O zupie

Z zupami mam pod górkę.

Za każdym razem, gdy mi nie wyjdzie, jem ją z zażenowaniem i zastanawiam się, czy to już jest nagorsza zupa, jaką jadłam w życiu. I za każdym razem wydaje mi się, że to właśnie ta, Królowa Najgorszych Zup Mojego Podniebienia, a potem gotuję jeszcze gorszą.

Między najgorszymi zupami świata zdarzają mi się też świetne – rosół, jarzynowa, krupnik, zupa ze słodkiej kapusty, krem z białych warzyw, marchewkowa, caldo verde z jarmużem, pomidorowa z soczewicą, krem brokułowy czy dyniowy, wyśmienity chowder z kalafiora i kukurydzy czy kapuśniak tak kwaśny, jaki mi się tylko spodoba.

Wiem, na jakie wyżyny może wznieść się sztuka zupotwórcza i właśnie dlatego porażki zawsze tak ciężko przełknąć.

soup-unsplash-com-cala

(Są różne zupy. Unsplash)

No comments yet

Szklana kula, czyli kim będziesz, kiedy dorośniesz?

Natknęłam się ostatnio w internecie na znajome nazwisko. Pisarka fantastyki. Owszem, znałam kiedyś taką dziewczynę, chodziłam z nią do liceum w małym miasteczku, mówiłyśmy sobie "Cześć". Jak ja zaczynałam średniowiecze, to ona siedziała na schodach z pozytywizmem i się zaczytywała.

Tak, to ona.

Są jeszcze inne przykłady. Znajoma fotografka, redaktorka, znajomy tłumacz. Ich nazwiska na czwórce redakcyjnej, zdjęcia w gazecie, w książce, na okładce płyty. Znajoma dziennikarka w telewizji. Znajomy muzyk ze swoim zespołem na festiwalu. Projekt okładki autorstwa mojego męża. Jest się czym chwalić. Jest nad czym pracować.

***

Czasem lubię sobie o tym myśleć – nie wiemy, kto z naszych znajomych czymś zasłynie. A jeszcze lepiej – które z dzieciaków, obecnie zajmujących szkolną ławkę i ganiających po korytarzu – które z nich zawojuje świat lub chociaż jego mały kawałek.

A zatem – kibicuję wam, przyszła pisarko, malarko, aktorko, przyszły piłkarzu. Ty, która marzysz o byciu dziennikarką, która piszesz od przedszkola, tworzysz książki, ilustrujesz, wymyślasz światy i ćwiczysz pióro. Kto będzie miał tyle doświadczenia, zacięcia i determinacji, co Ty? Może któreś z Was, moich uczniów lub młodych znajomych, stworzy aplikację, wymyśli wynalazek, który coś zmieni, pomoże, ulepszy. Może na kogoś z Was będę mogła w przyszłości głosować. Przeczytam Waszą książkę, obejrzę Wasz film. Usłyszę o Tobie i o tym, co robisz.

***

Nie imponuje mi, że ktoś jest znany. Imponuje mi, kiedy robi coś fajnego, kiedy się spełnia, kiedy jest szczęśliwy. Imponuje mi, gdy ktoś jest kreatywny, gdy tworzy, zmienia świat, wprowadzając do niego coś swojego (chociażby Włóczykija i Małą Mi. To wystarczy).
Czasem jedno zdjęcie, jedno zdanie czy jeden wiersz mogą zmienić życie. To, co robimy, też może. Przynajmniej chcę w to wierzyć.

kieliszek-wegry

(Nie mam zdjęcia szklanej kuli, ale jest kieliszek, a jutro sylwester, więc chyba się liczy, no nie?)

No comments yet

Zapiski księżycowe

Często wychodzę z domu, gdy jeszcze jest ciemno. Tylko księżyc łypie okiem, otoczony fałszywą łuną, pożyczonym światłem, oszust jeden.

ksiezyc1

W te dni łatwiej zobaczyć księżyc niż słońce. Łatwiej zobaczyć gwiazdę niż błękit nieba.

***

Wykradam się dniowi. To taka sztuczka, żeby mnie zobaczyli już gotową, obudzoną. A ja jeszcze przez dwie godziny snuję się niemrawo po korytarzach, myśli powoli przybierają w głowie całkiem nowy kształt.

***

Zdarza się, że księżyc towarzyszy moim powrotom. Czasem tylko (szczęściarz) obraca się na drugi bok. Z chlubą weterana wojennego pokazuje mi swój ugryziony kawałek, chude oblicze – ale jak wiadomo, fortuna kołem się toczy, więc bywa, że księżyc chwali się swoją rozpasaną miesięczną krągłością.

ksiezyc(fotografie: Mariusz Bieniek)

No comments yet

Anegdotka literacko-sklepowa

W sklepie kolejki do dwóch kas. Dłuższa kolejka to więcej produktów w wózkach, mniej klientów. Krótsza, więcej klientów, mniejsze zakupy, za to dodawanie przy kasie rzeczy ze stoiska (słodycze na wagę, ale alkohol, Drodzy Państwo, przede wszystkim alkohol).

Mając na uwadze prawo Murphy'ego, wybieram dłuższą kolejkę. Gdy wybieram krótszą, to i tak stoję dłużej, więc może tym razem się uda oszukać fatum, przeznaczenie, okrutnie drwiący los, oszczędzić czas (bo przecież nie pieniądze) etc.

W końcu ileż można kasować zakupy dwóch osób.

Ano, można długo. Na przykład kwadrans, bo dlaczego nie.

Klientka gubi kartę lojalnościową. Szuka. Produkty piętrzą się i niemal bezwstydnie mnożą na taśmie. Ale to jeszcze nic, bo w tym wszystkim najlepsza jest ekspedientka. Przepraszam, doradca klienta.

Kobieta imponuje mi swoim powolnym tempem i ruchami mimozy. Nie dla niej stresy w pracy, nerwowość, popędzanie, wyrabianie normy. Ona ma czas zrobić przegląd paznokci, porozmawiać z koleżanką z kasy obok, przy okazji jakieś klatki przesunie, doradzi klientce. Podoba mi się, że nie daje się popędzać. Ona ma czas. Nie dajmy się zwariować. Piątek wieczór, po co ma się spieszyć? Czy zbawi przez to świat? Bez przesady.

Mój odjeżdżający autobus jej kompletnie nie interesuje. Nie musi. To nie jej problem, to mój.

Pełna szacunku oglądam jej natapirowane włosy, pełne usta zwinięte w rozkoszną minkę. Beżowy lakier na wymuskanych paznokciach.

Spoglądam na plakietkę.

Wszystko jasne.

Doradca klienta, Izabela Ł.

No comments yet

Słownik inwektyw powraca! Dusigrosz, dyletant, dziad i dziwak

Wiem, wiem, dawno nie było słownika. Ale już wraca, powoli otrzepując się z kurzu. Kończymy hasła rozpoczynające się na literę D. Dziś dusigrosz, dyletant, dziad i dziwak.

Dusigrosz

Dusigrosz, jak wiadomo, jest synonimem skąpca, sknery, człowieka chciwego na pieniądze, żałującego, gdy ma wydać jakąś kwotę na siebie lubi nnych.

Słowniki etymologiczne w sprawie dusigrosza są – nomen omen – bardzo oszczędne w słowach, pewnie dlatego, że sprawa jest dość oczywista – ktoś dusi grosz w kieszeni, zaciska mocno pięść na pieniądzach, nie pozwala im oddychać. Nie jest skory do wydawania pieniędzy w ogóle – ani na siebie, ani tym bardziej na innych.

Przykład użycia:

"Centuś, sknerus i dusigrosz", czyli pełna emocji wypowiedź żony (internetowe wynurzenia są w ogóle ciekawym zjawiskiem socjologiczno-lingwistycznym).

Dyletant

Teoretycznie jest to dość łagodna inwektywa, ale w określonym kontekście może zaboleć. Zwłaszcza, jeśli ktoś chce być poważnie traktowany i uchodzić za znawcę i wyrobionego odbiorcę sztuki, a tymczasem zostanie nazwany amatorem.

Kopaliński podaje, że dyletant (od wł. dilletante) to właśnie amator, miłośnik sztuki, zajmujący się nią z amatorstwa, niezawodowo, niekiedy powierzchownie; laik o rozlicznych zainteresowaniach. Zna się trochę na wszystkim, ale na niczym dokładnie i do końca. Aspiruje do miana człowieka renesansu, ale jeszcze mu daleko.

Etymologia wiedzie nas ku łacinie: włoskie dillettare – lubować się pochodzi z łacińskiego delectare – nęcić, oczarować, zachwycać. Stąd też delicje.

Przykład użycia:

burzliwa dyskusja, w której padają słowa: „Ty architektoniczny dyletancie!

Dziad, dziadyga

Dziad i jego dziedzictwo

Mamy w polszczyźnie takie pary: dziad i baba, dziadek i babka, dziadziuś i babcia. Wbrew pozorom dziad niekoniecznie oznaczał ojca ojca lub matki. Mógł to być także stryj (ros. diadia). I otóż okazuje się, że spadek po dziadzie, czyli np. grunty, zagrodę, obejście i własność, zwano dziedziną – a stąd już blisko do dziedzica (potomka dziada), dziedziczki, dziedzictwa i generalnie dziedziczenia. Z kolei to, co przechodziło z ojca na potomków, zwano ojcowizną (ojczyzną).

Określenie „dziedzic” oznaczało później właściciela dóbr ziemskich, a obok „dziedziny” funkcjonowało też słowo „dziadowizna”. Zachęcające.

Skąd ten dziad?

Jest to wyraz ogólnosłowiański, podobnie jak inne z zakresu terminologii rodzinnej (mama, tata, baba, ciocia itd.). Językoznawcy już dawno orzekli, że taka podwojona dźwiękonaśladowcza sylaba jest przejęta z mowy dziecka i jest wspólna co najmniej dla języków słowiańskich. A i pewnie nie tylko.

Ale wróćmy do dziada. Zrekonstruowana prasłowiańska forma to *dědъ (w środku miękkie e, na końcu jer twardy, który wymawiano trochę jak bardzo krótkie y). Pierwotnie oznaczało to człowieka starego, zajmującego honorowe miejsce w rodzinie, a następnie ojca matki lub ojca.

Dawne znaczenie zachowało się w zwrotach:
z dziada pradziada,
dziad po mieczu,
nasi dziadowie.

Znaczeniowo blisko (a jednocześnie daleko) od dziada do dziedzica…

Być dziadem i pójść na dziady

Podsumowując, „dziad” to inaczej przodek. Ale inwektywa wzięła się z innego znaczenia – dziadem nazywano także starca, żebraka. Określenie „pójść na dziady” oznacza ni mniej ni więcej, tylko żebrać. Obserwujemy tutaj stopniową utratę znaczenia i poszanowania – od szanowanego przodka rodziny do żebraka.

Takie to smutne losy wyrazu, a podejrzewam, że wzięło się to z życia – nie treba czytać całych „Chłopów”, wystarczy jeden rozdział, by wiedzieć, co się działo ze starymi ludźmi, którzy już nie mogli pracować w polu.

Żebrzący dziad zakorzenił się w kulturze. Można poczytać o dziadach wędrownych, kalwaryjskich albo posłuchać pieśni dziadowskich.

Nie tylko stary żebrak…

Inne znaczenia to chociażby: dziady – duchy przodków (białoruskie znaczenie spopularyzowane przez jakiegoś poetę), a dziadek – przyrząd do tłuczenia orzechów. O deprecjacji dawnego dumnego miana świadczy też to, że „dziady” mówi się na szczególnie „czepliwe” rośliny (owoce i krzaki jeżyn, kwiaty łopianu). Kiedy mówimy, że ktoś uczepił się jak rzep psiego ogona, to ten rzep nazywany jest też dziadem. Na własne uszy słyszałam.

Dziad kreatywnie

Kreatywność słowotwórcza Polaków zawsze mnie urzeka. Zwłaszcza, że mamy do czynienia z wyrazami ekspresywnymi, wyrażającymi uczucia, stosunek do kogoś.

Jest dziadzia, dziadzio, dziadunio, dziaduś, dziadziuś, dziadulo, dziadunio, dziadolo; ale z drugiej strony jest też dziadyga i dziadzisko.

Jest dziadówka – tak mówi się pogardliwie o biednej kobiecie, żebrzącej, chodzącej po prośbie.

Są czasowniki: dziadować (chodzić po prośbie) i zdziadzieć (stawać się dziadem).

Jest też „dziadostwo” – w XIX wieku mówiono tak o żebrakach, ludziach stojących nisko w hierarchii społecznej.Formant -stwo świadczy o tym, że nazwa dotyczy grupy ludzi. Teraz określenie „ale dziadostwo!” dotyczy raczej jakiejś nietrwałej rzeczy.

Nie można również zapomnieć o frazeologizmie „stary dziad”, wierszyku „Siała baba mak, nie wiedziała jak, a dziad wiedział…” itd., a także o powiedzeniach „Gadał dziad do obrazu, a obraz do niego ani razu” czy „Gadu, gadu, stary dziadu!” Tę ostatnią frazę szczegółowo opisuje Bralczyk: „dziada się tu nie tylko ucisza, lecz do tego wielorako lekceważy. Samo mówienie do dziada, że dziad, jest mało kurtuazyjne. A tu jeszcze odmienia się tym gorszym, wschodnim wołaczem dziadu. Tak się dziada pozbywamy. Spieprzaj dziadu. Choć, jak pomyśleć, to dziadzie nie jest takie znowu lepsze”.

Przykład użycia:

Wszystkim zapewne przychodzi na myśl sławetne „Spieprzaj, dziadu”!

Ale mogę dodać też dramatyczne wyznanie kobiety: „Syn mojej siostry udaje pana, a w głębi duszy to dziad!” http://f.kafeteria.pl/temat/f4/syn-mojej-siostry-udaje-pana-a-w-glebi-duszy-to-dziad-jeszcze-mam-brata-idiote-p_4736590

Ps. A tak dla ciekawskich – ciocia pochodzi od greckiego téthe (babka) i tethis (ciotka), a potem prasłowiańskiego teta, o czym pisałam tutaj.

Dziwak, dziwoląg

Oczywiste, że te słowa pochodzą od określenia, że ktoś jest dziwny. Ale to, że ktoś jest dziwny, nie oznaczało od razu czegoś negatywnego. Kiedyś ktoś dziwny był raczej godzien podziwu.

Cofnijmy się nieco w czasie. Słowo dziwak pochodzi z 1500 roku, ale „dziwić się” jest prasłowem, czyli występował w języku prasłowiańskim (cerk. diw i diwo, diwiti sę), i oznaczał „patrzeć”, stąd czeskie diwadlo – teatr. Wywodzi się od cząstki diw-, czyli jaśnieć, która łączyła się znaczeniowo z nazwami bogów (lit. diewas, ind. dēwa, łac. deus – bóg i divus – boski). Nic, co mogłoby wzbudzać śmiech czy drwinę.

Dawniej „dziwny” to raczej osobliwy, niezwykły, cudowny, godny widzenia, podziwu; budzący podziw, zdziwienie, zadziwiający.
Obecnie mamy całą masę tzw. derywatów, czyli określeń pochodnych od słowa „dziwny”: dziwić, dziwować się, dziwaczyć, dziwaczeć, wydziwiać, podziwiać; dziwaczny; dziwak, dziwoląg (ktoś, kto ulągł, czyli urodził się dziwny), dziwaczka; dziwowisko, dziwactwo, podziw. To wszystko są słowa pokrewne, pochodące od jednego pnia.

Natura ludzka jest osobliwa: coś, co najpierw człowiek podziwiał, teraz uznaje za godne pogardy.

Przykład użycia:

najpierw łagodny, bo kaczka Dziwaczka,

a tutaj ostrzejszy: „Dziwolągi, potwory, monstra…

***

Źródła:

Słownik języka polskiego (wersja papierowa i internetowa) oraz słownik Doroszewskiego,
J. Bralczyk „500 zdań polskich” s. 124,
"Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych" Kopalińskiego,
słowniki etymologiczne: Brücknera, Borysia, Długosz-Kurczabowej.

No comments yet

Notatki z wystawy (sztuki współczesnej)

Postanowiłam obejrzeć wystawę sztuki współczesnej.

Przez duże okna galerii zaciekawiony przechodzień może zauważyć, jak z zadziwieniem i pewną dozą niepokoju oglądam:

rajstopę
akryl z włosami
kawałki tkaniny i ściereczki kuchenne
kolorowe lampki
drewniane listewki
szprychy koła od roweru
kopczyk ziemi
masło roślinne wymieszane z barwnikiem i rozciągnięte po dywanie.

Abstrahując od znaczeń i kontekstów, bo te niewątpliwie są tu ważne i wręcz kluczowe, by co nieco zrozumieć. Ale ja nie o tym.

Chce mi się z siebie śmiać. A jednocześnie czuję niepokój. Artysta wtłacza mnie w sytuację dla mnie nieswoją, nieprzyjemną.

Dziwna wystawa. Wytrąca z poczucia oczywistości. Ze schematów myślenia – że jak malarstwo, to tylko takie, że jeśli rzeźba, to tylko taka. Pokazuje wyraźnie: you're not so smart.

***

Wtem wchodzi pani z odkurzaczem i zaczyna sprzątać. Bezlitośnie sunie rurą tuż obok okruchów masła z pigmentem.

galeria

(Ot, galeria z Fotera)

No comments yet

Bubel, chłam, tandeta… 9 określeń czegoś bezwartościowego

Barachło, tandeta czy chłam? Co byś wybrał, gdybyś miał określić jednym słowem coś, co niedawno kupiłeś i właśnie się zepsuło? Coś nietrwałego, bez wartości? But, który się odkleja, rura, która odpada, uchwyt, który zostaje w dłoni, to…

Badziewie

Badziewie (bez liczby mnogiej, czyli tzw. singularia tantum), czyli coś bezwartościowego. Czasem zdarza się słyszeć formę skróconą – badziew.

Pamiętam, był kiedyś taki serial "Badziewiakowie". Jeśli chodzi o kondycję polskich seriali emitowanych przez telewizję, można podsumować zdaniem: badziewie minęło, ale nadal jest kiepsko.

Barachło

To urocze słówko pojawiło się w tym wpisie. Urocze, ponieważ wyjątkowo w języku polskim akcent pada tutaj na ostatnią sylabę. Pochodzi z rosyjskiego, a to wiele wyjaśnia.

Barachło to inaczej bezwartościowy przedmiot lub osoba (!), ale najczęściej oznacza rupiecie, graty.

Bubel

Słowo przeszło do polszczyzny z jidysz i potocznie oznacza towar złej jakości, wybrakowany.

Chała

Pewien wykładowca na uczelni mawiał tak o niemal wszystkich pracach swoich studentów. Może dlatego unikałam jego zajęć.

Podobne jest słowo "chałtura", artystyczna tandeta, praca bez znaczenia i wartości. To słowo w języku rosyjskim oznaczało najpierw stypę, darmowe jadło i napitek.

Mnie też się trochę kojarzy z jedzeniem, a konkretnie z chałką. Chała, taka duża chałka. Nie wiem, dlaczego to miałoby być coś bez wartości.

Chłam

To może być jedna bezwartościowa rzecz lub cały stos. Cały ten chłam.

Słowo jest nawet brzydkie w brzmieniu.

Dziadostwo

Mówi się tak o czymś lichym, tandentnym, ale wśród znaczeń słownikowych jest wymienione także życie w biedzie i nędzy.

Fuszerka

Jeśli ktoś odwalił fuszerkę, to znaczy, że jego praca jest wykonana źle, niedbale, niefachowo. Fuszerką można też nazwać wytwór takiej pracy.

Dawniej fuszerzami zwano pozacechowych rzemieślników (inaczej mówiąc, partaczy).

Lichota

Jak się domyślamy, określenie wzięło się od przysłówka "licho", czyli źle (np. licho wygląda, licho ubrany). Liche urządzenie za chwilę się rozsypie. Lichota jest niesolidna i nietrwała.

Tandeta

Przedmiot niedbale wykonany, nietrwały. Od razu przychodzi mi na myśl scena z "Seksmisji", kiedy to rozczarowany Maks określa tym mianem drzwiczki, które odpadły.

***

Źródła: korzystałam ze Słownika języka polskiego PWN i Słownika wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych pod red. Kopalińskiego.

Ps. A jak Wy mówicie na coś, co nie ma zbytniej wartości? O czymś zapomniałam? A może znacie jakieś słowa czy określenia, których ja nie znam? Podzielcie się, będzie mi bardzo miło.

1 comment

9 myśli na koniec listopada

#autumn #jesień #jesien #leaves #liście #liscie

A photo posted by Magdalena Bieniek (@magdalena.bieniek) on

W gruncie rzeczy wszyscy jesteśmy nieudacznikami. Albo czegoś nie umiemy, albo coś nam się nie udaje. Każdego to dotyka w jakimś stopniu, więc nie ma co przeżywać. Należy raczej zaprzyjaźnić się z tym pierwszym zdaniem i je oswoić jak małe zwierzątko.

***

Najładniejsze zdanie, jakie przeczytałam na plakacie w autobusie, to: "Chce nam się".

***

Ludzie w internecie są mocni w palcach. Wszyscy mądrzy i najlepiej się znają. Chciałabym takiego mądralę spotkać na żywo – niech się podpisze pod swoimi zgryźliwymi opiniami, niech jego twarz i nazwisko firmuje te bzdury i hejt. Albo nie – wolałabym go raczej nie spotkać.

***

Jeśli poloniści nie potrafią poprawnie napisać ę na końcu (np. w słowie "dziękuję"), to ja nie wiem, dokąd zmierza ten świat.

***

W moim życiu obowiązuje domniemanie naiwności.

***

Podziwiamy osoby, które są inne niż my. Imponuje mi ludzka przedsiębiorczość, energia i umiejętności organizacyjne, ponieważ sama nie jestem dobrą organizatorką. Na każdej wycieczce co minutę liczę dzieci.

***

Zastanawiam się czasem, dlaczego tak łatwo wierzymy w krytyczne głosy, a tak trudno nam uwierzyć w pochwały. Instynkt? Nieufność? Niedocenianie siebie? Skoro nie wierzymy, to w krytyka nie powinna nas dotykać.

***

Kiedy czytam wypowiedzi ludzi w internecie, myślę sobie, że jednak trudno się pisze po polsku.

***

My, melancholicy, ciągle musimy tłumaczyć się z nieuśmiechania.

21

(fot. Mariusz Bieniek)

3 comments

Obowiązki nadchodzą falami

Obowiązki nadchodzą falami.

Zdarzają się dni wypełnione szczelnie, po brzegi, po uszy. Od zmroku po zmrok.

Wszystkie prace świata potrzebują nas w tym samym momencie. Spiętrzenie rzeczy do zrobienia, a każda chce być pierwsza, najważniejsza, załatwiona natychmiast. Szef w końcu jest ważniejszy niż współmałżonek, któremu obiecywałam miłość i wierność.

Terminy gonią (nas) w piętkę. Stos obowiązków wymaga czasu i energii. Dla domowników zostają okruszki, drobinki i skromne resztki. Czasem brak sił, by się odezwać. Czasem widzimy się tylko przez kilka chwil, bo się mijamy albo spędzamy zajęte dni poza domem.

Mój teść na mój widok powiedział dzisiaj: "O, przyszłaś trochę pomieszkać".

2 comments

Mikrospotkania i rozmowy skondensowane

Plan dnia jest ścisły. Dokładnie siedem minut zajmuje mi przejście z jednego miejsca pracy w drugie. Albo mam chwilę przed dzwonkiem, by zrobić rzeczy z listy. Oceny. Gazetka. Napis. Szkic. Dzienniki. Herbata. Notatki. Sprawdziany.

Ale czasem między tymi ocenami, notatkami, przejściem z herbatą pojawia się jakiś Człowiek.

Następuje Mikrospotkanie i Mikrorozmowa. Wszystko jest błyskawiczne i skondensowane. Wymieniamy szybko najważniejsze myśli, w skrócie i w biegu. Przystajemy na chwilę, bo w tym momencie ta interakcja, ta rozmowa jest ważniejsza. Da się ją wcisnąć w ścisły plan dnia, między kratki harmonogramu i punkty na karteczce z zadaniami. Na pewno się da!

Chwilówka w najlepszych ze swych znaczeń.

Doceniam to bardzo. Mijamy się na korytarzu albo wpadam na chwilę do kogoś. Wpadam na kogoś i przystaję. Bo tak naprawdę to właśnie takie spotkania są cennym punktem dnia. Między zabieganiem i obowiązkami musi się znaleźć miejsce na coś, co jest istotniejsze niż to, czy będę idealnie przygotowana i na czas.

Relacje zamiast bezdusznych ram. Na tę chwilę wybieram człowieka, doceniam budowanie relacji, zawiązywanie więzi, krok po kroku.

"Tracimy" na siebie czas, zyskując o wiele więcej.

No comments yet