Czego oczekuję od literatury? Kilka myśli na temat książek

Jest końcówka sierpnia. Przeczytałam już więcej książek niż w całym 2016 roku i cieszę się z tego taką prostą radością. Nie że jestem mądrzejsza czy bardziej oczytana. Bardziej – że przeskakuję swoje ograniczenia i limity.

Czytanie to nie wyścig, ale spójrzmy na to ekonomicznie – jeśli mogę w ciągu roku przeczytać więcej, dowiedzieć się więcej i wyrobić sobie opinię na temat większej liczby pisarzy, to dlaczego nie miałabym tego zrobić? Dlaczego obniżać sobie poprzeczkę i poprzestać na małym?

Żeby sporo czytać, muszę się o to postarać. Pilnuję się, by zbytnio nie rozmieniać czasu na drobne. Na głupoty. Na internety.

***

Staram się też wynajdywać rzeczy, które wciągną, a nie zniechęcą zbytnio. Jeśli przeczytam coś smutnego, od razu sięgam po następną. Jeśli czytam coś trudnego, w przerwach łapię coś łatwiejszego.

Przeczytałam „Króla” Twardocha i zrobiło mi się smutno z powodu tej całej przemocy, ćwiatrowania ciał, gwałcenia i bicia kobiet, przelewów krwi, śmierci, zemsty, no generalnie z powodu tego całego zła. Już w poprzednim zdaniu było za dużo zła, a co dopiero w całej książce.
I dla odtrutki sięgnęłam po książkę dla młodych dziewczyn: „Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek”.

***

Lubię, kiedy literatura powoduje gęsią skórkę i mrowienie ekscytacji, za to nie lubię, kiedy powoduje mdłości. Lubię, kiedy wstrząsa, ale nie obrzydza.
Lubię się wzruszać, ale nie prostymi i ogranymi wzruszeniami.
„Opowieści na dobranoc…” są właśnie takie: dają inspirację i moc do tego, by coś zmienić. Skoro to prawdziwe historie i wielu osobom się udało, to i nam też się może udać.

***

Co lubię czytać? Cenię klasykę i cenię dziwności („Sklepy cynamonowe” i „Ferdydurke”, Masłowska). Szanuję dobrze napisane powieści dla kobiet, obyczajówki, romanse. Muszą być napisane tak, żebym zachwyciła się językiem. Muszą być takie, bym zadziwiła się historią.
Nie przepadam za fantastyką, nie lubię kryminałów ani horrorów. Oczywiście są od tego wyjątki, bo głupotą byłoby zamykanie się na książki tylko dlatego, że gatunek nam nie odpowiada.

***

Z zasady nie czytam opisów z tyłu okładki. Już dawno przekonałam się, że potrafi on zdradzić fabułę połowy książki, zasugerować, nadać kierunek interpretacji. Najczęściej czytam pierwsze zdanie albo pół pierwszego zdania, i wtedy już mogę zdecydować, czy mam ochotę na bliższe zapoznanie się z tą pozycją. Bo może niekoniecznie chcę przeznaczać na nią czas. To wybór, z czym chcę spędzić następne dni.

***

Bywa, że wybieram książkę, bo słyszałam o autorze, że dobrze pisze. Wypożyczam: „Sprawdzam!”.  Mimo że już dawno się poddałam i uznałam, że nie jestem w stanie być na bieżąco – to obecnie sięgam po rzeczy, o których się aktualnie mówi. Chcę je poznawać – w swoim tempie i według swojego planu.

***

W tym roku wybieram sporo powieści obyczajowych o miłości. Wolałabym nie używać tutaj dziwnego terminu „literatura kobieca”, bo niby co, wszystkie pozostałe książki są literaturą męską? A przecież mężczyźni też piszą obyczajówki o miłości.

No więc niektóre książki o miłości da się napisać nieźle albo nawet i dobrze. Niektóre z tych książek są bardzo miłym wspomnieniem, inne żenującą przygodą, którą najlepiej wymazać z pamięci.

Czytam z punktu widzenia obserwatora. Badam strukturę: jak prowadzi się historię, by nie nużyła. W którym momencie kończą się rozdziały. Jak skakać między bohaterami, by czytelnik się nie pogubił. Jak ograć motywy miłości czy przyjaźni, by nie były banalne. Banał mnie mierzi.

Bywa, że wyłapuję klisze, krzywię się: „O, nie, to już było!” Zniesmaczam się szybko. A jak mawia moja ulubiona blogerka, szkoda życia na słabą literaturę.

***

Nie lubię polecać książek. Każdy ma swój gust i czego innego oczekuje od literatury. Owszem, są osoby z podobnym gustem do mojego, ale wolałabym jednak nie rozczarować ich ani siebie.

Czytam bestsellery i myślę: „Serio? To się sprzedało w tysiącach egzemplarzy? Jakim cudem? Co jest takiego w tej książce?”. Dlatego nie lubię polecać książek. Mnóstwo ludzi ma inne preferencje.

Nie lubię też, jak ktoś coś mi poleca i mówi: „Koniecznie to przeczytaj!”. Jasne, już dopisuję do trzydziestu pozycji obowiązkowych, które koniecznie muszę przeczytać. Taaaak.

***

Czego oczekuję od książki? Że ukoi i zachwyci. Że będzie miała styl, że będzie jakaś. Że wniesie coś ważnego do literatury, która przecież się rozwija.

Że mnie wciągnie i spowoduje zapomnienie o świecie. Że będę o tej książce myślała cały czas wtedy, kiedy nie mogę jej czytać, że nie będzie mi się chciało spać, że będę sięgała po nią w każdej wolnej chwili.

Dlatego teraz kończę wpis, by dokończyć czytanie.

czego oczekujesz od książek