Jakoś i jakość, czyli o przykładaniu się do pracy

Zakończenie roku w szkolnego to w internecie zdjęcia kwiatów, podziękowania, podsumowania, artykuły na temat edukacji, także zdalnej. Podziękowania, że ktoś chciał nauczyć i że komuś się chciało. Moja pierwsza myśl: „Nie ma za co, to przecież moja praca”.

Ale przecież sumienną i rzetelną pracę należy docenić, a nie traktować ją jako coś oczywistego. Bo niestety nie jest to oczywiste.
Nie wszystkim zależy.
Nie wszyscy się przykładają do swojej pracy.
Nie wszystkim się chce.
Widać to nie tylko w szkolnictwie.

W urzędzie roznosi się wieść, do którego okienka iść, żeby załatwić sprawę i żeby nie zostać zbesztanym za brak pieczątki. Wśród firm remontowych i budowlanych ze świecą szukać kogoś, po kim nie będzie trzeba poprawiać albo szukać po wpłaceniu zaliczki, kto zrobi wszystko porządnie i w terminie. A lekarze? Znaleźć takiego z ludzkim podejściem, kto nie krzyczy na pacjentów i nie traktuje ich jak niepotrzebne przedmioty, którym trzeba zawracać sobie głowę – to też trudne. Albo tacy mechanicy. Jak się już zna dobrego mechanika, to należy się go trzymać.

Przypomina mi się świetna książka Piotra Stankiewicza „21 polskich grzechów głównych”, gdzie jednym z opisanych grzechów jest właśnie takie podejście. Lekceważące i beztroskie olewactwo pod tytułem „jakoś to będzie”.

Czy naprawdę jest tak źle? Czy te wyjątki (świetny nauczyciel, ludzki lekarz, solidny budowlaniec) są tylko samotnymi wyspami na Ocenie Dziadostwa, Partactwa i Bylejakości? Powiedzcie, że nie.

Mam wrażenie, że w Polsce bardzo przyzwyczailiśmy się do tego, że zawsze jest marnie, po łebkach i na odwal się, że jesteśmy w szoku, gdy ktoś po prostu porządnie wykonuje swoją pracę.

„Jakoś” i „jakość” – jedna literka, a jak wiele zmienia.