Jak nie zostałam pisarką? Część 1

Gdy miałam sześć lat, postanowiłam długopisem stworzyć świat, pierwszy z wielu.

Dziecięca intuicja wsadziła nos w drzwi z napisem "świat przedstawiony". Absolutnie bezkrytyczne pomysły wędrowały od mózgu po koniuszek długopisu. Biada osobom, które musiały to czytać.

Dziś mam 31 lat i nadal nie jestem pisarką.

note_pad_pencil_hires-jak-nie-zostalam-pisarka-designerspics

"Pucunia i Coco"

Pierwsza książka, którą stworzyłam wraz z koleżanką w pierwszej klasie, nosiła intrygujący tytuł "Pucunia i Coco". Była to broszurka formatu A6, z koślawymi obrazkami wykonanymi długopisem. Nie pamiętam, czy moja skromna osoba była pierwowzorem Pucuni czy raczej Coco, ale faktem jest, że zaczęło się od kooperatywy. Potem przyszedł czas na samodzielne pisanie.

Kupowałam zeszyty 16- lub nawet i 32-kartkowe. Najlepiej pisało się w kratkę, ale w gładkim zeszycie lepiej się ilustrowało. A wiadomo, ilustracja musiała być na każdej stronie, bo bohaterowie przecież codziennie zmieniali ubranie i było to bardzo ważne, by to uwiecznić.

"Tajemnica"

Książka ta opowiadała o bliźniakach, którzy mieszkali na wsi, uczestniczyli w pracach polowych i bawili się razem zgodnie i miło. Generalnie nudy. Gdy w przypływie młodzieńczej autokrytyki stwierdzałam, że opowieści są zbyt cukierkowe, na końcu rozdziałów podopisywałam coś w stylu "a potem sobie dokuczali, a jeden z nich spadł z drabiny i już nie było tak wesoło". Jeszcze do tego imiona bohaterów były strasznym plagiatem, bo jeden nazywał się Asterix, a drugi (drobniejszy) Idevix. Sromotność tej całej historii potęguje fakt, że tytuł książki był absolutnie niezwiązany z treścią, więc – zgodnie z praktyką wolty w ostatnim zdaniu – dopisałam: "a tajemnicą było to, że mieli siostrę".

Brawo.

"Emma"

Następna była książka o dziewczynce imieniem Emma, której wszyscy naokoło umierali. Pamiętam, że ojciec chciał wygonić ze strychu lisa i biegł za nim tak zapamiętale, aż wypadł przez okno i się zabił. Umarła także ciotka Emmy – miała na imię Kauza (sic!) i pochodziła z Gliwic. Również młodszy brat Emmy nie przeżył zbyt wielu lat na tym łez padole. I na końcu umarła także Emma, a prawdopodobnie zapadła na tę samą chorobę, co jej ciotka. Pragnę zaznaczyć, że wszystkie te tragedie miały miejsce na przestrzeni 16 kartek zeszytu A5, a były tam jeszcze niezbędne obrazki, takie jak np. Emma ze wzruszonym spojrzeniem na łożu śmierci.

Pewnego dnia za namową polonistki przeczytałam tę książkę swojej klasie i wszyscy bili mi brawo. Może na znak radości, że nie padli trupem, słuchając tego.

"Wieczna mgła"

Pomysł z mgłą przesłaniającą niebezpieczne okolice pojawił się w mojej głowie wcześniej niż w kinematografii oraz literaturze światowej. Przy okazji tajemniczych zniknięć samochodów rozgrywa się dramat pewnej rodziny. Ktoś się rozstawał, ktoś był bezpłodny i tak dalej. Zaintrygowanym zdradzę, że pewnego dnia mgła sama się rozproszyła i okazało się, że jezdnia, którą wszyscy na oślep jechali nie wiadomo po co, po prostu kończy się przepaścią.

"Wyspa Anastazji"

Bogata amerykańska aktorka czy też modelka, zgrabna i niezbyt bystra blondynka skutkiem wypadku samolotu (oczywiście!) rozbija się na wyspie. Musi radzić sobie za pomocą kuferka z kosmetykami. Taka kobieca wersja MacGyvera. Przy okazji spotyka jakiegoś hiszpańskiego kapitana, który na początku jej dokucza, ale nie pamiętam, czy się tylko zaprzyjaźniają, czy mają jakiś romans. Oczywiście Anastazja przechodzi gruntowną przemianę charakteru, pokornieje, staje się dobrą i mądrą kobietą i potem wraca do świata. Prawdopodobnie. Nigdy nie dokończyłam tej książki, ale wiem, że tak miało to właśnie wyglądać.

Mam wrażenie, że w owych dniach byłam zafascynowana Robinsonem Crusoe.

***

To nie koniec.

W następnym odcinku – jak założyłam Klub Pisarek, a także jak zaczęłam na zamówienie pisać bardzo złe książki.

Fotografia z tego źródła.

  • Marta Jafernik

    Hmm, czy można jeszcze te białe kruki gdzieś zobaczyć i prześledzić fascynujące losy bohaterów?! Interesowałaby mnie historia Anastazji. Modelką może nie jestem, ale jakieś kosmetyki mam. Jakbym przyłożyła się do lektury,to może wprawiłabym w osłupienie moje dzieci i na chwilę wersja „a potem sobie dokuczali, a jeden z nich spadł z drabiny i już nie było tak wesoło” nie byłaby tak realna ;).

    • Muszę poszukać, ale obawiam się, że zmiotły je wichry czasu i niepamięci. Anastazji akurat nigdy nie dokończyłam, bo miałam rozpoczętych wiele innych projektów, grafik napięty, wena opuściła, no i niestety.

      • Marta Jafernik

        Może jednak, chociaż jeden myk, dałoby się odtworzyć, hę? Chwila spokoju jest bezcenna, Madziu ;), :D.

        • Czeremcha

          Zastanawiałam się nad reedycją, ale nie wiem, czy chcę wracać do tamtego poziomu mojej twórczości 😉

  • Mariusz

    No to już wiem skąd S. King czerpał inspiracje odnośnie mgły :-) Ciekawe kiedy się publicznie przyzna i przeprosi :-)