Czy polska szkoła dobrze uczy?

Czy polska szkoła dobrze uczy? Takie pytanie zadano w telewizji i potem debatowano nad skrajnymi odpowiedziami ankietowanych. Pozwólcie, że przy okazji dwutygodniowej debaty społecznej i osądzania nauczycieli za ich winy, dorzucę swoje zdanie na temat szkoły.

Czy mam podstawy, by się wypowiadać? Tak się złożyło, że pracuję w szkole i trochę ją znam od środka. Niezależnie od miejsca pracy (szkoła publiczna, niepubliczna, prywatna) mam do zrealizowania na lekcjach treści, które narzuciło mi ministerstwo, czasem treści przestarzałe albo takie, z którymi się nie zgadzam.

Każdy się uczył w szkole, więc każdy się zna

Na temat polskiej szkoły w ostatnich dwóch tygodniach napisano i powiedziano już wiele.
Najczęściej słychać głosy ludzi, którzy szkołę dawno temu skończyli, ale pamiętają jeszcze złych nauczycieli, a teraz kiwają głowami ze zwątpieniem: no i jak ja mam ich popierać?

Każdy skończył jakąś szkołę, więc wypowiada się na temat metod wychowawczych, dydaktycznych, wrzuca do internetu zdjęcia ocen i komentarzy, z którymi się nie zgadza, a potem wszyscy komentujący mają używanie. Bo wiedzą lepiej. Moja krewna zastanawia się nad edukacją domową, a ja tylko zastanawiam się, do której klasy czuje się zdolna edukować swoje dziecko. Czy na przykład potrafi dobrze przygotować do matury? Czy do egzaminu ósmoklasisty?

Polonistka pyta o literaturę

Mam myślących, bystrych uczniów (pewnie nie ja jedna). Przy okazji nudnych lektur dyskutujemy o dawnych sposobach wychowania, stanie medycyny, porównujemy z dzisiejszą sytuacją. Omawiając Tajemniczy ogród opowiadamy o wypadkach, o dzieciach puszczonych samopas, o pieniądzach, 500+ i poczuciu akceptacji. Omawiając Anię z Zielonego Wzgórza zastanawiamy się, dlaczego bohaterka, która wściekła się na kolegę za dokuczanie, dostała karę, a on nie? I dlaczego na Boga nadal uważa się, że dziewczynki powinny być grzeczniejsze" (bo chłopcy mogą psocić, ale dziewczynkom nie wypada) i tłumić swój gniew (w końcu złość piękności szkodzi, prawda?). Słowem, by zachowywały się jak w XIX wieku? Czy nie są to przestarzałe wzroce?

Uczniowie nie są głupi, mają swoje zdanie, swoje przemyślenia. Dzięki temu ta praca jest ciekawa, a każda lekcja może czymś zaskoczyć.
Mnóstwo lektur to książki z XIX wieku, a więc jednak trochę przestarzałe (zapewniam Was, na lekcjach robię wszystko, co mogę, żeby uczniowie chcieli czytać i potem rozmawiać ze mną o literaturze, ale czasem pewnych książek nie da się obronić). W tym roku czytam z najstarszymi uczniami Hobbita i Przygody Tomka Sawyera, ale niebawem zacznie się przeżycie cięższego kalibru. Przed egzaminem czeka nas Pan Tadeusz, Latarnik i Zemsta, czekają Kamienie na szaniec, Syzyfowe prace, Quo vadis. Co z tego zrozumieją, a co wyciągną dla siebie? Jak nauczyciel ma ich przekonać: czytajcie, bo to ciekawe, bo dowiecie się czegoś o sobie, bo literaturę warto znać?

Jeszcze nie wiem, jak to zrobię, mając do wyboru trudne teksty, z których zdecydowana większość pokazuje martyrologię, śmierć, tragizm, rusyfikację, wygnanie, szaleństwo. Aha, i jeszcze trochę seksizmu, szowinizmu, ksenofobii. Plus przedziwna moralność (ot, choćby Świtezianka czy II część Dziadów) czy niedojrzałe spojrzenie na miłość romantyczną, która jednak z miłością miała niewiele wspólnego. Takie wzorce dla młodzieży w XXI wieku.

I mam wrażenie, że reforma edukacji miała na celu cofanie kijem Wisły i wielkie narodowe cofanie czasu. Ktoś wymyślił, że jak uczeń przeczyta w siódmej klasie Pana Tadeusza i Redutę Ordona, to się zachwyci i pójdzie umierać za ojczyznę.

Ktoś tu nie zauważył, że dzieci są inne niż nasze pokolenie, inne niż gimnazjaliści sprzed wojny. Nasz czas stawia inne pytania i wymaga innej edukacji. Ale tej póki co nie uświadczymy, bo nadal nie mówi się poważnie o tym, co istotne. Zamiast tego wskazuje się winnych.

Ktoś tu nie zauważył, że reforma edukacji powinna być gruntowna i nie chodzi o zmianę tabliczki przed wejściem.

Które dzieci uczą się najlepiej?

Bardzo brakuje mi mądrej debaty i wysłuchania światłych specjalistów od nauczania. Przyglądania się różnym wzorcom, ot, choćby skandynawskiej swobodzie i odejściu od testomanii. Brakuje mi większej świadomości społecznej. Zawsze mówiłam, że jeśli chciano przeznaczyć pieniądze na edukację, zamiast niedopracowanej reformy, trzeba było zrobić mniejsze klasy (na przykład 12-14 osób w klasie) i zainwestować w technologię. Tylko że nikt nas nie pytał o zdanie.

Jeśli ludzie mówią: dawniej to była dyscyplina, to pokazuje ich niezrozumienie, jakie dawniej były czasy, co było akceptowane, a co nie i że teraz jest zupełnie inaczej, bo i oni inaczej wychowują dzieci niż wychowywano ich. Brakuje tutaj dostrzeżenia, w jakiej sytuacji stawia się nauczycieli, że burzenie ich autorytetu i stawianie się w pozycji specjalisty (bo przecież każdy wie lepiej, jak należy uczyć) nie wróży niczego dobrego w bliskiej i dalekiej przyszłości. Brakuje mi wreszcie wysłuchania zamiast poniżania przeciwnika. Zamiast krytykowania: bo źle uczą zastanówmy się nad tym, czy i ewentualnie dlaczego tak jest.

Nie miałam nauczycieli, którzy byli dla mnie wzorami i do których mogłam przyjść z problemem. Miałam za to takich, którzy potrafili mnie dobrze nauczyć i wymagali. Takich cenię najbardziej i pamiętam do dziś.

Niezależnie od tego, jakich nauczycieli spotkaliście, wierzcie mi: większość ma wiedzę i doświadczenie. W mojej pracy spotkałam wielu nauczycieli, ale wśród nich widziałam tylko nielicznych, którym się już ewidentnie nie chciało. Ale pokażcie mi zawód, w którym to chcenie albo niechcenie ma większe znaczenie i tak bardzo wpływa na pracę.

Jeśli nauczycielom będzie się odmawiało godnej płacy i szacunku do ich pracy i wiedzy, to będzie ich coraz mniej, bo odejdą, zmienią zawód, przekwalifikują się.

Nauczyciele a służba zdrowia

O, właśnie! A gdyby tak strajk nauczycieli polegał na tym, że wszyscy masowo odchodzą z zawodu? Albo masowo odchodzą ze szkół publicznych i przechodzą do prywatnych? Kto wtedy będzie uczył? Jeśli w szkołach brakuje nauczycieli, żeby wziąć chociaż parę godzin jakiegoś przedmiotu, to wierzcie mi, dyrektor w takiej sytuacji nie będzie zbyt wybredny, będzie musiał zatrudnić kogokolwiek.

Możliwe, że wtedy w Polsce ze szkołą będzie tak, jak z przychodniami zdrowia. Jeśli kogoś stać, to idzie o lekarza prywatnie, omijając gigantyczne kolejki i system, który lekceważy pacjenta i za nic ma jego bolączki. Ostatnio miałam okazję doświadczyć na własnej skórze, jak to może wyglądać: po zbyt długim czasie dostałam się do sędziwej lekarki (nie ma młodych lekarzy? czy to nie zastanawiające?), a godziny jej pracy są takie, że tylko chyba cudem mnie przyjęła. Nie winię tu lekarzy za chory system, tak samo jak nie winię nauczycieli, jeśli się wypalają, jeśli przestaje im się chcieć, bo słyszą, jakimi są darmozjadami i leniami, gdy tymczasem prawda w większości przypadków jest zupełnie inna.

Owszem, są nauczyciele z kompleksami, przemocowi, wypaleni, smutni, rozgoryczeni. Są też pasjonaci, ale ta pasja nie wystarcza na całe życie, gdy nie ma żadnej innej motywacji (sama doświadczyłam wypalenia zawodowego i wiem, jak łatwo jest stracić serce do tej pracy, jeśli nie odczuwa się w niej komfortu). Idea też nie wystarczy. Owszem, w tej pracy trzeba lubić uczniów, pracę z ludźmi i swój przedmiot. Ale bycie dobrym rzemieślnikiem również wystarczy, by być dobrym nauczycielem.

Szkoła dziś

Szkoła jest obecnie trochę inna niż dziesięć czy dwadzieścia lat temu. Nauczyciele z wieloletnim stażem to widzą. Kolejny rok robią to samo i widzą inne efekty. Uczniowie myślą i rozwijają się inaczej niż dzieci dwadzieścia czy dziesięć lat temu. Częściej się rozpraszają, inne pojęcia są dla nich abstrakcyjne (np. co to znaczy reszta?). Lekcja trwająca 45 minut to dla nich czasem zbyt długo, by mogli się skupić nad jedną rzeczą. Jeśli ktoś uważa, że w szkole podstawowej można zadać uczniom pracę pisemną i załatwione, to zapraszam na lekcje.

Podobnie jak korzystanie z technologii: uczniowie żyją w świecie, gdzie internet jest czymś oczywistym. Coraz większy mają problem ze znalezieniem czegoś w słowniku, bo przecież mogą wpisać to w wyszukiwarkę. Czy mamy grzmić nad ich wygodnictwem? Czy załamać ręce? Może po prostu uznać, że żyją w innym świecie niż my i pokolenie naszych rodziców, a więc potrzebne są im inne umiejętności. Podstawa programowa jeszcze za tym nie nadąża.

Chciałabym, byśmy mogli o tym spokojnie porozmawiać zamiast oceniać całą społeczność nauczycieli i zwalać na nich całą winę. Rozwagi zabrakło podczas wprowadzania reformy i teraz, podczas strajku.

Czy polska szkoła dobrze uczy? Zależy czego. Czy nauczyciele dobrze uczą? Zależy który. Moją pracę codziennie oceniają uczniowie, ich rodzice i dyrekcja, a końcowo zweryfikuje to egzamin ósmoklasisty, który przygotowuje ministerstwo. I tak koło się zamyka.