Czasem śni mi się, że jestem złą nauczycielką

We śnie przychodzi mama ucznia z zeszytem i oburzeniem wypisanym na twarzy. Bo on nic w tym zeszycie nie ma. To co wy robicie na tej lekcji? Syn nic z niej nie wynosi.

Kiedy zmieniałam miejsca pracy, śniły mi się nowe klasy i uczniowie, którzy mnie nie słuchali, wychodzili z klasy, lekceważyli moją obecność, polecenia, próby przeprowadzenia lekcji.

Niby mam wybujałą wyobraźnię, ale sny mam raczej nudne. Pokazują, jakie noszę w sobie lęki i obawy.

***

Słyszę czasem, jak dorośli ludzie pamiętają urazy ze szkoły. Jak nauczyciele ich skrzywdzili, bo ich źle ocenili. Nie docenili. Podcinali skrzydła.
Czy boję się, że mnie też tak zapamiętają? Oczywiście. Powiem coś głupiego, zdenerwuję się, stracę cierpliwość… kto z nas nigdy tego nie zrobił?

Miałam mądrych przewodników w arkanach zawodu. Mówili mi, że nie da się wszystkim dogodzić. Ten sam nauczyciel będzie w tej samej klasie uwielbiany i nienawidzony. Doświadczam tego na własnej skórze.

Są lekcje,  z których wychodzę z poczuciem klęski i potem długo zastanawiam się, dlaczego tak i czy można by inaczej. Gdzie w tym jest moja wina, a ich niechęć do przedmiotu czy nauki w ogóle, a może ich roztargnienie, zmęczenie, myślenie o czymś innym.

***

Staram się być jednocześnie ludzka i sprawiedliwa. Zachęcająca do przedmiotu, inspirująca i wymagająca. Życzliwa i stanowcza. Cierpliwa, kiedy kolejny raz trzeba tłumaczyć to samo albo kiedy wszyscy mówią do mnie w tym samym momencie i wszystko jest ważne. Same te zestawienia pokazują, że to wszystko jest bardzo trudne do pogodzenia. Żeby nie powiedzieć, że jest po prostu niemożliwe.

Spotkania z uczniami, lekcje, wspólny czas – to wszystko jest bardzo satysfakcjonujące, ale też zabierające mnóstwo energii. Ja oddaję mojej pracy tę energię, ponieważ wybieram bycie nauczycielem zaangażowanym. To jest mój styl pracy, mój wybór, ale też zdaję sobie sprawę, że wiecznie tak nie będzie. W którymś momencie przestanę chcieć odsłaniać się i dawać uczniom całego swojego serca. Jeszcze nie, kiedyś.

***

Wystawiam oceny, ale i jestem wystawiona na oceny. Słyszę, co i dlaczego robię nie tak, czemu tak, a nie inaczej, że tego za mało, tamtego za dużo. Spotykam się czasem z zarzutami dotyczącymi mojej pracy. Co więcej, sama się zarzucam takimi zarzutami, a dodatkowo robi to także moja podświadomość.

Czasem mi się śni, że jestem złą nauczycielką. Oby nie był to sen proroczy.

Nikt lepszy nie czeka za rogiem

W serialach czasem zdarza się taka sytuacja. Ktoś zaczyna z kimś być i nagle pojawia się ktoś z przeszłości albo ktoś nowy. Świat ze scenariusza oferuje co rusz nowy towar, nowe możliwości. Nie zgadzam się z taką wizją. Z podejściem „kocham Cię, ale jeszcze się rozglądam”.

Moja koleżanka ze studiów miała chłopaka, ale mówiła o nim bez większego entuzjazmu. Póki co z nim jest, ale może w międzyczasie zjawi się ktoś inny. Może ktoś lepszy czeka za rogiem. Może znajdzie kogoś innego niż on (nie znalazła).

Ja nie chciałabym być kimś tymczasowym. Traktowana jako towar zastępczy.

***

Jestem z kimś, bo tego chcę. Tę osobę wybrałam i nikt inny mnie nie interesuje. To świadoma decyzja i kwestia zaufania.
Nikt lepszy na mnie nie czeka, a ja przestaję się rozglądać, bo już nie czas na to.

Problem z serialowymi związkami tkwi w tym, że często są to związki na jeden sezon. Pożywka dla widza. Coś się musi dziać. W prawdziwym życiu nie jest tak, jak w serialu. Niby rzecz oczywista, ale mam uczniów, którzy przyznają, że uczą się życia z telewizji (serio), więc tym bardziej trzeba spieszyć ze sprostowaniami (chociażby takimi jak ten wpis).

Pochwała soboty

Wszyscy zachwycają się piątkiem, nazywają go zdrobniale, czule (nawet anglojęzyczni native speakerzy z mojej pracy używają hasła „piątek, piąteczek, piątunio”). Wszyscy czekają na piątkowy wieczór. A ja najbardziej lubię soboty.

Soboty są trochę pracujące, trochę leniwe. Po całym tygodniu bardzo wytężonej pracy cały dzień lenistwa mógłby być szokiem dla organizmu, więc trochę pracuję i jest mi z tym świetnie, zwłaszcza, że jest to zupełnie inna praca. Trochę prania, sprzątania (ale bez przesady, w końcu nie jesteśmy w latach 90.), trochę gotowania, ale to akurat przyjemne i jakże efektowne. Trochę pisania i oglądania. Czasem korekta lub recenzja, czasem składanie e-booka.

Niedziela jest za bardzo odświętna (często na siłę), a niedzielne popołudnie to już myślenie o poniedziałku. W niedzielę po południu moje myśli są w pracy, przygotowuję materiały, sprawdzam prace, przeglądam lektury, notuję, zapisuję, odpowiadam na wiadomości, przygotowuję dokumentację.

Ja nie celebruję piątkowego wieczoru. Nie mam już energii, w głowie krążą reminiscencje z całego tygodnia. Wszystko ze mnie schodzi, mieli i kotłuje w głowie, przypominają się jakieś słowa, rozmowy, emocje, sytuacje. W piątkowy wieczór jestem małym wrakiem człowieka, ledwo ruszającymi się zwłokami i intelektualnym dnem. Słowa są nieskładne, a cierpliwość zbliża się do ostatecznych granic. Wyczerpana bateria alarmuje. Jedyne, czego chcę, to sen bez budzika. I sobota, odradzanie się prawie jak feniks z popiołów. Doładowanie baterii przez noc.

Sobota jest wolna od trosk, a pełna przyjemności. Jest jak dziecko. W sobotę można sobie zamówić pizzę i zjeść ją bez pośpiechu, kupić wino na wieczór, porobić głupie zdjęcia, obejrzeć głupi film czy cały sezon serialu, chodzić w dresie. Obejrzeć coś i nie myśleć, co muszę jeszcze zrobić. Nic nie muszę. Sobota jest wyrwana z tego rytmu. Jest oddechem. Jest rozprężeniem ramion i żołądka, w których to częściach najbardziej odczuwam stres, pośpiech i opłakane skutki pracoholizmu.

Sobota jest powolna i swobodna. Wstawanie bez budzika, śniadanie, które może się dłużyć.
Na to czekam i to celebruję. Sobota jest moim ratunkiem, moją apteczką i oazą.
Myślałam o tym tekście przez dwie leniwe soboty i oto jest. A teraz idę celebrować dalej. Czego i Wam życzę.

Lekcja pierwsza. Temat: Small talk.

Oglądam Imponderabilia. Może bardziej słucham niż oglądam, ale to też. Słucham rozmów, które przeprowadza Karol Paciorek i podziwiam: duża kultura słowa, luz, umiejętność słuchania, ciekawe pytania. Dwie, trzy godziny rozmów, które nie nudzą, ale wciągają.

Jak wyciągać z ludzi takie rzeczy, jak ich otwierać, by zaczęli opowiadać? Jak ich słuchać, by faktycznie mogli odczuć, że są słuchani?
Zadałam sobie te pytania. Ja – która nie umiem i nie lubię prowadzić lekkich rozmów na niezobowiązujące tematy, nie znoszę frazesów i słów bez znaczenia, wyświechtanych. Samo zadanie tych pytań już jest czymś nowym.

Pisałam już o tym kilka lat temu, ale z tego, co widzę (i czytam), trochę się to zmienia. Nie chcę być ciołkiem, z którym się nie da pogadać albo który mówi tylko o sobie.

I postanowiłam trochę poduczyć się, jak prowadzić small talk. Z youtubowego kanału wywnioskowałam i wynotowałam trzy rzeczy, które zacznę stosować, a przynajmniej spróbuję.

  1. Znaleźć coś wspólnego z rozmówcą.
  2. Zapytać go o coś ciekawego.
  3. Słuchać z uwagą.

Łatwe? Dla mnie nie bardzo. Ale chcę się tego nauczyć.

Joanna Skrzypiec czyta fragment „Bielskich profesji”

Joanna Skrzypiec, dziennikarka radiowa o cudownym głowie, czyta fragment „Bielskich profesji”. Który wybrała? Jak go zinterpretowała?

Zapraszam do kliknięcia i odsłuchania:

(Przyznam, że nawet ja, znając niemalże ten tekst na pamięć, wzruszyłam się podczas słuchania).

Serialowe kobiety, które podziwiam

Ostatnio zdałam sobie sprawę, że w serialach bardzo zwracam uwagę na dobrze napisane postacie kobiece. Bohaterki, które są „jakieś”. Póki co mam swoje trzy ulubione kobiety z seriali:

Brienne z „Grace i Frankie”. Często zastanawiałam się, czy jestem bardziej jak Grace, czy Frankie i która w danym momencie mnie bardziej irytuje. Natomiast Brienne jest jedyna i niepowtarzalna. To postać doskonale napisaną. Ironiczna, inteligentna, pewna siebie, wredna, zadziorna.

Lagertha z „Wikingów”. Powiem tylko jedno: zdrada Lagerthy jest niewybaczalna, Ragnarze. Lagertha jest waleczna, silna i zwykle ma ładną fryzurę.

Rita – duńska nauczycielka z serialu o tym samym tytule. Bardzo bezpośrednia, pyskata i pewna siebie. Lubi swoją pracę i lubi dzieciaki. Pomaga wszystkim tym, które tego potrzebują, a uciera nosa zarozumiałym i rozpieszczonym. Załatwia sprawy niemożliwe, trudne przypadki to dla niej zadanie i nie spocznie, dopóki czegoś nie wymyśli. Nie rozkłada rąk. Nie załamuje. Nie wzdycha. Działa – i to jest w niej świetne; ale jest tam też Hjørdis, która z sezonu na sezon staje się coraz lepszą nauczycielką, asertywną i odważną i towarzyszenie jej w tej nauce jest wielką przyjemnością.

RitaJak widać, podziwiam kobiety o cechach, jakie sama chciałabym mieć. Imponują mi kobiety, którymi nie jestem albo nie widzę się taką.

Którą kobietę z serialu dopisalibyście do listy? Dlaczego?

 

Od bagateli do buty, czyli subiektywny przegląd ciekawych słów na B

Jak się powiedziało A, trzeba powiedzieć B, tak więc posłuchawszy mądrości ludowych porzekadeł, przygotowałam listę ciekawych słówek rozpoczynających się na literę B. Mam cały notesik słówek, które ciekawie brzmią albo są warte zapamiętania i używania.
Ale po kolei.

***

Bagatela, bagatelny

Bagatelka to rzecz bez znaczenia, błahostka. To pierwsze znaczenie. Ale! Może to być także krótki i pogodny utwór fotrepianowy albo typ pałacyku ogrodowego.
Co ciekawe, wtrącenia „bagatela!” używa się, by podkreślić wagę tego, o czym mówimy.

Słowo pochodzi z francuskiego, powiada Brückner, bo od bague – pierścionek.
Przykład użycia: Ten pierścionek kosztował, bagatela, tysiąc złotych!

Bezhołowie

To przepiękne ukraińskie słówko, które powinno być wymawiane ze swadą i lekkim wkurzeniem, oznacza brak organizacji i porządku, anarchię, zamieszanie. A ponieważ zaszła tu metateza i wymiana h:g, możemy sobie z łatwością zamienić je na polski odpowiednik: bezgłowie. Ktoś coś robi bez głowy. Niczym indyk w sobotę, czyli też bez ładu i składu.

Przykład użycia: Popołudniami panuje tu całkowite bezhołowie!

Bezcześcić

To, jak wiadomo, pozbawiać czci, honoru. Słowo jest znane, ale znalazło się na tej liście, ponieważ stanowi ciekawą zbitkę spółgłosek do wymówienia. Plus interesujących kuzynów w rodzinie wyrazów: bezecny, bezecność.
Przykład użycia: Proszę nie bezcześcić zwłok.

Bieżyć, bieżeć

Wszyscy wiemy, kto przybieżał do Betlejem. I tutaj, proszę Państwa, przydaje się pilna nauka ortografii w podstawówce, bo ż wymienia się na g i stąd już prosta droga od bieżenia do biegania, ale nie tylko, bo również zbieg, zabiegi, bieżący, zapobiegliwy, a nawet biegunka i obieżyświat należą do tej wielkiej, szczęśliwej rodziny wyrazów.

Przykład użycia: Czas prędko bieży (jak przypomina nam słownik Doroszewskiego).

Blichtr

Blichtrem nazywamy pozorną świetność, okazałość, wystawność. Na pokaz.
Słowo prawdopodobnie pochodzi ze staroczeskiego bliktr – świecidełko, ułuda, pozór, mamidło (coś, co nas mami, a jest niewarte uwagi).
Przykład użycia: Nie interesuje mnie blichtr tego świata.

Bohomaz

To liche malowidło, kicz, malarska bazgranina. Domyślacie się zapewne, że skoro jest tu h (wymienne na g), to pewnie pochodzi z ukrainskiego. I słusznie! Dosłownie bohomaz oznaczał malarza świętych obrazów (mazać + Boh, czyli Bóg).
Przykład użycia:
Cóż to za bohomazy, nawet mi tego nie pokazuj!

Borykać się

Jeśli mówimy, że ktoś się z czymś boryka, to oznacza, że napotyka trudności, które próbuje pokonać, przezwyciężyć. Pochodzi od rosyjskiego słowa borot’sa (бороться), czyli walczyć się, zmagać, potykać.
Przykład użycia: Samotnie się z tym borykał.

Brawura, brawurowo

O! To mi się podoba: rozmach, odwaga, dzielność (których mi brak. Jeszcze).
Według słowników brawura to chęć popisania się odwagą, nierozważna zuchowatość (piękne określenie Kopalińskiego), narażanie się dla popisu, ryzykanctwo, dzielność na pokaz.

Podoba mi się zawsze brawurowe wykonanie, brawurowy popis, brawurowa ucieczka. Inni zostają w tumanach kurzu, z otwartymi buziami. Podziwiając.
Bravura to słowo włoskie, prawidłowe są oczywiście skojarzenia z okrzykami uznania „Brawo!” oraz angielskim słówkiem brave.
Przykłady użycia: Zagrał tę część z niezwykłą brawurą. Brawura kierowców mnie zadziwia.

Bruździć

Przenośnie chodzi o przeszkadzanie w czymś, psucie szyków, a dosłownie – robienie bruzd albo przyczynianie się do powstawania zmarszczek. Bruździć ciekawie się odmienia: brużdżę, brużdżenie, bruzda.
Przykład użycia: Bruździsz mi w życiu. Zmarszczki bruździły jej czoło.

Buta, butny

Samo to słowo brzmi twardo i nieustępliwie. Buta to zbytnia pewność siebie, a butny to inaczej hardy, pyszny, zuchwały, wyniosły, dumny, zawadiacki… Cóż za obfitość synonimów! Słowo to zupełnie nie jest związane z butami. Jest jeszcze czasownik bucić się (oni bucą się), ale ani go nie słyszałam, ani nie spotkałam w żadnej książce.

Przykład użycia:
Co za butny młodzieniec!    
Zadziwia mnie jego buta.

***

Prócz powyższych, na mojej liście ciekawych słów na B znajdują się opisane wcześniej baliwernie oraz barachło.

***

Inne ciekawe słówka znajdziecie tutaj: Są różne słowa.
Źródła słownikowe: słownik wyrazów obcych Kopalińskiego, etymologiczny Brücknera, słownik języka polskiego Doroszewskiego i PWN, a także Wielki Słownik Języka Polskiego i Wikisłownik.

Klakier i zaczepianie niewinnych ludzi, czyli moje pierwsze prace

Mam swój wstydliwy sekret z przeszłości. Byłam klakierem. Klaskałam za pieniądze.
Jak sobie tak pomyślę o swoich zajęciach zarobkowych, to chyba to jest coś,  co było najbardziej niebywałe, zważywszy na moje usposobienie.

Była kiedyś taka akcja w internecie, by wspominać swoje pierwsze prace i wysnuwać z tego refleksje oraz nauki. A ponieważ ja nie piszę wpisów pod czyjeś dyktando (raczej układam teksty dyktand, ale to inna historia…) i w ogóle nie lubię takich akcji, w których wszyscy zajmują się jednym tematem (generalnie nie lubię mody i – że tak się wyrażę – mainstreamu), to o pierwszych pracach chcę wspomineć dziś.

Zupełnie bez okazji.

***

Po pierwsze i najbardziej traumatyczne: byłam ankieterką. Byłam chyba najbardziej nieśmiałą ankieterką w historii tego bzdurnego zawodu. Nie wiem, jak ja to robiłam, że zaczepiałam tych wszystkich ludzi. Musiałam chyba bardzo potrzebować pieniędzy.

Po drugie, jak już wspomniałam powyżej, klaskałam w teleturnieju. Jeśli interesują Was warunki przyjmowania osób na widowni, już śpieszę z wyjaśnieniami: trzeba być ubranym w kolorowe bluzki i wyglądać entuzjastycznie. Tak, tak, nawet publiczność w teleturniejach musi wyglądać entuzjastycznie i udawać, że się dobrze bawi. Byłam statystką z drugiego rzędu i nawet niekoniecznie musiałam być nagrywana. Grałam tłum. Klaskałam – głośniej lub ciszej. Właściwie to rzeczy oklaskiwane niewiele mnie obchodziły.

Po trzecie, śpiewałam za pieniądze. Stanowiłam część zespołu, który był oprawą muzyczną ślubów, i całkiem nieźle nam szło. Oczywiście stresowałam się jak nie wiem, ale grunt to pokonywać swoje stresy i robić rzeczy mimo obaw.

Przez kilka miesięcy byłam stażystką w portalu internetowym zajmującym się kulturą. Redagowałam i publikowałam artykuły, kontaktowałam się z mediami. Niby wolontariat, a nie prawdziwa praca, ale bardzo dużo się tam nauczyłam i chętnie zostałabym taką zdalną redaktorką na pełen etat.

Poza tym pracowałam dwa tygodnie w biurze, szukając zdjęć na stronę i poprawiając teksty, a jedne wakacje spędziłam przy biurku w wydawnictwie z innymi redaktorkami i jedną panią od DTP. Gdy jest mi głośno i zbyt dużo „proszę pani” na minutę i na metr sześcienny, myślę sobie o tych dawnych dobrych, cichych czasach w biurze i w wydawnictwie.

Teraz pracuję w szkole, a w domu robię korekty i piszę książki (to może za dużo powiedziane: luźne notatki do książek, które może kiedyś powstaną). To jest etap. Pierwsze prace na pewno mnie ośmieliły, bym mogła być tu, gdzie jestem teraz, i robić to, co robię.

Czytelnicze podsumowanie 2019 roku

Rok 2019 był ciężki, pracowity, pełen wzlotów i upadków, a także wypełniony różnymi rzeczami po brzegi, więc czytanie wymagało dużo samozaparcia. Przyznaję od razu, przeczytałam 61 książek. To mniej niż w tamtym roku, ale więcej niż w internetowych wyzwaniach, gdzie trzeba czytać jedną książkę tygodniowo, więc w sumie 52.

Czytam książki mądre i bzdurne, choć te drugie staram się ograniczać (niestety czasem dopiero w trakcie czytania okazuje się, że książka należy do tej drugiej kategorii).
Czytam powieści i poradniki.
Czytam książki naukowe i klasykę, zwaną czasem lekturami szkolnymi, chyba dla odstraszenia.
Czytanie mnie zmienia, poszerza mi myślenie i postrzeganie rzeczy, w tym także myślenie o literaturze i języku (o których lubię naprawdę dużo myśleć).

***

Polubiłam Kereta. Keret jest super. Podobnie jak Roland Topor – dziwny, groteskowy, ale pasuje mi ta dziwność. Rozczarowałam się Anną Gavaldą, która jest podobno gwiazdą literatury francuskiej, ale dla mnie na dwie dobre książki (mówię od razu: warto przeczytać „Lepsze życie” i „Po prostu razem”, resztę można sobie odpuścić) ma cztery słabe. Wiem, bo w tym roku przeczytałam sześć jej książek. Z nachalnych bestsellerów – pana Musso na pewno czytać nie warto.

Ciekawe i intrygujące były:
„Trawa śpiewa” Doris Lessing, „Lektor z pociągu 6.27” Jeana-Paula Didierlaurenta, „Nieczułość” Martyny Bundy, „Próba” Eleonore Catton.
Wstrząsająca: „Bogowie na balkonie” Anji Snellman.

Przepiękne:
„Miłość i inne nieszczęścia” Oliviera Bourdeauta, „Nazywam się Cukinia” Gilles’a Paris’a, „Córka rzeźbiarza” Tove Jansson, „Miasteczko w Islandii” Guðmundura Andri Thorssona.

Dające do myślenia:
„Brakująca połowa dziejów. Historia kobiet na ziemiach polskich” Anny Kowalczyk, „Poza schematem” Malcolma Gladwella, „Boskie zwierzęta” Szymona Hołowni.

Pouczające:
korespondencja Erwina Axera i Sławomira Mrożka oraz „Jak oni pracują 2” Agaty Napiórskiej. Może ktoś niekoniecznie interesuje się tym, jak pracują artyści, czy rano, czy wieczorem, i czy piją kawę, czy wodę, ale dla mnie wszystkie wywiady były bardzo zajmujące i dużo zrozumiałam podczas ich lektury.

Żeby być przygotowaną na serial, przeczytałam „Opowieści o Wiedźminie” i „Sezon burz” Sapkowskiego. W tym roku będę czytać dalej o Wiedźminie.
Na 2020 przeszły książki zaczęte (a zaczynam zwykle 3-4, kończę w zależności od nastroju), a i mam stosik wypożyczonych. Tylko żeby mieć spokojną głowę do czytania. Tego sobie życzę.

Zgubiony i odnaleziony sens, czyli podsumowanie 2019 roku

Miałam nazwać ten wpis: czego mnie nauczył 2019 rok? Ale okazało się, że nauczył mnie aż dwóch rzeczy. Po pierwsze, żeby nie przeginać, bo to się źle skończy, po drugie, że świat to jedno wielkie rozczarowanie, a ludziom się często nie chce, więc w sumie żadna to nauka.

Potem miałam napisać o rzeczach, które zrobiłam pierwszy raz, ale uznałam, że tytuł byłby nieprzyjemnie dwuznaczny, a poza tym ten rok to nie były tylko debiuty.
Jednakże (z trzeciej strony) warto wspomnieć o tym, jak spełniłam swoje marzenie z samego szczytu listy marzeń i rzeczy do zrobienia.
Więc niech już będzie. W 2019 roku po raz pierwszy:

  • wydałam książkę i zrobiłam to po swojemu, mimo „to się nie sprzeda”, „dla kogo to w ogóle jest?”, „łeee, czarno-biała okładka?”, „język za trudny”, „ale o co w tym chodzi?”,
  • wobec powyższego straciłam chwilowo cel, do którego mogłabym dążyć, i musiałam sobie znaleźć następny, o czym będzie poniżej,
  • zostałam bez dziadka, a tym samym moja rodzina straciła najstarsze pokolenie,
  • po raz pierwszy poczułam się starym, zgorzkniałym człowiekiem (potem mi trochę przeszło),
  • wycięłam sobie kawałeczek ciała i potem miałam szwy wyglądające jak robaczek,
  • zostałam nauczycielem mianowanym,
  • miałam swoje pierwsze (i do tej pory jedyne) spotkanie autorskie, na którym mogłam szczerze porozmawiać o literaturze, nie upraszczając języka (bo to nie była lekcja literatury w szkole podstawowej, tylko rozmowa z literaturoznawczynią z tytułem doktora),
  • uczyłam się trudnej sztuki negocjacji i tupania nóżką,
  • mówiłam i pisałam otwarcie o mojej książce (mimo obaw i zakłopotania, żeby się przypadkiem nie narzucać i zbyt agresywnie nie promować; w końcu żadna ze mnie specjalistka od reklamy),
  • czytałam pozytywne recenzje o swojej książce (linki zebrałam na tym profilu, gdybyście byli ciekawi),
  • z wielką radością odwiedziłam kraje bałtyckie: Litwę, Łotwę i Estonię, ze szczególnym uwzględnieniem ciepłych uczuć dla Tallina,
  • podczas koncertu zwróciłam uwagę osobie, która nagrywała co drugą piosenkę i świeciła sąsiadom w oczy, psując nastrój,
  • byłam na fantastycznych warsztatach z nieoczywistych form literackich, pisałam limeryki, lepieje, epitafia i ideanonse, spotkałam ludzi, którzy również lubią pisać, co jest zawsze bardzo miłe,
  • byłam na spotkaniu z bielskimi pisarkami,
  • na pokazie mody,
  • i na trampolinach,
  • złożyłam pierwszy e-book w Canvie,
  • zrobiłam nalewkę z aronii, czeremchy i jeżyn,
  • zjadłam ramen (ze smakiem!),
  • obejrzałam sporo dobrych seriali, fimów i kilka spektakli, przeczytałam spory zestaw książek dobrych i takich sobie. O książkach będzie osobny wpis.

Jeśli chodzi o moje plany, to bardzo bym chciała wydać następną książkę w wydawnictwie, więcej pisać, a także wrócić do warsztatów kreatywnych pt. „Zabawy słowami”, bo to była frajda, a coś czuję, że ludziom jest to potrzebne tak samo jak mnie. No i chciałabym namalować jakiś obraz, bo właściwie dlaczego nie?

Dobrego i twórczego roku!

1 2 3 29