Powiastka o służbie zdrowia

W placówkach służby zdrowia panuje zimny feudalizm. Recepcjonistki ważniejsze od pacjentów, asystentki ważniejsze od recepcjonistek, a na samym szczycie hierarchii jest pani doktór.
Podchodzę do kontuaru na recepcji i spotyka mnie dyskretne, acz dotkliwe lekceważenie. Jeszcze nie chamstwo, ale daleko posunięta nieuprzejmość. Pani wie, że jestem, a mimo to siedzi dalej, odwrócona plecami. Pacjent (petent) może poczekać, aż koleżanka opowie zaczętą historyjkę. No, przecież nie umiera. Zaczeka.
***
Na szczęście lekarka była staromodnie oryginalna i dość miła. Dość że używała retro przyrządów laryngologicznych oraz palnika, to jeszcze na końcu powiedziała, że mogę spokojnie iść na lody.
 

No comments yet

Nienasycenie życiem

Życie jest piękne… Można zachwycać się małym liściem lub ogromną skałą… Można patrzeć daleko w gwiazdy lub podziwiać chmury… We wszystkim jednak widać cud. Ogromny cud, który sprawia, że wciągając powietrze, czuje się chęć życia… chęć poznawania… rozwijania się… życia wciąż bardziej i pełniej.

(z pocztówki od znajomego, który wyzdrowiał po chorobie nowotworowej)

Mamy jedno życie.

Żyje się raz.

Nieważne, jakim frazesem zacznę. Sens tych słów z czasem zaczyna do mnie docierać, i to tak mocno i intensywnie, że aż boli, dociera pod skórę, za paznokcie, do uszu, nosa, oczodołów i mózgu.

To, czy coś zrobię teraz czy nie, z czego zrezygnuję – moje wybory i ich brak – wszystko pociąga za sobą konsekwencje i zmienia moje życie. Albo pozostawia je takim, jakie jest, bez szansy na zmianę. I wtedy jest stagnacja, a tego chyba już nie lubię.

Próbuję żyć tak, jakby to wszystko było ostatnie. Ostatnie wakacje, ostatni rok życia. Żebym mogła sobie powiedzieć: tak, to było dobre życie i niewiele z niego żałuję. Może komuś pomogłam, może kogoś uczyniłam szczęśliwszym, chociaż jedną osobę. Może nie zmarnowałam czasu, talentów, zdrowia i możliwości. Tego bym sobie życzyła.

Próbuję łapać to, o czym marzyłam. Przypominać sobie swoje marzenia i przyglądać się im z bliska, w praktyce. I nie odkładać ich spełniania na wieczne nigdy, jak to przecież od zawsze mam w zwyczaju – no bo może to nie jest takie ważne. A właśnie że jest ważne!

***

Jak najwięcej prac, które lubię, jak najwięcej rzeczy, które kocham robić, jak najwięcej książek, które zmieniają i poruszają. Jak najwięcej tego, co sprawia mi radość i napędza. Pójście w kierunku, który może okazać się moim ukochanym i wymarzonym (jeśli się nie okaże, będę przynajmniej wiedziała, że to mi nie pasuje, więc ten krok nie będzie zmarnowany). Jak najwięcej się uczyć, łapać jak najwięcej wiedzy, umiejętności, doświadczenia. Jak najwięcej gotowania, podróżowania, smakowania życia, doświadczania nowego i doświadczania piękna, spotykania ludzi z pasją, z misją, pozytywnych, a nie wiecznie narzekających, jak to jest źle. Nie mam zamiaru tego słuchać i w to wierzyć.

Aż do zachłyśnięcia się życiem, póki ono jest. Niech będzie jak najlepsze. To zależy także ode mnie.

Po to je mamy, by doświadczać, wybierać, rozwijać się.

Nikt tego za mnie nie zrobi, nie przeżyje po mojemu. Nikt nie zwróci niespełnionego marzenia i straconego czasu. Nie da drugiej szansy. W życiu nie działa Ctrl + Z.

To musi być na 100%.

***

Chodzę czasem na zumbę z pasjonatami. Widać, że ich to cieszy, widać radość i iskry w oczach. Znam instruktorkę fitnessu, która uwielbia swoją pracę. Mam znajomą malarkę, którą cieszy każdy nowy obraz i to, że jej dzieła podobają się innym. Znam osobę, która z fascynacją opowiada o gruzińskim słowotwórstwie. Mój krewny uwielbia jazdę rowerem, z każdej wyprawy wraca jak nowo narodzony – radosny i szczęśliwy jak rzadko. Mój mąż fotografuje i nieraz jest wyjątkowo dumny z jakiegoś zdjęcia. Przyjaciółka potrafi z pasją opowiadać o gotowaniu. Mam znajomego, który potrafi narzekać na wszystko, ale jak opowiada o modelach samochodów, to twarz mu się rozpogadza.

Róbmy jak najwięcej tego, co wyzwala w nas tę radość. Starajmy się być szczęśliwi, bo nikt za nas tego nie zrobi.

***

Nawet nie wiem, czy ten tekst ma sens i czy się komukolwiek przyda. Wiem jedynie, że taki chaotyczny, mocny manifest noszę w głowie od dłuższego czasu i widzę, doświadczam aż do głębi, że dopiero takie podejście ma sens i przynosi najwięcej dobrego.

148

(Zawsze chciałam zobaczyć Irlandię. 2009 rok: irlandzka owca. Fot. Mariusz Bieniek)

No comments yet

Czy znasz te czasowniki?

Na blogu trwa akcja ubogacania słownictwa. Część pierwsza tutaj, dziwnie brzmiące słowa znajdziecie pod tym linkiem, inne ciekawostki językowe i słownikowe siedzą grzecznie w dziale Lekcja polskiego i również zachęcają do przeczytania. Dziś prezentuję dziwne czasowniki. Znacie? Używacie?

Certować się

To słowo oznacza:

1. wymawianie się od czegoś, zanim się skorzysta z propozycji; robienie ceregieli, okazywanie przesadnej uprzejmości i grzeczności podczas przyjmowania prezentu czy oferty.

2. zbyt delikatne postępowanie czy traktowanie kogoś.

Przykład użycia:

Nie certował się z nim długo (słyszałam wersję: nie certolił się, ale podejrzewam, że jest to nawiązanie do innego, tym razem – hmm – bardzo popularnego w języku polskim czasownika).

Przyjął naszą ofertę bez zbędnego certowania się.

Folgować

W zależności od podmiotu, który folguje, mamy trzy znaczenia tego słowa.

Ktoś pofolgował sobie, czyli przestał być powściągliwy, poszedł na całość, dał się ponieść uczuciom, namiętnościom, pokusom, kaprysom itp. Pozwolił im panować nad sobą.

Ktoś pofolgował komuś, czyli pozwolił na większą swobodę, złagodził rygor, poluzował.

Mróz, ból czy ucisk pofolgował, czyli stał się łagodniejszy, mniej dokucza. To określenie jest uznawane za przestarzałe, choć ja słyszę je nieraz wśród mojej rodziny. I dobrze, bo według mnie jest bardzo ciekawe i nieoczywiste.

Przykłady użycia:

Podczas wesela pofolgował sobie w jedzeniu.

Luty pofolgował, może już przyjdzie wiosna.

Krygować się

Ten czasownik oznacza przesadne, nienaturalne okazywanie skromności i dobrego wychowania, wdzięczenie się. Czasem krygujemy się, gdy chcemy o coś poprosić albo gdy usłyszymy komplement, który uznajemy za zbyt szczodry.

Przykłady użycia:

Krygowała się długo, zanim dała się przekonać.

Nie kryguj się, dobrze wiesz, że mu się podobasz.

Miesić

Nie mogło tego zabraknąć. Słowo określa czynność mieszania, ugniatania, rozrabiania ciasta, gliny czy innych tego typu miękkich wyrobów za pomocą własnych rąk. Odmienia się tak: ja mieszę, ty miesisz, on miesi. Podobno jest to czasownik dawniej spotykany, ale czy musi nas to ograniczać?

Przykłady użycia:

"Znowu się ciasto miesi" ("Gdyby Adam był Polakiem" K.I. Gałczyński)

Miesiła ciasto na chleb.

Mitygować (się)

Mitygować kogoś to inaczej hamować czyjąś zapalczywość, zwracać komuś uwagę, uspokajać, zaś mitygowanie się oznacza takie działanie wobec siebie. Jeśli ktoś powstrzymał się od gwałtownej reakcji albo pochopnego działania, to znaczy, że się zmitygował.

Przykłady użycia:

Miał powiedzieć jej wszystko, ale zmitygował się w ostatniej chwili.

– Przestań, uspokój się, to nic nie da – mitygowała go, ciągnąc za rękę.

Perorować

Perora to długa, nudna, napuszona mowa, stąd "perorować" to wygłaszać perorę, przemawiać, rozwodzić się nad czymś.

Przykłady użycia:

Perorował długo nad wyższością tego modelu gospodarki.

Skończ już swoje perory, nikt tego nie słucha.

Rugować

Kojarzy się przede wszystkim z rugowaniem polskich chłopów (i "Placówką" Prusa). Rugowanie to usuwanie kogoś z zajmowanego miejsca, wydziedziczanie albo też wypieranie czegoś, zastępowanie czymś innym.

Przykłady użycia:

Wyrugowali go z zarządu.

Makaronizmy zostały wyrugowane z języka polskiego.

Sumitować się

To inaczej tłumaczyć się, usprawiedliwiać się.

Przykłady użycia:

Nie sumituj się już.

– Właściwie to dopiero przyszedłem i nie zdążyłem… – sumitował się.

Sztafirować się

Potocznie tym czasownikiem określamy przesadne strojenie się. Ktoś może być też wysztafirowany.

Przykłady użycia:

Ale się wysztafirowała, wygląda jak lampucera.

Przestań się sztafirować, wychodzimy.

Womitować

"Womity" to dawne określenie wymiotów. "Wymiotować", czyli mieć torsje, wymiotować, jest obecnie słowem przestarzałym, ale chyba jeszcze rozumianym, może przez skojarzenie z angielskim.

Przykłady użycia:

Leżeli, womitując obficie raz po raz.

Wzuwać

Ten czasownik uznany jest za potoczną wersję sformułowania "włożyć buty". A skoro można "wzuwać", to i "wzuć", "zzuwać" i "zzuć". Interesujące w swym brzmieniu, oryginalne czasowniki, proces ich wymawiania jest wręcz zabawny.

Przykład użycia:

Wzułaś już buty?

Zacukać się

To potoczne określenie na sytuację, gdy ktoś zaniemówi z zakłopotania. Ktoś zacukany to inaczej zawstydzony. Zdarza się to zwłaszcza nieśmiałym osobom.

Przykłady użycia:

Zaczęła się plątać w zeznaniach, aż w końcu całkiem się zacukała się i zamilkła.

Raz i drugi pomylił się podczas egzaminu, potem się zacukał i w końcu nie zdał.

***

Podczas pisania korzystałam z internetowej wersji SJP PWN.

foter-com-notatnik

(Notatnik do zapisywania ciekawych słów i całych peror; fotografia z Fotera)

No comments yet

Rozrywki nudziary

Oto poradnik dla kompletnych nudziarzy. Jeśli w twoim życiu niewiele się dzieje, ale w ogóle ci to nie przeszkadza, a wręcz cieszysz się tą błogą monotonią, ten wpis jest dla ciebie.

Poniżej zebrałam rozrywki, które cieszą kogoś, kto nie oczekuje od życia ciągłych skoków adrenaliny, ale wystarczy mu coś prostego, zwyczajnego. Może być nudne. Ta etykietka mnie nie obraża. Wręcz się nią chlubię.

Lista rozrywek dla nudnych ludzi:

1. Gapienie się przez okno. Komunikacja miejska zapewnia szczególne doznania. Ludzie, którzy przechodzą albo stoją. Architektura. Typografia uliczna, plakaty, billboardy, graffiti i murale. Ospałość i lenistwo myśli. Po prostu się gapisz.

2. Moknięcie w letnim deszczu. Bez spinania się, że mokniesz. W końcu to nie lawa, to tylko woda. Doznanie chłodu letniego deszczu jest wręcz przyjemne.

deszcz

3. Włóczenie się nonszalancko (z dezynwolturą) z rękami w kieszeniach. Kieszenie to nieodzowny element. Najlepsze sukienki są z kieszeniami. Najlepsze bluzy. Wkładanie rąk do kieszeni to jak powiedzenie: "Nareszcie jestem sobą, w domu, bezpieczna". Prawie jak u kangurzycy w torbie.

4. Huśtanie się na huśtawce i machanie nogami. Nie można przepuścić żadnej huśtawce. +50 do radości.

5. Zakup drewnianej szczotki retro i szczotkowanie ciała pod prysznicem, zupełnie jak dzieciaki 150 lat temu. Jak Ania z Zielonego Wzgórza, Tomek Sawyer czy Sara, mała księżniczka.

6. Przypatrywanie się niemowlakowi (jeśli masz jakiegoś w okolicy). Można leżeć obok i po prostu patrzeć. Prędzej znudzi się jemu niż tobie.

7. Słuchanie nierozrywkowego radia. Delektowanie się spokojnym tembrem głosów prowadzących. Gdzie nie ma się wrażenia, że każde zdanie jest superpromocją, atrakcją i fajerwerkiem.

8. Pisanie listów, najlepiej piórem. Adresowanie koperty, przyklejanie znaczka. To jest dopiero rozrywka sprzed wieków!

9. Mielenie ziaren kawy ręcznym młynkiem, a potem parzenie w kawiarce. Każde przygotowanie kawy to rytuał, który wymaga czasu i zaangażowania. To jest oczekiwanie: już czujesz zapach, już słyszysz bulgotanie. Kawa, śmietanka, fotel i książka. To połączenie nie może zawieść.

Dorzucicie coś prostego i przyjemnego jednocześnie?

2 comments

Niebo poza miastem

Niebo poza miastem jest wielkie i rozległe. Czasem aż przytłacza swym ogromem.

Przyciska ziemię jak zbyt ciężka pierzyna.

Horyzont nisko skłania się z pełną uprzejmością. Przykurczony, skromny.

Chmury są rozłożyste, bujne. W końcu mają dużo miejsca, żeby się pokazać, więc popisują się, rozpychając się łokciami pod sklepieniem.

Nasze domostwa, pola, nasze przestrzenie i działanie są właściwie malutkie i niewiele znaczące.

Stoimy tacy mali i możemy tylko w milczeniu zadrzeć głowy. W końcu kim jesteśmy wobec rozległości kosmosu?

Fulufjället National Park  chmury (Rozłożystość nieba uchwycona przez Mariusza Bieńka)

No comments yet

11 luźnych myśli na temat czytania

Czytanie przy kimś to nie jest dowód buractwa, wręcz przeciwnie: zaufania i poczucia komfortu. Wyciągnięcie książki mówi: "Dobrze się przy tobie czuję, więc przy tobie czytam. Nie oburzaj się na to. Pozwól mi".

***

A najlepiej sam sobie też weź jakąś książkę. Poczytajmy razem. To bardzo zbliża. Tajemne porozumienie, milczące bycie obok.

***

Kiedy widzisz kogoś z książką, daj mu spokój i pozwól poczytać. Nie zagaduj, nie zagłuszaj, nie przeszkadzaj (on wolałby nie przerywać po to, by podać tytuł i autora czy wręcz streszczać akcję).

***

A już na pewno nie pytaj: "Po co się uczysz? Po co to czytasz?" To są wyjątkowo głupie pytania, bardzo nie na miejscu.

***

Rozterka podróżnika, który nie ma czytnika: najgorzej, gdy nazajutrz wyjeżdżam, a jestem w połowie książki. Nie opłaca się brać jej ze sobą, bo przeczytam za szybko, może jeszcze w drodze, i potem będę tę przeczytaną książkę niepotrzebnie wozić ze sobą. Albo można wziąć dwie książki w podróż. Albo przestać czytać, zrobić przerwę na czas wyjazdu, dokończyć po powrocie, a wziąć inną – takie rozwiązanie też nie jest dobre, bo przecież będę myśleć o tej książce, której czytanie przerwałam. Jest też inne rozwiązanie: spędzić cały przedwyjazdowy dzień na dokończeniu tej. Co w sumie nie brzmi źle.

***

Cudowny plan na wieczór i poranek: gdy mam jeszcze 100 stron książki, więc skończę ją dziś, a jutro zaczynam następną. Wybieranie następnej książki do czytania.

***

Obowiązowym pytaniem osoby rekrutującej na stanowisko umysłowe (a już zwłaszcza związane z kulturą) powinno być: "Co pan/pani teraz czyta?".

***

Błogosławię mój błędnik. Co prawda mogę zwymiotować w zbyt ciepłym samochodzie i na serpentynach, ale za to mogę czytać bez najmniejszego problemu. Dzięki umiejętności czytania w autobusach, pociągach, tramwajach i samochodach osobowych zdawałam egzaminy z literatury, a teraz odhaczam kolejne pozycje z listy książek do przeczytania i generalnie nie dłuży mi się czas.

***

Ostatnio ktoś zapytał mnie o to, czy za korzystanie z biblioteki, wypożyczanie i przedłużanie książek, się płaci. To jest najpiękniejsze w bibliotece: darmowy dostęp, duży wybór, brak ukrytych opłat, jasne zasady.

***

Nigdy, pod żadnym pozorem nie przeglądaj książki, którą właśnie czytasz. Nie patrz na ostatnie zdanie, nie kartkuj, nie czytaj fragmentów ze środka. ZAWSZE natrafisz na kluczową informację w stylu: ktoś umarł. Ktoś zdradził. Ktoś jednak przeżył. I po co ci to?

***

Daj sobie spokój z nudnymi książkami. Satysfakcja z powodu skończenia książki, która ci nie odpowiada, może być mniejsza niż gorzkie poczucie zmarnowanego czasu.

2 comments

Słownik inwektyw: dupa, dupek, dupa wołowa

Mam nieodparte wrażenie, że niewiele jest w polszczyźnie wyrazów o tak szerokim zastosowaniu. Przekonałam się o tym, przekopując wiele stron słowników, robiąc furę notatek. Wielokrotnie podchodziłam do tego wpisu i kończę go już kolejny raz. Może tym razem się uda.

Wpis jest kolejną częścią słownika inwektyw. Poprzednie hasła znajdziecie tutaj.

Dupna etymologia

Etymolodzy są zgodni: dupa pochodzi od słowa „dziupla”. Widzicie podobieństwo?

Dupło, dziupło, dupla, dziupla, dupa – to słowa oznaczające wydrążenie, wypróchniałość, dziurę, rysę. W XIII w. dupną mogiłą nazywano wydrążony, próżny, głęboki, niewypełniony grób.

Stąd też nie dziwi, że o drzewach wypróchniałych mówiono: dupne, dupiaste, dupniaste.

O tym, że słowo było całkiem neutralne, świadczą też częste nazwy osobowe, np. nazwisko Dupa czy Dupka, oraz nazwy miejscowości.

Głęboko w jamie…

Czy „dupa” istnieje w innych językach słowiańskich? Tak. Prasłowo *dhoup (czy też *dhoupa) oznaczało tyle co głęboki, a ogólnosłowiańskie doupa to właśnie zagłębienie, jama, dół, nora. Znaczenie słowa poszło w stronę „tyłka” tylko w języku polskim, bułgarskim i serbskim, bo np. czeskie doupnak to dziki gołąb, ukraiński odpowiednik „dupy” oznacza prócz pośladków także tępy koniec jajka, tylną część łodzi i dolną część słupa, a słoweński określa dół, norę, jamę, zagłębienie w ziemi czy jaskinię. Bułgarskie dúpka to otwór, dziura, dół, jama, wnęka.

W XV w. w Polsce zaczęto używać słowa „dupa” jako eufe*mizmu słowa „rzyć” (pośladek, tyłek, anus), ale także (od XVIII w.) jako określenia żeńskich narządów płciowych (cunnus), na równi z tak ciekawymi słowami, jak „kiep”, „pizda”, „picza” (jest sporo frywolnych staropolskich wierszyków nieprzebierających w słowach, których czytanie rumieni co wstydliwsze studentki polonistyki).

Obelżywa strona dupy

Brückner pisze, że słowo to „służy przezwiskom dla niedołęg wszelakich”.

Dupa – mężczyzna

Według wszelkich zapisów słownikowych oraz zgodnie z praktyką językową „dupa” to człowiek niezaradny, ślamazarny, mało energiczny, bezwolny, oferma („jak dziecko dorośnie, powie, że tata był dupa” to przykład ze „Słownika polszczyzny potocznej”).

Dupa wołowa – znaczenie to samo: człowiek do niczego, nie potrafiący nic zrobić; safanduła, fajtłapa, nieudacznik. Być może sformułowanie pochodzi od Rosjanina Wołowa, ale ta historia jest owiana tajemnicą i chyba raczej stanowi mit o „dupie Wołowa”. W każdym razie przyjęło się w języku.

Dupa z uszami – niezdara, niedorajda, maminsynek.

Dupek to człowiek lekceważony lub pogardzany.

Dupek żołędny to karta o niewielkiej wartości (konkretnie walet trefl), stąd taka obelga oznacza kogoś pogardzanego i lekceważonego z powodu swej głupoty czy niezaradności.

Dupol, dupuś, dupowaty – człowiek niezaradny, głupi i naiwny, oferma.

Dupeusz – człowiek niezaradny pod względem seksualnym.

Dupoman – człowiek, który ma duże potrzeby seksualne i lubi uprawiać seks.

Dupa – kobieta

Nazwanie kobiety „dupą” ma zupełnie inne znaczenie.

Dupa, dupeczka, dupeńka, dupcia to młoda, atrakcyjna kobieta, zwłaszcza pod względem seksualnym („sprowadzę dupy ze stolicy”, „nie ma co myśleć o dupeczkach”).

Czyjaś dupa – to w niektórych kręgach określenie czyjejś dziewczyny.

Dupodajka – kobieta, która chętnie współżyje z przygodnymi mężczyznami.

Inne określenia

Jak już wspomniałam wyżej, dupa – to wulgarne określenie pośladków („jakbyś się nie kręcił, to masz dupę z tyłu”) albo żeńskiego narządu płciowego („chętnie daje dupy”).

Dupsko – zgrubienie od „dupa”.

Dupiata, dupiasta, dupczasta – o kobiecie szerokiej w biodrach. W zasadzie dupiastym czy dupiatym można nazwać również mężczyznę o szerokich biodrach i dużych pośladkach.

Nogi to inaczej mówiąc „słupy do podpierania dupy”.

Dupa we frazeologii

Słowo „dupa” zadomowiło się we frazeologii polskiej. Oczywiście wszystkie podane przykłady są uznawane za wulgarne, dosadne albo co najmniej lekceważące. Wszystkie także istnieją w języku i są dość często używane. Prawdopodownie znacie ze słyszenia większość z przedstawionych poniżej przykładów.

Stosunki międzyludzkie

Jest wiele określeń, zwrotów, porównań i sformułowań odnoszących się do różnych aspektów życia codziennego i serdecznych stosunków międzyludzkich:

ktoś może kogoś w dupę pocałować, niech ktoś pocałuje kogoś w w dupę – nie można komuś nic zrobić ani zaszkodzić; niech ktoś nie liczy na to, że uzyska od kogoś to, czego chce,

ktoś może coś sobie wsadzić w dupę/do dupy – z niechęcią, lekceważeniem o czymś proponowanym, oferowanym, co nie przedstawia dla kogoś wartości, nie wzbudza zainteresowania,

mieć coś/kogoś (głęboko) w dupie – lekceważyć, nie przejmować się, nie interesować się, zupełnie o coś/kogoś nie dbać, nie liczyć się z kimś/czymś,

niech ktoś się ugryzie w dupę – o kimś, kogo mówiący ignoruje w danym momencie,

niech ktoś się ugryzie w dupę z czymś/kimś – mówiący ignoruje kogoś w danym momencie z powodu kogoś/czegoś,

niech ktoś wsadzi sobie coś w dupę – odmowna reakcja na czyjąś propozycję,

kit/kij komuś w dupę – mówiący ignoruje kogoś, wyrażając swoje niezadowolenie z powodu odmownej reakcji na coś,

coś wisi komuś u/koło dupy – coś kogoś nie obchodzi,

własna/swoja dupa – obiektem zainteresowania mówiącego jest tylko on sam ("interesuje go tylko własna dupa"),

w dupę tam! – nieważne; mówiącego to nie obchodzi,

dać dupy – zrobić coś niewłaściwie, skompromitować się, postąpić bez godności, upodlić się, zdradzić swe ideały dla jakichś korzyści, zeszmacić się,

zabierać się do czegoś od dupy strony – odwrotnie, źle, od końca, nie po kolei,

robić dupę z gęby/z gęby dupę – nie dotrzymać słowa, zaprzeczać temu, co się wcześniej powiedziało,

do dupy/w dupę z czymś/kimś – mówiący oceniając coś lub kogoś bardzo źle, daje do zrozumienia, że nie chce o tym mówić,

ktoś daje dupy – łatwo się poddaje, rezygnując z osiągnięcia celu,

dupa Jasiu/Jaś – nieprawda; mówiący nie wierzy w to, co ktoś powiedział,

ktoś gryzie się w dupę – jest zły na siebie z jakiegoś powodu,

coś ugryzło kogoś w dupę – ktoś jest w złym humorze,

mieć kij w dupie – nie mieć dystansu lub poczucia humoru,

ktoś zmoczył/umoczył dupę – nabawił się kłopotów, stało się coś złego,

na dupie bez szmalu – ktoś stracił wszystkie pieniądze,

chronić czyjąś dupę – chronić kogoś przed kłopotami,

siedzieć komuś/gdzieś jak wrzód na dupie – ktoś jest dla kogoś męczący,

truć komuś dupę – zawracać komuś dupę, przeszkadzać,

zawracać komuś dupę (czymś) – zajmować kogoś czymś, zaprzątać kogoś czymś, niepotrzebnie, przeszkadzać, być natrętnym,

ktoś trzęsie dupą – boi się czegoś,

trzymać się mocno czyjejś dupy – ktoś dobrowolnie podporządkowuje się komuś,

żal dupę ściska – ktoś żałuje czegoś,

coś cieszy dupę – ktoś jest z czegoś bardzo zadowolony,

zalany/pijany w dupę/w trzy/cztery dupy – mocno pijany,

ból dupy – ktoś daje do zrozumienia, że coś go uwiera, przeszkadza mu, nie daje spokoju,

dupnąć – uderzyć, zderzyć się z czymś, huknąć, wybuchnąć, eksplodować; coś uległo uszkodzeniu, rozbiło się,

nogi komuś z dupy powyrywać – pogróżka: mocno zbić,

dostać po dupie/w dupę – zostać zbitym, zwłaszcza po pośladkach,

wziąć kogoś za dupę – zacząć zdecydowanie kierować czyimś postępowaniem, zastosować środki przymusu, wziąć kogoś w ryzy,

nogi komuś z dupy powyrywać – rodzaj pogróżki, zapowiedź dotkliwego ukarania kogoś; groźba, że ktoś zrobi komuś coś złego,

wziąć dupę w troki – odejść skądś, wyruszyć dokądś,

wziąć kogoś za dupę – zastosować środki przymusu, starać się nauczyć dyscypliny,

ktoś daje komuś po dupie/w dupę – ktoś robi coś, by pokazać swoją przewagę nad kimś innym („dał im w dupę tym zakazem”),

coś daje komuś po dupie/w dupę – coś unieszkodliwa kogoś (czasem te definicje słownikowe są bardzo enigmatyczne),

dobierać się komuś do dupy – stara się kogoś unieszkodliwić,

trzymać kogoś za dupę – pilnować kogoś, narzucać dyscyplinę,

kopa komuś w dupę – należy zachować się brutalnie w stosunku do kogoś,

w dupę kogoś! – wezwanie do walki,

niech ktoś zabiera swoją dupę – niech ktoś się wynosi,

w dupę kopany/jebany/pierdolony – obelga wyrażająca negatywny stosunek do kogoś,

niech ktoś idzie w dupę/do dupy z czymś/kimś – mówiący chce, by ktoś przestał mówić o kimś/czymś,

niech ktoś siedzi na dupie – mówiący nie chce, by ktoś zareagował na to, co się dzieje,

włazić, wskakiwać komuś do dupy – schlebiać, nadskakiwać komuś, traktować z przesadną uprzejmością,

całować kogoś w dupę – podlizywać się,

ktoś wchodzi komuś w dupę z poślizgiem/bez mydła – podlizuje się komuś,

ktoś liże komuś dupę – podlizuje się komuś,

robić komuś koło dupy – skrycie działać na czyjąś niekorzyść, obmawiać, psuć komuś opinię,

obrabiać/obsmarować komuś dupę – obmawia kogoś, mówi o kimś źle.

Duperelki

Wśród frazeologizmów zawierających słowo „dupa” jest wiele określeń drugiego człowieka albo jakiejś rzeczy:

komuś brakuje drugiej dupy do srania – ktoś ma zaspokojone wszystkie potrzeby,

ktoś wyżej dupy nie podskoczy – nie jest zdolny zrobić czegoś, co przekracza jego możliwości,

ktoś wyżej sra niż dupę ma – o kimś zarozumiałym, mającym zbyt wysokie mniemanie o sobie,

wygląda jak dupa/pół dupy zza krzaka – wygląda dziwacznie, śmiesznie albo źle,

ktoś ma piórko w dupie – nie potrafi przebywać dłuższy czas w tym samym miejscu,

ktoś ma w dupie robaki – o kimś niespokojnym,

coś jest takie, że można to o dupę/o kant dupy potłuc/rozbić/pobić – złe, marne, do niczego, bez żadnej wartości,

coś, ktoś jest do dupy – złe, marne, nie spełnia oczekiwań, nieudane, do niczego się nienadające, nic niewarte,

do dupy (z czymś, kimś) – o czymś mało wartościowym, nieprzydatnym, do niczego,

o dupie Maryni – mówić o niczym, o błahostkach, głupstwach,

duperela, duperelka – rzeczy mało ważne, nieistotne; drobne przedmioty,

duperele – głupstwa, brednie, niedorzeczności,

jak z koziej dupy trąba – ktoś zupełnie nie nadaje się do tego, o czym mowa,

gdzie psy dupami szczekają – na końcu świata,

dupny – dotyczący czegoś związanego z dupą – dupne figury, sprawy dupne,

jak jasna dupa – bardzo,

(gdzieś, od kogoś) pachnie jak z dupy Kachnie – ktoś brzydko pachnie,

ciemno jak w dupie u Murzyna – bardzo ciemno.

Dupa a lenistwo

Dupa we frazeologii łączy się z lenistwem:

podnieść/ruszyć dupę – wstać, podnieść się, wyruszyć dokądś (ale też: wziąć się za robotę),

ktoś leży do góry dupą – nic nie robi,

ktoś siedzi na dupie – jak wyżej,

ktoś nawet nie raczy ruszyć dupą – jest całkowicie pozbawiony woli działania,

niech ktoś ruszy dupą/dupę – niech zacznie coś robić,

podnieść dupę – wstać.

Dupa a seks

Są także frazeologizmy związane z seksem:

ktoś daje komuś dupy – pozwala na stosunek seksualny/podlizuje się komuś, jest uległy względem kogoś,

ktoś chodzi na dupy – o mężczyźnie, który udaje się gdzieś, by zaspokoić swój popęd seksualny (jaki eufemizm!),

ktoś kręci dupą – kokietuje ruchami bioder i pośladków,

dawać dupy, w dupę ładować, dupczyć – odbywać stosunek seksualny,

ktoś dosiadł czyjejś dupy – o współżyciu seksualnym,

odmawiać komuś dupy – odmówić stosunku,

dupczyć – współżyć seksualnie.

Powiedzenia

Interesujące, że podobne sformułowanie może oznaczać zarówno „tak”, jak i „nie”:

nie ma dupy – komentarz do czyjejś wypowiedzi; z całą pewnością; wyrażenie pewności, że stanie się coś, co mówiący sugeruje,

nie ma dupy we wsi – na pewno nie; to, o czym była mowa, jest niewykonalne.

Dupa występuje także w powiedzeniach.

I Herkules dupa, kiedy ludzi kupa – nie można pokonać znacznie liczniejszego przeciwnika.

Oczy chcą, a dupa nie może – o kimś bardzo łakomym („Zjedz jeszcze trochę – oczy chcą, a dupa nie może…”).

Wszystko kręci się wokół dupy – czyli seks jest źródłem kłopotów, wojen, bogactwa itd.

Nie widziała dupa słońca – to powiedzonko znane w okolicach, z których pochodzę; to taka kpiarska i rubaszna wersja: „Co ty nie powiesz?”.

I oczywiście przekleństwa:

Dupa blada!

Dupa zbita!

Jasna dupa!

Kurza dupa!

W dupę!

W dupę jeża! (dlaczego akurat jeża?)

Zimna dupa!

Ciekawostki

Dupka to pierwsza lub ostatnia kromka chleba.

Dupek, dupek, dupnik – gra w karty oraz jedna z figur (walet).

Papier toaletowy jest także nazywany papierem do dupy.

W gwarze uczniowskiej dupa blada to brzydka dziewczyna, a dupą z uszami nazywa się tchórza.

W „Słowniku gwar przestępczych” wspomniane jest tzw. „granie o dupę” (przegrany staje się homoseksualistą biernym), „dupa” to inaczej odsiadka za pobicie lub zgwałcenie kobiety; „dupak”, „dupek” to szef prokuratury, a „dupniak”, „dupik” to gra więzienna polegająca na biciu w pośladki więźnia z zawiązanymi oczami. Sutener nazywany jest „dupniakiem” lub „przydupnikiem”, zaś sformułowanie „za dupę rąbać”, „na dupnika”, „robić gościa z dupki” oznacza kradzież czegoś z tylnej kieszeni.

Eufemizmy, czyli jak mówić, żeby nie powiedzieć „dupa”

Wśród dość licznych eufemizmów są powszechnie nam znane, np. cztery litery, pupa, siedzenie, kuper, kuperek, tylna część ciała, zadek, tyłek, tył. Z ciekawszych wynotowałam:

ad suas dupas – na swojej dupie, przykład makaronizowania łacińsko-polskiego,

dupencja – żartobliwe nawiązanie do wyrazów pochodzenia obcego o poważnym znaczeniu, np. „magnificencja”,

twarz tylna,

antresola,

dupina (zdrobnienie),

dupło,

pierwsza krzyżowa,

anatomiczna wypukłość,

odwrotna strona,

półłanki,

część ciała, która nie nosi już miana pleców,

gdzie słońce nie dochodzi,

część ciała, która w lecie też jest biała,

miejsce, gdzie zrastają się nogi,

tam, gdzie się zwykle nogą bije,

sempiterna – taki żart szkolny, kiedy jeszcze uczniowie uczyli się łaciny (dostał kopa w sempiternę).

***

Przykłady użycia:

"Mam cię w dupie!" (z pewnego znanego filmu),

„Trochę z niego dupa” (dowcipny komentarz na forum związanym z pewnym aktorem),

"Ale z ciebie dupa", czyli komplementy nastolatków.

***

Źródła:

Słowniki etymologiczne Borysia, Brücknera, Bańkowskiego,

Słownik eufemizmów, o którym pisałam tutaj,

„Słownik języka polskiego” PWN,

„Słownik frazeologiczny współczesnej polszczyzny”, red. S. Bąba, J. Liberek, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2002.

"Słownik polszczyzny potocznej",

"Słownik polskich przekleństw i wulgaryzmów".

„Słownik gwar przestępczych”,

hasło z Wikisłownika,

językoznawczy blog Kasi.

No comments yet

Najkrótsza lekcja poezji: Konstanty Ildefons Gałczyński

Na dzisiejszej lekcji, drogie dzieci, nauczymy się, jaka jest najlepsza na świecie recepta na życie. Konstanty Ildefons Gałczyński radzi i bawi.

Wędruje a rzewnie płacze,
tu i tam goryczy zazna.
Lecz w tej ziemi jak inaczej?
Trzeba z siebie robić błazna!

Zadanie domowe.

Znajdź i przeczytaj jakiś wiersz K.I. Gałczyńskiego, jeden "List z fiołkiem" i jedną "Zieloną Gęś". Rozśmiesz się, zadumaj.

Ps. Fragmet wiersza pt. "Żywot Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego", podkreślenie moje.

kaboompics.com_Girl thumbs through the old book

(Dziewczyna z Kaboompics zapewne też czyta Gałczyńskiego)

2 comments

Próbuję przejść na etat czytacza

Co byś robił, gdybyś nie musiał zarabiać pieniędzy? Ja robiłabym mniej więcej to samo co teraz, czyli pracowałabym z tekstami oraz w tak zwanej oświacie (tylko w szkole darowałabym sobie wszystkie niepotrzebne papierologie). Po prostu bawiłabym się z młodszymi dziećmi i uczyłabym starsze, co to jest onomatopeja.

Ale znam takich, którzy czytaliby całymi dniami.

Znam to. Obecnie mam trochę wolnego czasu i próbuję się przestawić na etat czytacza. Nawet czasami mi się udaje, np. dostaję pieniądze za przeczytanie książki i znalezienie w niej błędów i nielogiczności. Niestety nie mam jeszcze tak znanego nazwiska, żeby ktoś mi zapłacił za dwuzdaniową recenzję i podpisanie się jako autorytet. Prawdę mówiąc, w ogóle nie mam znanego nazwiska. Jeszcze.

Niestety tego typu robota nie jest ceniona w społeczeństwie. Trudno zauważyć, co się zmieniło przed i po. Trudno udowodnić, że to całodzienne siedzenie przed komputerem to nie jest po prostu "granie na komputerze" albo "siedzenie na fejsie".

Nazwisko na czwórce redakcyjnej nie mówi o tym, że się dwa miesiące siedziało nad zawiłymi akapitami, próbując rozsupłać sensy albo że z bólem serca czytało się bardzo złą powieść o niczym. Że zmieniało się kursywę na kapitaliki albo przerabiało całą bibliografię na inną modłę. Że się trzy razy czytało książkę, nawet wtedy, kiedy się już nie chciało jej czytać. Że się wstrzymywało ziewanie, że się nad nią zasypiało, a kręgosłup myślał, że zwariuje.

***

Problem z czytaniem na etacie polega na tym, że trudno to robić przez osiem godzin. Po jakimś czasie włącza się myślenie: "Dobra, starczy tej rozrywki. Pora porobić coś konkretnego". Tylko że czytanie jest czymś konkretnym. Jest inwestycją. Jest zmianą.

Po książce o Korei Północnej już nie będę taka, jak przed tą książką – wiem więcej, tracę złudzenia, jestem wstrząśnięta, żal mi ludzi i oburza mnie skurwysyństwo. Po książkach o typografii i składzie mogę się zająć korektą techniczną, a to jest coś, czego nie robiłam wcześniej, więc plus do umiejętności. Po książce o mówieniu i słuchaniu zupełnie niepostrzeżenie zaczęłam inaczej mówić do dzieci i dorosłych. Po książce przeczytanej w innym języku niż polski mam większą śmiałość językową i pewność, że zrozumiem – może nie wszystko, ale sporo. Książki o Wyspach Owczych, Skandynawach i życiu na Spitsbergenie rozbudziły do szaleństwa moje pragnienia: nie mogę umrzeć, zanim nie zobaczę całej Skandynawii, bo to, co widziałam, to stanowczo za mało. Po książce o bliznach po ewolucji i o pochodzeniu człowieka myślę sobie inaczej o człowieku i jego budowie, a także o tym, jak zorganizował sobie świat.

Kilkaset książek później jestem innym człowiekiem.

A praca nad sobą to robota na cały etat, z nadgodzinami, bez emerytury.

books-foter-com

(To jest praca na cały etat, zdjęcie z Fotera)

No comments yet

Święty obowiązek psa podwórzowego

Od czasu do czasu rozlegają się dwa krótkie szczeknięcia psa.

Dwa niskie miarowe hau-hau. Niespieszne, z poczuciem godności. Nie muszę, ale sobie szczeknę, bo mogę.

Te szczeknięcia są dla zasady.

***

Co innego, gdy zjawia się jakiś element wart porządnego obszczekania.

Wtedy zaczyna się hau-hau-hau-hau-hauuuuuu! Gwałtowna szczekaczka z zawijasem na końcu, z ozdobnikiem, z elementami wycia.

Podwórkowe wyjce, jeden po drugim włączają się w sąsiedzką pieśń. To braterstwo futra. Pradawna siła. Moc jazgotu. Zaangażowanie godne słusznej sprawy, najwyższej.

Pojawił się wspólny wróg. Samochód, listonosz, rowerzysta, śmieciarka… lista jest otwarta. Byleby jechało. Byleby jechało za szybko. Było widoczne. Wkurzało. Drażniło.

Psi panowie, każdy rządzący na swoim poletku, muszą zareagować. Panowie suto odziani w sierść, groźni ochroniarze, prężący się, fukający. Parskają gniewem i oburzeniem. Oni tu rządzą. Byle listonosz nie będzie im tu psuł atmosfery na dzielni. W końcu od czegoś jest ta tabliczka przy wejściu, nie? Zobowiązuje, nie?

***

Najważniejszy obowiązek dnia: obszczekać z ziomami przemieszczający się obiekt. Bez tego dzień jest jakby zmarnowany.

Burkowie z sąsiadujących podwórek jednoczą głosy i przepędzają wroga. Chude małe rudzielce, wielkie stare leniwe futrzaki, kundlowie ze schroniska. Żadne tam z rodowodem, ale swój honor mają. Nie będzie im nikt w kaszę dmuchał. Nie będzie im samochód pluł w twarz spaliną.

Na wąskich pyskach maluje się pogarda dla bezczelności obcego i poczucie wyższej sprawy. Każdy szanujący się pies podwórkowy weźmie w tym udział. To jest misja. Ale się wkurzyliśmy. Na maksa. Gdyby nie ten płot, to może nawet byśmy do gardła skoczyli, wierzą. Skoczylibyśmy na stówę!

Pojawił się wrogi obiekt, więc zaczęli swój pieniaczy protest. Połączyli siły, dali z siebie wszystko. I wygrali – samochód przejechał, uciekł, stchórzył, taka jest moc psiego gardła.

Wygrali.

Psia sfora. Mimo ogrodzenia, płotu, siatki, niby jedno stado. Szczekanie dobiega ze wszystkich podwórek, chłopaki, jeszcze ja, jeszcze ja!

Choćby pan głaskał, ja muszę iść, bo ziomkowie wyją! Choćby dawali mi jedzenie, choćby kijek i dziura były najlepszą rozrywką od miesięcy, to ja muszę iść, bo śmieciarka bez obszczekania przejechać nie może. No, nie może!

***

Obszczekali, wybiegali swoje kilometry. Najpierw się zdenerwowali, potem uspokoili.

Jeszcze ostatnie warknięcie podsumowujące, coś jak nasze "No!" rzucone pod koniec dobrej roboty. Jak otrzepanie rąk. Można odpocząć. Praca na dziś wykonana, obowiązek spełniony. Można wrócić do budy, do pana, do jedzenia, do kijka.

To był dobry dzień.

Ja i chłopaki rządzimy.

pies1 oho słyszę coś kaboompics.com_White dog with stick

(Oho, coś słyszę)

pies 2 bo ci szczekne kaboompics.com_Cute dog II

(Bo ci szczeknę!)

pies 3 mam wstac unsplash

(Mam wstać?)

pies5 ja i mój gang idziemy ci naszczekac unsplash(Ja i mój gang idziemy ci naszczekać)

pies 4 ale ich przegonilismy z ziomami unsplash

(Ale ich przegoniliśmy z chłopakami!)

***

Fotografie z Unsplash i Kaboompics.

4 comments