6 myśli o kawie

Sobotnie poranne „Pozdrawiamy znad kawy!” brzmi niemal tak dobrze jak „Pozdrawiamy znad morza” czy „z podróży”.

***

Nawet nie chodzi o smak czy zapach kawy. Chodzi o chwilę, która jest zawsze miła i spokojna jak mrucząca kotka. Chwila wykrojona, wysupłana z codzienności. Wyjątkowe celebrowanie tych dziesięciu minut. Oddech wśród zawirowań świata.

***

Dziesięć minut góra. Kawę, która nie jest za gorąca, piję haustami, gdyż nie mogę się nauczyć picia drobnymi łyczkami. Ten sposób wydaje mi się bez sensu, bo przecież jaki jest sens dopijania zimnej kawy na spodzie kubka? Jeszcze na dodatek z nędznym kożuszkiem śmietanki?

***

Moment polubienia kawy kojarzy mi się z inicjacją – zaliczeniem do grona dorosłych. Na studiach miałam praktyki w małej wiejskiej szkole, w której sama się niegdyś uczyłam. Nauczycielki, które kiedyś mnie uczyły, siedziały w pokoju nauczycielskim tajemniczo zasnute dymem papierosowym (oj, naprawdę były to dawne czasy) i przy szklankach fusiastej czarnej kawy. Częstowały, ja nie chciałam, a one wtedy mówiły: „Jeszcze polubisz”. Owszem, polubiłam, choć w mojej wersji. Kawa tak, ale nie czarna, nie w szklance i nie z fusami.

***

Podziwiam ludzi, który rozpoznają w kawie posmak cytrusów, owoców leśnych czy gorzkiej czekolady. Dla mnie istnieje kryterium: za mocna – dobra – za słaba. Tyle.

***

Najpiękniejsze wyznanie miłości: „Zmieliłem Ci kawę”. Mamy ręczny młynek, więc takie wyznanie to naprawdę nie byle co.

IMG_3348

  • Marta Jafernik

    Co do szybkiego picia kawy, ja też jej nie sączę. Oprócz tego uwielbiam pić z dużych kubków, bo małe mnie zniechęcają. To trochę tak, jakby mówiły: „Uciesz się, ALE BEZ PRZESADY!!!”. Czasem uda mi się wypić kawę w pracy. Czasem – bo kiedy już jakaś dobra dusza mi ją zrobi, to ja często (nad czym szczerze ubolewam) bezczelnie i okrutnie nie umiem znaleźć czasu, żeby ją wypić :(. Za to pokornie przepraszam Wszystkich Troskliwych. Ostatnio wypiłam wielki łyk gorącej kawy i choć, to nie do końca miłe uczucie, pomyślałam, że nawet było ciekawie prześledzić jej drogę 😉 i zrobiłam drugi łyk :D. Podobnie mam z gorącym budyniem – zimny mi nie wchodzi. Kolejna myśl to zapach, który wydziela kawa – czarodziejski, puchaty, trochę egzotyczny, ale zawsze dla mnie kojący. Jak czuje się zapach kawy, to organizm instynktownie spowalnia, nastawia się na spotkanie i szuka, gdzie by tu usiąść wygodnie i zamoczyć w kawie paszczę. Oczywiście największą przyjemnością jest zrobić to w towarzystwie osoby przyjaznej, bądź interesującej lektury lub krzyżówki, czy też innego relaksującego zajęcia (co najczęściej się zdarza na wakacjach). I ja też podziwiam smakoszy!

    • Duże kubki, tak!
      Podoba mi się określenie, że zapach kawy jest puchaty :)