A gdyby Rozmawiacze już nie chcieli słuchać?

W mojej książce jest taki ktoś jak Rozmawiacz. Zajmuje się tylko słuchaniem. Na ilustracji wykoncypowanej przez Basię Kędzierską ma duże uszy, siedzi w namiocie i jest kobietą.

Z moich obserwacji wynika, że ludzie bardzo potrzebują takich osób. Niekoniecznie do porozmawiania. Po prostu chcą być wysłuchani. Chcą mówić – może po to, by się czymś podzielić, może po to, by stworzyć czy utrzymać więź, a może po prostu po to, by zagłuszyć niezręczną ciszę.

***

W życiu codziennym Rozmawiaczami są zwykle ludzie, którzy nie muszą i nie chcą dużo mówić. Nie mają takiej potrzeby. Nie chcą się uzewnętrzniać. Wolą słuchać, myślimy.
A co, jeśli oni wcale nie chcą słuchać?
A co, jeśli słuchają z grzeczności? Albo wolą już to słuchanie od tej niezręcznej ciszy?

Znam osoby, które są notorycznie zagadywane (dosłownie: zagadywane!) na imprezach i spotkaniach i z grzeczności nie przerywają. Mogłyby powiedzieć: „Ale mnie to w ogóle nie interesuje”, ale nie mówią. Służą jako wielkie uszy.

Czasem w pracy odpuszczam prowadzenie rozmowy i tylko słucham. Zdumiewa mnie, jak wiele niewysłuchanych historii mają w sobie dzieci.

***

Ja bardzo często, gdy o czymś opowiadam, mam w głowie myśl: „To, co mówisz, może nikogo nie interesować, więc streszczaj się i nie męcz człowieka”. Bardzo często myślę też: „Nie mam nic do powiedzenia” albo „To wcale nie jest ciekawe”.

Kiedyś często miałam wyrzuty sumienia, gdy ktoś mnie pytał, co słychać i ja mówiłam zgodnie z prawdą, co słychać, ale nie pytałam, co słychać u tej drugiej osoby. Jestem bardzo prosta. Nie uznaję pytań konwencjonalnych. Jeśli pytasz, to znaczy, że chciałeś wiedzieć. Jeśli nie, to nie.

Jak widać, sama nie jestem dobrym Rozmawiaczem, ale powoli uczę się słuchać i (jeśli już) zadawać Właściwe Pytania.