Chlebuś z masełkiem, czyli o zdrobnieniach

Zasłyszane w sklepie:

– I jeszcze poproszę torebeczkę.
– Reklamóweczka może być?

Zaczynam się obawiać, że wkrótce, prosząc o torbę, jabłka, cebulę, wyjdę na chama i buca. No bo jak można tak niedelikatnie mówić?

***

Nie lubię zdrobnień. Mówię to wszystkim, którzy chcą o tym słuchać. Sprzedawczynie i kasjerki chcą być miłe i mówią: paragonik, PIN-ek i PIN-eczek, koduś, porek, mięseczko, bułeczka, sereczek.

Ja się pytam, po co i dlaczego.

Ludzie chcą wyrazić zachwyt, zadowolenie i mówią: jaki ładny ogródeczek z kwiatuszkami. Martusia ma kawusię z mleczkiem. Pyszniutki chlebuś z masełkiem. Boczuś i kiełbaska.

splitshire-gruszka-i-winogrona

(gruszeczka i winogronka)

splitshire-jabluszko(kawalątka jabłuszka)

Oczywiście, w niektórych kontekstach i sytuacjach zdrobnienia są potrzebne, zamierzone i spełniają jakąś funkcję: pokazują, że coś jest małe, miłe, urocze, albo też są wyrazem ironii i kpiny, prześmiewcze. Ale używane bez umiaru stają się raczej karykaturą.

***

Deminutiva są niemal wszędzie. Czytam taki przykładowy przepis w internetach:

Trzymać na parze ok 2,5 godzinki. Schabik rewelacja. W folii będzie sosik pyszny (…). Podawać z ziemniaczkami i jarzynką.

Rozumiem, że nie można było tego powiedzieć normalnie. Mówimy do siebie infantylnie, traktując się jak dzieci. Dla mnie to irracjonalne.

***

Czasem myślę z ulgą, jak to dobrze, że czasowniki się nie zdrabniają. Ale i tu jest wyjątek. Otóż podobno w języku kaszubskim jest coś takiego jak zdrabnianie czasowników. Jeśli Kaszub chce być uprzejmy, to mówi np. "chodźkaj". Pamiętam, że gdy byłam bardzo malutką dziewczynką, moja mama mówiła mi czasem: "nie płakusiaj". I to było tkliwe, urocze. I to miało sens. Nie było przesłodzone.

Myślę, że i w używaniu języka ważny jest umiar.

splitshire-piwo-i-chleb

(chlebuś i piweczko)

splitshire-ser1(sereczki w koszyczku)

splitshire-kawa(kawusia w ziarenkach i filiżaneczka)

Ps. Okrasiłam wpis zdjęciami jedzonka dzięki uprzejmości portaliku Splitshare.

  • Agnieszka Walas

    Też nie lubię. Nagminnie spotykane w trakcie kupowania ubrań (rozmiarek, eseczka, spodenki brrr).
    Natomiast zabawnie jest położyć takie zdrobnienie na planszy i miło się rozczarować, że słowniki dopuszczają „awansik”.

    • Kamil

      Musisz przestać chodzić do sklepów z odzieżą dziecięcą…

      • No właśnie o to chodzi, że spotyka się to wszędzie…

  • Bardzo fajnie napisane – tylko zastanawiam się dlaczego nie użyłaś najważniejszego i najstraszniejszego zdrobnienia, które można usłyszeć w każdym sklepie: „pieniążków”.

    • Pieniążki i grosiki lub grosiczki! Można by długo wymieniać.

      Ostatnio oburzyły mnie te PIN-iki, więc skupiłam się na najnowszych przykładach.

      • Ja słyszałam kilka miesięcy temu jak jakaś kobieta w kolejce przede mną mówiła do kasjerki: „A może coś będzie za grosika?”. Oczywiście się nastałam przez 10 minut, bo pani czyhała na promocje. Straszne przeżycie.

  • Magda

    Czytam i ciesze się bardzo, ze nie jestem jedyną, której to przeszkadza :) mialam cwiczenia- statystykę z kobietą, która pisała wzoreczki i prosiła o wyznaczanie dystrybuantki, nie bylam w stanie sie skupić na niczym innym poza rozmyślaniem czy to studia czy przedszkole…

    • Okropne!
      Zastanawiam się, czemu to miało służyć, pokazaniu, że statystyka może być bliska, miła i przyjemna?