Deszcz, mżawka, kapuśniaczek…

Jest na to wiele słów: deszcz, mżawka, kapuśniaczek, plucha, opady. Dżdżystość w całej swej jesiennej krasie. Słychać monotonne, uporczywe siąpienie, jakby niebo miało katar. Niebo przykryte pierzynami chmur. Mgła na dole i na górze, cały świat zadżdżony.

Deszcz rozsypuje swoje czary, a one spadają na nas, na samochody, na drzewa i drogi.

Mżawka rozmywa obraz, tonuje kolory i zamazuje światu kontury jak pijany impresjonista krótkowidz. Podstępne drobinki wnikają nam we włosy, w ubrania, w ten jeden pechowy rękaw kurtki, który już się nie zmieścił pod parasolem. Wilgoć faluje kartkami książek i zeszytów w podmokłych plecakach.

Plucha ze swoimi towarzyszkami kałużami, błyszczącymi, o płynnych granicach. Te płytkie i niepozorne kałuże przechodzą niekiedy w wartkie i nieokiełznane potoczki, rozlewają się rozłożyście.

Mgła mży dżdżyście – takie soczyste słowa, a taka mdła i monotonna treść.

gorce

  • Marta Jafernik

    Brrr! Ja się złoszczę, a tu choremu niebu trochę empatii by się przydało ;). Nawet nosa spod pierzyny mu nie widać. To wszystko przez opady! Opad…ły mnie resztki człowieczeństwa, włosy się poskręcały – dżdżuma jakaś, czy co? ;D

    • Też się złoszczę, stąd ten tekst. Musiałam inaczej spojrzeć na deszcz.