Każdy człowiek się kiedyś sprzeda. Wystarczy podać cenę

– Mam nowy zawód. Zostałam copywriterem.

– A co dokładnie robisz?

– Piszę teksty na zlecenie.

– Każdego człowieka można kupić.

– ???

– Każdy się kiedyś sprzeda, wystarczy podać odpowiednią cenę.

Czyli rozumiem, że pisanie na zamówienie jest hańbiące. Moją umiejętność pisania po polsku zamieniłam na niegodny zarobek. Wymyślanie i formułowanie za tych, którzy tego nie potrafią, nie mają czasu, ale mogą za to zapłacić – jest nie do przyjęcia.

Copywriter – zawód sprzedajny. Ktoś jeszcze?

Zaraz, może się mylę, ale czy ludziom nie powinno się płacić za wykonywanie swojej pracy? Może nazwiemy sprzedajnymi wszystkich, którzy robią cośkolwiek za pieniądze? Fryzjer, mechanik, hydraulik sprzedaje swoje umiejętności i wiedzę. Nauczyciel sprzedaje swój wolny czas i energię na sprawdzanie klasówek i stanie przy tablicy przed obcymi dziećmi, a może wolałby w tym czasie pobyć ze swoją rodziną. Może tłumacz chętnie spędziłby większość swoich dni jedynie na czytaniu, bez konieczności przekładania przeczytanych stron na inny język? Ale ponieważ musi zapłacić rachunki i kupić jedzenie, musi robić coś, za co mu zapłacą. Malarz sprzedaje obrazy, a pisarz książki – efekty swojej pracy. Jak każdy.

Każdy się kiedyś sprzeda

Sama byłam ostatnio zmuszona wstać o piatej rano i pojechać do pracy na zastępstwo. Sprzedałam kilka godzin z mojego życia, bo mi zapłacili. Wstyd. Powinnam była odmówić i nie przyjechać? A może przyjechać, odpracować swoje, a następnie odmówić płacy? Niejeden pracodawca byłby zachwycony takim stanem rzeczy.

Ocieramy się tutaj o niezły absurd: praca dla idei, co niemalże prowadzi do głodowania w poczuciu szlachetności i bycia lepszym od innych.

Czy lubisz swoją pracę?

Kiedyś spytano mnie, czy gdybym nie musiała pracować, nadal robiłabym to, co robię. Tak, chodziłabym spotykać moje fajne szkolne dzieci i bawilibyśmy się przedziwnym fioletowym jednorożcem ("jednorożkiem"), układalibyśmy wiersze metodą dada, gralibyśmy w państwa-miasta.

Ale to nie koniec. Nadal sprawdzałabym teksty i pisałabym, bo to lubię, a przecież dobrze jest robić coś na tyle często, by stawać się w tym coraz lepszym. Dobrze jest stawiać sobie wyzwania, a permanentne uczenie się i rozwijanie swoich umiejętności to coś, co nie tylko gwarantuje mi moja praca, ale – tak szczerze – mnie to po prostu jara, kręci, daje kopa. Nie tylko cieszy, ale wręcz ekscytuje.

No to chyba jestem tutaj wygrana, co?

Pisanie na zlecenie

Jestem początkująca w zawodzie, ale wydaje mi się, że mogę odmówić, jeśli zlecenie mi nie odpowiada. Nie napisałabym artykułu, w którym musiałabym ewidentnie skłamać lub napisać coś wbrew moim przekonaniom. Nie widzę żadnych przeciwskazań na temat używania kołder, więc chyba mogę o nich napisać tekst na stronę internetową. No chyba że nie mogę, bo to mi uwłacza. Naprawdę?

Zamiast rozważać etyczny wymiar pisania na zlecenie, wolę cieszyć się, że ktoś mi płaci za moją pasję, a ja się rozwijam, robiąc ciągle rzeczy nowe i dowiadując się coraz więcej. Ucząc się, czytając, ubogacając słownictwo i pojęcie o świecie. Nie czuję się sprzedajna, najpierw czytając o CNC, a potem pisząc o tym w miarę interesujący tekst. Czuję dumę, że dałam radę to zrobić, że mogę ćwiczyć, jak napisać ciekawie o rzeczy mi nieznanej i być może nawet – na pierwszy rzut oka – nieciekawej.

Poza tym gdyby ktoś umiał lub miał wystarczająco dużo czasu, by napisać sobie teksty na stronę, to by to zrobił. Nie ma nic złego w zlecaniu innym rzeczy, o ile kogoś na to stać. Zlecanie innym tego, co oni robią lepiej.

laptop_hires-jeshu-john-designerpics

(Narzędzie niegodnej, bo płatnej pracy. Źródło zdjęcia: ta strona)

Luksus zarabiania na pasji

Zarabianie na pasji to marzenie wielu. To luksus. Wielu fotografów chciałoby pokazywać swoje zdjęcia w galeriach, wydawać albumy, sprzedawać fotografie do gazet. Wielu poetów, dziennikarzy, pisarzy chciałoby utrzymać się z tego, co robią najlepiej. Nic w tym złego.

Mogę robić więcej niż praca w szkole. Niż korekta. Cały czas dążę do tego, by pisać coraz lepiej. Jeśli nie rozwija tego redagowanie, copywriting i blog, to co mogę jeszcze zrobić? Pisać do szuflady? To nic nie da. Nie rozwija. Zatrzymanie tekstu dla siebie nie pomoże mi w przekonaniu się, czy tekst spełnił swoją funkcję, czy trafił, czy poruszył, czy był mocny, ciekawy, zabawny, słaby, nijaki. Czy był chociaż niezły.

Wolne wnioski

Dobrze więc. Niesprzedajni są tylko ci, którzy wykonywaliby swoją pracę nawet wtedy, kiedy by nie musieli. Którzy nie brukają swojej działalności korzyściami finansowymi, ale robią to za darmo. Zaraz – ja piszę też za darmo. Np. tutaj. Spędzam dość sporo czasu, układając zdania, które być może przeczyta kilkanaście osób. I właściwie nic by się nie stało, gdyby nie zostały napisane.

Wnioskuję więc, że przynajmniej na blogu się nie sprzedaję. Mam taką nadzieję, bo to jednak jest trochę jakby obelga.

  • Marta Jafernik

    Ty to potrafisz zamienić chwilę przykrości, w chwilę dobrej lektury! „Profeska”! Niech sędzia „ktoś” się goni! Życzę Ci jak najwięcej wyzwań i okazji do przekuwania pasji na przelewy. Niech każda Twoja praca się opłaca!

  • Jaka tam obelga. Dla mnie sprzedawanie się jest pejoratywne, a praca w żaden sposób nie. Tak jak napisałaś – zlecasz komuś po prostu coś, w czym jesteś słabszy. Co w tym złego? Każdy ma talent, na którym może zarabiać, to nie grzech.

    • Dzięki za komentarz :)

      Powiedziane w ten sposób i takim kontekście brzmiało jak coś dużo gorszego niż praca dla idei. Ja tam się cieszę, że mogę przekuć pasję na przelew.