Ciało współczujące

Co jakiś czas wraca do mnie temat ciała i ten tytuł, wymyślony pół roku temu. Nieraz bolące ciało daje znać: napisz o mnie.

Bolę

Ciało jest jednym wielkim mięśniem współczującym. Towarzyszy nam w codzienności, zwraca się ku nam z czułością i uwagą, wiernie służy. Czasem po wielkim wysiłku fizycznym myślę sobie: cała bolę. To nie ciało mnie boli. To ja sama. Dawniej może powiedziałoby się: „boleję” lub „ubolewam”, ale one chyba jednak znaczą coś trochę innego.

Podobno to, co w głowie, to i w ciele. Gdy w mojej głowie miesi się i kotłuje trudny temat, ramiona spinają się, a żołądek zwija się w pięść. Czasem można i gorączki dostać z tego całego zmartwienia. Emocje łupią w głowie razem ze wzburzonymi strugami krwi w zakolach tętnic. Albo klatka piersiowa zapada się ciężko i trudno się wtedy oddycha, jak z kamieniem na żebrach.

Ciało – ja

Jesteś swoim ciałem. Niektórzy się zadręczają (czasem chciałabym zapytać: czy głodziłabyś kogoś albo czy mówiłabyś o kimś, że jest gruby i obleśny? Więc dlaczego na litość boską robisz to sobie?). Niektórzy nie dbają, bo po co, ostentacyjnie lekceważąc sprawy ciała, przecież są ważniejsze rzeczy, wznioślejsze. Ciało się odwdzięcza… albo mści. Choruje albo niedomaga. Staje się słabe i kruche. Paznokcie, włosy, stan skóry, rozrzedzona krew, niepokojące sygnały.

Pisałam kiedyś o tym, jak ciało boli korektora. Boli też nauczyciela, dźwigającego po pierwsze stres początkującego, a prócz tego podręczniki, materiały, kserówki, testy i różne inne niezbędności w taszczonej torbie. A także prowiant i napitek na cały dzień. Bo przecież gardło i brak śliny. Prowiant można ruszyć dopiero po skończonych lekcjach, brzuch burczy zawsze w środku lekcji, a wtedy nie wypada wgryźć się łapczywie w kanapkę. Żołądek odzywa się z jękiem zawodu.

Nauczyciel perypatetyk odczuwa łydki i stopy.

Zdarzyło mi się, że ciało się rozgorączkowało, bo na głowę spadło o wiele za wiele. Bo ciało współodczuwa.

Podmiot i przedmiot

Czytałam niedawno książkę o ekspresji ciała. Jak reaguje na śpiew, na poezję, jak ciało się kurczy i odbiera bodźce. Jak się spina, jak się otwiera lub zamyka. Jak bardzo jest tożsame z uczuciami, jak wsłuchanie się w nie dużo mówi o nas samych.

body landscape

(Fot. Mariusz Bieniek)

Zdarza się, że wraz z moim ciałem czuję się jak przedmiot, obiekt do fotografowania. Chwilowe uprzedmiotowienie, na które się zgadzam, trochę z ufności, trochę z ciekawości, trochę dlatego, że mam nadzieję być częścią czegoś ważnego. Jak to jest – na czyjeś słowo zastygać, napinać mięśnie aż do drżenia, pokazywać bez wstydu wystające żyły, zakazane fałdki, swoją obłość, tętnice jak struny. Zesztywniały kark i oko, które ciut za długo czeka na mrugnięcie.

Pozowanie jako cichy akt oddania swojej decyzyjności.

Pozowanie jako odsłonięcie niedoskonałości i ograniczeń.

Obrażenia ciała

Miałam kiedyś zajęcia z ruchu rozwijającego Weroniki Sherborne. Jedne z najgorszych, jakie pamiętam. Nie że nudne, wręcz przeciwnie, bo wbiły mi się w pamięć. Polecono nam, żebyśmy dotykali się plecami i starali się dopasować, sprawdzić, z kim nam dobrze się dotyka, z kim czujemy się dobrze – a wiadomo, jak masz się dotykać z kimś plecami, to niestety czujesz jego pośladki.

Okropne, dojmujące doświadczenie. Moje ciało – moje granice. Nie chciałam tego tak samo, jak nie lubię pocałunków na przywitanie albo przytulania z kompletnie obcymi mi ludźmi.

Bardzo silnie strzeżone terytorium. Zdarzało mi się strząsać niechciane ręce z szyi, z pośladków, z karku. Noli me tangere, świnio. Zabieraj łapy.

Ciało może być obrażone nie tylko wtedy, gdy leje się krew.