek czy przedsiębiorstwo – zadbane i doglądane lepiej funkcjonuje, rozwija się, rośnie (w siłę). Tako rzecze przysłowie.

Tak przy okazji – zwróćmy uwagę na to, że taki utuczony koń to powód do radości. Spotykamy czasem określenia, że ktoś dobrze wygląda, poprawił się na twarzy – przecież tutaj chodzi o pożądany, zdrowy wygląd. Utuczony koń jest lepszy niż chuda szkapa z wystającymi kośćmi (odwrotnie niż kanony piękna XXI wieku).

Wracając do przysłowia, podoba mi się rytmiczność tego ośmiozgłoskowca ze średniówką po czterech sylabach. Aż chciałoby się wymyślić ciąg dalszy, tworząc zgrabny wierszyk dla dzieci.

Darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby

Wiadomo – jak już coś dostałeś, to nie sprawdzaj jakości, zwłaszcza przy osobie obdarowującej, tylko przyjmij i bądź wdzięczny. Ewentualnie spójrz potem na datę ważności.

Dla konia taką datą ważności są właśnie zęby. Obejrzenie uzębienia służyło sprawdzeniu jego wieku.

Gdy konia kują, żaba nogę podnosi

Przysłowie, które mnie trochę rozśmieszyło, a trochę zaintrygowało, dotyczy sytuacji, w której ktoś podszywa się pod czyjąś pracę – sprawia wrażenie, że coś robi, a tymczasem robi to ktoś inny.

Tak przy okazji – żaba w przysłowiach i dowcipach nie cieszy się niezbyt dobrą sławą. Jest bezwartościową samochwałą, która myśli, że jest pępkiem świata. Może warto kiedyś też o niej napisać.

Znać się jak łyse konie. Można z kimś konie kraść

Oba te powiedzenia dotyczą przyjaźni, lojalności i możliwości polegania na kimś. Pierwsze oznacza, że ktoś zna się z kimś bardzo dobrze, bo długo, a zażyłość ta jest sprawdzona i doświadczona. Łyse konie, czyli – wiadomo – stare. Jeśli uznajemy, że z kimś możemy konie kraść, to znaczy, że ta osoba jest lojalnym i dobrym towarzyszem w działaniu. Nie zawiedzie w newralgicznej sytuacji, nie ucieknie i nie zostawi kompana w kłopotach.

Choć oczywiście do postępków karalnych, a już zwłaszcza kradzieży koni, tutaj nie zachęcamy.

Z osła nie zrobisz konia

Bardzo wymowne przesłanie. Osioł porównany z koniem w przysłowiach zawsze przegrywa. Osioł nie jest tak szybki, zgrabny, silny. Osioł nie wygra wyścigu. Jeśli ktoś nie ma do czegoś predyspozycji, to nie ma i trudno.

Innymi słowy: "Jak się ktoś wroną urodził, to skowronkiem nie zdechnie".

Jak spaść, to z wysokiego konia. Kto nie jeździ na koniu, z niego nie spadnie

Oba przysłowia są w zasadzie podobne. Przesłanie pierwszego brzmi następująco: trzeba ryzykować wtedy, gdy można dużo zyskać. Warto sięgać po więcej. Jak kraść, to miliony, powiedzielibyśmy rezolutnie. Drugie przysłowie mówi o podejmowaniu ryzyka w ogóle. Jeśli nie podejmiesz ryzyka, to nic ci się nigdy nie stanie. Tylko czy zawsze warto być aż tak zachowawczym?

Dobry koń to i w błocie pociągnie

Przysłowie jest o tym, że dobry, mocny koń ma ogromne możliwości, da sobie radę nawet w niekorzystnych warunkach. Jeśli masz dobry sprzęt, załatwisz wszystko. Dobry aparat fotograficzny, dobry samochód, dobry komputer. Da sobie radę.

Jednakże nie mogę wspomnieć o tym, że jest też znane drugie znaczenie tego przysłowia, a dotyczy (no, kto by pomyślał) seksu w czasie okresu. Interpretację pozostawiam wyobraźni Czytelnika.

Wyrwał się jak z łysą kobyłą na targ

Ktoś zrobił coś bezsensownego, zbyt późno, niepotrzebnie. Łysej kobyły raczej nikt nie kupi, a pomysł jej sprzedaży do najlepszych nie należy, za to wart jest obśmiania, jak tutaj.

W tym miejscu przypominają mi się podobne powiedzenia: strzelił jak łysy warkoczami, rypnął jak łysy grzywką o kant kuli itp. Znacie jeszcze jakieś w tym stylu?

***

girl-feeding-a-gorgeous-white-horse-with-grass-picjumbo-com

Źródła: Wikisłownik, WSJP, SJP PWN. Źródła zdjęć: imcreator i picjumbo.

No comments yet

Sprzątanie jest dla bab

Sprzątanie jest dla bab, powiedział ośmiolatek do swojej nauczycielki, tuż po zajęciach technicznych, plastycznych czy jakichś innych. On nie będzie sprzątał sali ani nawet swojego miejsca pracy.

Fajnie sobie urządziliście świat, panowie. Wyraz "sprzątacz" jest znacznie rzadziej używany niż "sprzątaczka" (szczerze mówiąc sądziłam, że go nie ma, ale sprawdziłam w słowniku). W reklamach środków do czyszczenia również przeważają zaaferowane panie ze ścierkami, z pasją opowiadające o tym, że brud zszedł.

Że niby kobiety robią to lepiej? Że niby kobietom bardziej zależy, żeby nie przyklejały się do podłogi i nie potykały o fury śmieci? A może kobieta musi, bo jest kobietą? Ciekawe, że przed świętami to o kobiecie mówi się, że nawet nie umyła okien i nie wymieniła firanek. Jaka ona leniwa, jaka niegospodarna. Nie robi tego, co do niej należy.sprzatanie-fotercom

(Nawet sztuka Claesa Oldenburga przypomina o sprzątaniu, fot. źródło foter.com)

Sprawa moim zdaniem jest bardzo prosta. Obie płcie brudzą, oboje sprzątają. Nie rozumiem, dlaczego kobieta ma sprzątać po mężczyźnie albo dlaczego tylko kobieta ma sprzątać po wszystkich. Jest XXI wiek, przypominam.

***

Jadąc niedawno pociągiem, przyglądałam się zamglonemu światu za oknem. Moją uwagę zwróciła pani ze szczotką, czyszcząca zawzięcie reflektory pociągów. I to też robi kobieta, zadziwiłam się.

 

4 comments