Bałtyk, szósta rano

Wczesnym rankiem poszliśmy podejrzeć morze, jak śpi i jak się budzi.

To nie jest leniwy sen. Przypomina raczej niespokojne wiercenie się i przebieranie nogami. Morze faluje ciężkim oddechem pod niską, stalowogranatową pierzyną z chmur.

Całą skórę, mokrą morską powierzchnię, pokrywają delikatne i misterne wzorki z piany, przypominają drobne zagniecenia od koronkowych rąbków poduszeczek, ręcznie haftowanych zdobień, starodawnych, babcinych.

***

Morze przewala się, kotłuje i rozlewa w swoim niebieskim łożu z zagłówkiem z jasnego klifu.

Jest rozespane, marudne, kapryśne. Przeciąga się bez humoru, kręci się, niezadowolone, bo ktoś je zbyt wcześnie obudził, wyrwał ze snu. Humorzaste morze zostawia koronkowe smugi na piasku, skrawki piany. Jest groźne, jakby śniło koszmar albo jakiś wielce nieprzyjemny sen. Na przykład o tym, że ktoś mu się przygląda…

Ostatnie sapnięcie, a potem morze odkrywa się, odsuwa ciężką kołdrę z chmur. Ukazuje jasny błękit nieba, oficjalnie rozpoczyna nowy dzień.

morze szósta rano