Ślad

Mieszkam na poddaszu i codziennie schodzę po schodach, które można też śmiało nazwać drabinką. Za każdym razem łapię ręką w tym samym miejscu, kilka razy dziennie od kilku lat. Farba powoli się wyciera. To ślad mojej dłoni.

Pamiętam, jak moja babcia wchodziła do swojego pokoju. Zawsze deptała po korytarzu po tych samych deskach, a jedna z nich skrzypiała przeciągle. Po jej śmierci nadepnięta deska skrzypiała tak samo, a mnie się wydawało, że babcia ciągle jest i właśnie tamtędy przechodzi.

Taki ślad po człowieku. Utarta ścieżka, która zarośnie. Wytarta deska, którą się pomaluje na nowo.

10251902_298385173653982_6999709970718757729_n

***

Pisałam rok temu o tym, co po nas zostanie. Wtedy było górnolotnie, dziś bardziej minimalistycznie. Blog idzie w dobrą stronę.

Ps. Jako tło proponuję dwie piosenki o znikaniu z czyjegoś życia: Kiedy mnie już nie będzie i Kiedy umrę, kochanie.

No comments yet

Wieczorynka

Wieczory są czarowne. Wydają się gęste i lepkie, otulone zmierzchem, takie do ukołysania, tuż tuż przed.

Próbujemy rozciągnąć je jak najbardziej, do niemożliwości. Niech ten dzień się jeszcze nie kończy, łapiemy go, trzymamy kurczowo, myśląc, że jeszcze zdążymy coś zrobić. Jeszcze coś upchniemy w tym dniu. Niech będzie wypełniony po brzegi. Niech nie okaże się zmarnowany. Jeszcze kawałek książki, jeszcze dokończenie tego projektu, tej części, tego kawałka pracy. Jeszcze zapiszę, co mam zrobić jutro. Jeszcze przygotuję kawę na rano, jeszcze drugie śniadanie. Jeszcze coś, kawałeczek. Niech się jeszcze nie kończy.

Gdy byłam mała, lubiłam słuchać wieczornych rozmów domowników i sąsiadów. Głosy słychać jakby za mgłą, stłumione przez charakterystyczny wieczorny szum i głuchy pogłos. To jest dla mnie niesamowite wrażenie. Jakby czas zwalniał. Jakby wieczorna senność oblepiała wszystko sobą. Jakby mrok czarował rzeczywistość.

Gęste, rozwleczone i spowolnione rozmowy wieczorne. Wieczorynka dla nas, dorosłych.

ksiezyc

(A może to księżyc spowalnia ten wieczorny czas?)

No comments yet

Trzy gorzkie przemyślenia o zawodzie nauczyciela

Nie, nie chodzi o roszczeniowych rodziców, pyskowanie, papierologię czy kosze na głowie. Będzie o czymś innym.

1. W byciu nauczycielem (wychowawcą) trzeba przygotować się na ciągłe poczucie porażki. Na niezrozumienie mimo starań. Czasem coś zawodzi na linii nauczyciel − uczeń. Nie zawsze nauczyciel jest zły. Mógł nie zauważyć, może jest niedoświadczony, może uważa, że tłumaczy zrozumiale, a nie ma wystarczająco jednoznacznej informacji zwrotnej, może nie zna na tyle reakcji uczniów i myśli, że wszystko jest w porządku. Może skupia się na wielu innych sprawach i to akurat mu umknęło. Nie zawsze winny jest uczeń. Może ma kłopoty, zły dzień, może się wyłączył i nie umie wrócić. Może czuje się niepewnie.
Trzeba się przygotować i zahartować albo nabrać dystansu. Starać się za każdym razem mocniej, robić wszystko, co w mojej mocy, a resztę zostawić. Nie zmienię całego świata na jednej lekcji.

2. Nie oczekiwać przywiązania, bo ono przychodzi, jak chce i z niespodziewanej strony. Pracowałam z dziećmi, które wydawało się, że za mną przepadają, okazywały mi mnóstwo sympatii, a teraz nawet nie mówią mi "Dzień dobry". Najbardziej wdzięczny okazał się uczeń, którego kiedyś niesprawiedliwie oceniłam. Najmilej wspominają ci, którzy zaleźli mi za skórę i byli wiecznym utrapieniem. Wdzięczność i sympatia chodzą swoimi ścieżkami.

3. Jestem w szkole sześć lat, a mam wrażenie, że ciągle muszę udowadniać, że się nadaję. Że mam pomysły, że jestem dobrym pedagogiem. Że warto mnie zatrudnić. A przecież zatrudnianie to relacja obustronna. Dostaję, ale też dużo daję z siebie. Mam sporo dodatkowych obowiązków, jestem przydatna.

Zostawiam w szkole pomysły, energię, mnóstwo dobrej woli, daję dzieciom duży kawał siebie (konkretnie chodzi o kawał serca). Moim zdaniem o to w tym chodzi. Dzięki temu zawód nauczyciela ma dla mnie sens (tutaj piszę dokładniej, dlaczego lubię pracę z dziećmi) i jest wart całego tego trudu.

akuku

(A kuku! Tak właśnie wygląda moja praca)

No comments yet

My, zdziwieni dorośli

Byłam ostatnio na spotkaniu z osobami znanymi z internetów. Zblazowany youtuber po trzydziestce w pewnej chwili wygłosił opinię o dorosłości. Według niego dorosłość jest wtedy, gdy się już nie chce uczyć i nie jest się ciekawym świata.

W takim razie jestem ciągle dzieciakiem? Mimo siwych włosów? Owszem, im dłużej żyję, tym większy mam apetyt na życie. Znam wielu młodych, którym się nie chce (niektórych spotykam codziennie w szkole) – czy oni są już dorośli, starzy i wyczerpani? Znam wielu dorosłych, którym się chce. Ciekawi świata, zmieniają zawody, próbują nowych rzeczy, decydują się na coś i idą za tym. Czy nie są godni miana dorosłych?

To nie jest tak, że dorośli to ci, którzy chcą się ustawić, a egzystują tylko po to, by jakoś doczekać do śmierci. Naprawdę tak pan uważa, panie youtuberze? Radośni odkrywcy kontra reszta świata, dorosłego, ponurego i ograniczonego?

Mam inną definicję dorosłości. Jest ona związana m.in. z odpowiedzialnością za siebie i innych oraz z przyjęciem konsekwencji swoich decyzji. Umiejętność zadziwienia i ciekawość świata nie mają tu nic do rzeczy.

Fińskie słowo ihminen pochodzi od czasownika ihmetellä, który oznacza „dziwić się” lub lepiej „być zdumionym”. Człowiek jest więc w języku fińskim istotą, która umie się dziwić.

Człowiek. Nie tylko młody. Każdy człowiek ma to w naturze – ot, mądrość języka fińskiego.

wybrzeza-finlandii

(Był fiński cytat, jest fiński krajobraz; fot. Mariusz Bieniek)

***

Ps. Cytat z książki Wolframa Eilenbergera pt. "Co Finowie mają w głowie", s. 126.

I drugi Ps. Tych, którym Disqus nie po drodze, zapraszam do komentowania tutaj.

No comments yet

Polskie słowa zrozumiałe dla Francuza

…albo francuskie słowa, które zrozumie Polak. Miałam ostatnio okazję rozmawiać z Francuzem, przeczytałam mu moją osobistą (poniższą) listę ciekawych polskich słów pochodzenia francuskiego. Wszystkie zrozumiał.

Zanim przejdę do omówienia słówek, przytoczę jeszcze ciekawostkę na temat nauczania ortografii w szkole. Jest taka zasada, że końcówkę -arz piszemy przez rz, chodzi tutaj przede wszystkim o nazwy zawodów. To dzieci wiedzą już od trzeciej klasy. Ale w piątej klasie dowiadują się też, że owszem, wszystko się zgadza, ale pod warunkiem, że nie są to wyrazy pochodzenia obcego, bo są też słowa, które z zasady kończą się na -aż. I trzeba zapamiętać, które. Na przykład "masaż" (nie mylić z "masarzem").

A że ta zasada nic nie daje nikomu poza filologom, więc ze względów praktycznych (służę!) prezentuję dziś wyrazy pochodzenia obcego, a konkretnie – z francuzczyzny. Oczywiście to nie wszystkie. Te wymienione są według mnie najsmaczniejsze.

Kuraż

Dawne określenie odwagi, dzisiaj występuje tylko w sformułowaniu "dla kurażu" – a szkoda, bo ładne to. Synonimy również robią wrażenie: śmiałość, odwaga, męstwo, animusz, fantazja, ochota.
Przykład użycia:
Łyknął sobie dla kurażu.

Pasaż

Passage (słowo francuskie, ale też angielskie) to przejście między budynkami i sklepami. Jest pasaż Schillera w Łodzi. Jest album "Birds of passage" norweskiego zespołu Bel Canto. Pasażem nazywa się posiew bakterii albo długą jazdę kamery. Termin ten istnieje też w muzyce.
Przykład użycia:
Przeszli przez pasaż.
Gładki pasaż jelitowy.

Trotuar

To, co oddzielone krawężnikiem od jezdni, czyli chodnik. Ale "chodnik" jest takim prostackim słowem. Nie to co urokliwy, tajemniczy, zakrzywiony "kontuar". Nawet język dziwnie się wygina, gdy wymawia.
Przykład użycia:
Idę sobie wąskim trotuarem.

Kontuar

Lada sklepowa, bufet, kantorek – inaczej mówiąc, blat, który w sklepie czy barze oddziela klienta od osoby obsługującej.
Przykład użycia:
Młoda kobieta za kontuarem nalewała drinki.

Rezerwuar

Przestarzałe określenie zbiornika do przechowywania cieczy lub gazów. To podejrzane, ale kojarzy mi się z klozetem.
Podobno akcentuje się reZERwuar, ale ja temu nie wierzę.
Przykład użycia:
Rezerwuar wody pitnej.

Szykowny, szyk

Słowo "szyk" z niemieckiego znaczy ustawienie wojsk, a z francuskiego – elegancję i wytworność. Bardzo to znamienne dla utwierdzania naszych nacjonalistycznych stereotypów.
Przykład użycia:
Szykowna facetka (spotkałam to w "Buszującym w zbożu").
Co za szyk, co za gracja!

Szarmancki

Odznaczający się wyszukaną grzecznością i galanterią wobec kobiet. Cecha podobno pożądana u mężczyzn. Niezbyt częsta, a więc podejrzana.
Przykład użycia:
Był wobec mnie bardzo szarmancki.

Trefl, karo, kier, pik

czyli kolory w kartach. Pisał o tym Robert Stiller: nazwy "trefl", "karo", "kier", "pik" pochodzą z francuskiego trèfle koniczyna, carreau kwadrat, coeur serce, pique dzida. Staropolskie nazwy to: "żołędź", "dzwonko" (lub "dzwoniec"), "czerwień" (lub "serce"), "wino".

***

Inne słówka można sobie obejrzeć w dziale pt. Są różne słowa.
Korzystałam z SJP PWN i "Słownika wyrazów obcych" Kopalińskiego oraz informacji z książki Roberta Stillera "Pokaż język" (s. 234).

No comments yet

Powitalny deszcz

Powiedzieć, że lubi się deszcz, to trochę tak, jak ogłosić publicznie: "Niech to lato się już skończy". Odnoszę wrażenie, że z takimi poglądami jestem w znakomitej mniejszości. Przecież wszyscy kochają upał i wakacje, każdy chce opóźnić jesień i z obawą myśli o zimie (jakbyśmy mieszkali co najmniej pod kołem podbiegunowym).

Lato męczy swoimi upałami, brakiem umiaru, rozpasaniem temperatur. Czekam na spokojną, stonowaną jesień. Deszcz to pierwszy syndrom.
Jest wczesny poranek, siedzę na poddaszu i słucham dudnienia chłodnych kropel. To wszystko dzieje się tuż nade mną.
Zza okna dobiegają pasma zimna. Wreszcie można spokojnie odetchnąć.

 

krakow

Ps. Polecam uwadze również ten wpis Riennahery, zwłaszcza końcówkę. 

No comments yet

Sen mnie potrzebuje

Kiedy próbuję wstać o piątej, otrzymuję od niebios niewątpliwe znaki, że nie tędy droga.

Wkrótce czeka mnie ustawiczne przymusowe wstawanie o piątej, muszę się powoli przestawiać. Zwykle nie wychodzi. Sen zagorzale walczy o moją podświadomość. Poduszka zazdrośnie pilnuje potarganej głowy. Kołdra przyciska do łóżka z podziwu godną zaciekłością.
Kraina snów mnie potrzebuje.

Czytam mądre poradniki, jak to przesunięcie metaforycznych wskazówek budzika o pół godziny wstecz skutkuje realizacją zadań, osiągnięciem celów życiowych i daleko idącą szczęśliwością. Wiem, że im więcej się zacznie, tym więcej się zrobi. I tak dalej, w drodze ku sukcesowi.

Ale nie w mojej rzeczywistości. Tu twardo trzeba wyrobić swoje snogodziny.

poduszki-foter-com

(Pościel mnie potrzebuje; źródło zdjęcia)

3 comments

Maruda w nudnym krawacie, czyli o bohaterach negatywnych

Czytam książkę dla dzieci. Na początku pojawia się postać negatywna, której mamy z założenia nie lubić. Ta osoba opisana jest następująco: nosi nudny krawat. Krzyczy na współpracowników. Nie odzywa się do swoich krewnych. NARZEKA.
Mija ludzi na ulicy i już mu się nie podobają. Drażni go ich ubranie. Złości go ich zachowanie.

Ten człowiek jest jednocześnie brzydki, nudny i zły.

***

Znam ludzi, którzy mają piekne charaktery. Potrafią być pracowici, opiekuńczy, rzetelni. Wierni, z zasadami moralnymi. Pomagają innym, nie są kłótliwi. A jednocześnie są tak źle nastawieni do innych, że niemalże każda rozmowa z nimi jest wyjątkowo trudna i niemiła. Bo ktoś się źle ubrał, źle spojrzał. Bo ktoś im zadał złe pytanie. Bo poszedł do kawiarni, a przecież od tego jest dom, żeby w nim pić kawę. Bo ktoś kupił motor – na pewno po to, by szpanować przed innymi, bo przecież nie po to, żeby cieszyć się jazdą.

Ciekawe, co czuje taki człowiek. Czy lubi siebie. Czy docenia swoje życie. Czy widzi, że jest taki sam jak tamci. Jesteśmy tacy jak wszyscy inni.
W życiu nie ma prostych podziałów. Są ludzie jednocześnie hojni, życzliwi i leniwi. Są oschli, ale sprawiedliwi i wierni. Są cierpliwi egoiści i spóźnialskie lekkoduchy o dobrym sercu. Nie ma bohaterów bez skazy.

 
splitshire-com-rece-w-metrze

 (W życiu nie ma jednoznacznych podziałów; fotografia z tej strony)

No comments yet

Pierwsze dni w nowej pracy

Najgorsze w pierwszych dniach nowej pracy jest nawiązywanie stosunków społecznych. Te wszystkie konwencjonalne przywitania, small talki w kuchni czy przedpokoju, próby zagadania lub pełne skrępowania milczenie. Pierwsze dni pełne są takich niezręczności, kiedy to najgorszą rzeczą jest zapoznawanie się z nowymi ludźmi, bycie wprowadzonym do pokoju pełnego stałych pracowników i przedstawienie się.

A potem na przykład realizacja rzuconego ot, tak, polecenia: "To idź, zapytaj. To idź, poproś, niech on ci to wytłumaczy. To idź z tym do niego". Dla mnie trudniejsza niż cokolwiek innego. Siedzę więc i odkładam na potem to pójście do kogoś.
A tymczasem ten ktoś może być bardziej nieśmiały niż ja.
Być może on też odkłada to na potem.

laptop-unsplash
(Narzędzie pracy, w które zawsze można się schować; źródło fotografii)

No comments yet

Powiastka o służbie zdrowia

W placówkach służby zdrowia panuje zimny feudalizm. Recepcjonistki ważniejsze od pacjentów, asystentki ważniejsze od recepcjonistek, a na samym szczycie hierarchii jest pani doktór.
Podchodzę do kontuaru na recepcji i spotyka mnie dyskretne, acz dotkliwe lekceważenie. Jeszcze nie chamstwo, ale daleko posunięta nieuprzejmość. Pani wie, że jestem, a mimo to siedzi dalej, odwrócona plecami. Pacjent (petent) może poczekać, aż koleżanka opowie zaczętą historyjkę. No, przecież nie umiera. Zaczeka.

 ***

 Na szczęście lekarka była staromodnie oryginalna i dość miła. Dość że używała retro przyrządów laryngologicznych oraz palnika, to jeszcze na końcu powiedziała, że mogę spokojnie iść na lody.

 

1 comment