Kilka słów o upomnieniu

Zacznę od klasyki cytatu:

Gdy brat twój zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy (Mt 18,15).

Czasem sobie myślę, jak to pięknie na świecie byłoby, gdybyśmy tego przestrzegali. Ale wszyscy. Wobec każdego.

Z moich obserwacji wynika, że nie umiemy zwracać sobie uwagi prosto w oczy i unikamy konfrontacji. Ci, którzy umieją, są traktowani trochę na dystans: są tak bezpośredni, czasem tak ostrzy, że aż strach się z nimi zadawać. Bo nie lubimy też słuchać prawdy rzucanej między oczy. Łatwiej być wiecznie miłym, udawać, że nic się nie dzieje, chwalić. A ganić tylko za plecami.

Trochę to dziecinne.

Wracając do cytatu: jakie to jest proste z założenia – załatwiać sprawy między sobą. Podpadłam Ci – przyjdź i mi powiedz. Nie pozwól, bym dowiedziała się od obcych albo usłyszała niechcący, przechodząc. Nie idź z tym do innych, a już stanowczo – nie idź najpierw do innych. Moja szefowa też nie musi wiedzieć pierwsza, że ja zrobiłam coś nie tak. Warto najpierw zwrócić uwagę mnie, bo może uda się załatwić to w cztery oczy. Może obejdzie się bez rozlewu krwi.

Tylko że to jest cholernie trudne do zrobienia.

Według mnie miarą dojrzałości jest to, czy i jak zaznaczamy swoje terytorium, swoje możliwości, czy i jak umiemy zwrócić uwagę – zrobię to, nie zrobię tego, nie dam rady, to mi się podoba, to nie, to mi sprawiło przykrość, a to zdenerwowało, wkurza mnie Twoje podejście.

Druga rzecz: przyjmowanie krytyki. Jeśli poczuwam się do winy, przepraszam, obiecuję poprawę i już, tyle. Bez obwiniania się i mieszania z błotem, kajania i przepraszania po wielokroć, bez rozpamiętywania. Sobie też trzeba umieć wybaczyć, a potem już nie wracać do tego.

A czasem już to, że ktoś zwróci uwagę, wystarczy.

***

Dalej w ewangelii jest o tym, że jeśli upomnienie w cztery oczy nie poskutkuje, trzeba wziąć jeszcze jedną lub dwie mądre osoby i pogadać, a jeśli nie, dopiero wtedy można publicznie ogłosić czyjąś winę, nieprawość, uchybienie, wadę. Bo miał powiedziane, a nie poprawił, mimo upomnień.

Według mnie jest to całkiem życiowa rada.