Kobieta ma być ładna

Ostatnio na lekcji omawialiśmy tekst o Marii Skłodowskiej-Curie i jej pracy, a przy okazji mówiliśmy o innych kobietach, których odkrycia naukowe i wynalazki były ważne dla ludzkości. Każdy uczeń i każda uczennica wylosowali nazwisko danej kobiety i mieli krótko przedstawić jej sylwetkę. Dostali zdjęcie z książki „Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek” – portret i krótką opowieść, którą każde z nich miało przekazać reszcie klasy. Były więc pracownice NASA, laureatki nagrody Nobla, chemiczki, neuropsycholożki, matematyczki, badaczki… Kobiety, które zrobiły dużo, a jednak są mniej znane niż nasza noblistka. Warto mieć tego świadomość, pomyślałam.

Pewien chłopiec przedstawił swoją bohaterkę, a prezentację zakończył słowami: „I była brzydka”.

Spytałam go, jakie to ma znaczenie.

Ciekawe, że nikt nie sprawdza, czy Ignacy Łukasiewicz albo Alexander Graham Bell byli przystojni. Nikt ich nie deprecjonuje za ich wygląd. Kobieta może mieć Nobla i wpłynąć na stan medycyny na świecie, ale i tak można ją podsumować tym, że nie była ładna, więc nie jest do końca wartościowa i szkoda w ogóle o niej wspominać.

Tak jakby jej rola polegała tylko na podobaniu się innym. Tak jakby była tylko ozdobą. Wątpliwa to rola jak na XXI wiek. Przedmiot, który można oceniać, czy się podoba, czy nie, a jeśli nie, to jest bezużyteczny.

Zawsze bronię Adele, mówiąc, że wokalistka ma śpiewać i nie musi wyglądać. Argument, że to jednak show-biznes, nie do końca mnie przekonuje.

Czytam teraz książkę pt. „Obsesja piękna”. W książce pada zdanie, że nazwanie kobiety brzydką i grubą boli bardziej niż wiele innych epitetów. Marzy mi się świat, w którym kobiety na takie zdanie prychają tylko z politowaniem i mówią:
    a) To nieprawda.
    b) Może i tak, i co z tego?
    c) Nie masz innych argumentów?

  • Smutna prawda. A jeszcze ten argument: „za ładna na feministkę”…

    Ale tak dla kontrastu powiem, że przytrafił mi się niedawno 11-latek esteta, który, gdy opisywał czy to postaci męskie czy kobiece ze świata fikcji czy realnego, zawsze podkreślał, czy są ładne czy brzydkie. Np. powiedział, że Han Solo jest ładny i jego nauczycielka jest ładna, ale jego nauczyciel już jest brzydki. 😀 Niektórzy są już tak mocno wrażliwi wzrokowo, że to silniejsze od nich (co nie znaczy, że muszą za każdym razem wygłaszać wszystkim swoje oceny, zwłaszcza gdy uroda nie ma związku z osiągnięciami danej osoby) – ale to tak, jak muzycy wrażliwi na fałszywe nuty, są też na tym świecie tacy wizualni esteci mali i duzi – ważne, by byli jednak kulturalni (co u dzieci jeszcze da się na szczęście ukształtować….)

    Adele jest dla mnie bardzo kobieca i połączenie jej krągłości z mega głosem to dla mnie bajka.

    • I jeszcze argument: „kto by tam ją chciał molestować” – aż mnie trzęsie, gdy sobie go przypomnę…
      Słuszna uwaga, jeśli uroda nie ma związku z osiągnięciami danej osoby, to opinia o wyglądzie jest i powinna być prywatną sprawą opiniodawcy.

      Z drugiej strony – jeśli nam zależy na estetyce chociażby przestrzeni publicznej (precz z koszmarami architektury, szyldozą i brzydkimi reklamami), to powinno nam zależeć, żeby dzieciaki miały jakiś tam gust estetyczny… Tyle tylko, że opinia o wyglądzie nie może przesłaniać nam tego, co dana osoba sobą reprezentuje, gdyż – no właśnie – jest osobą. Ciekawe, że dla tego 11-latka również Han Solo był poddany temu „testowi na ładność”, nie tylko kobiety 😉

      • Albo: „powinna się cieszyć, że w jej wieku/przy takim wygądzie ktoś w ogóle chciał ją molestować”…

        Ten chłopiec każdego oceniał zarówno pod względem charakteru jak i wyglądu. Ale opinia o wyglądzie zawsze musiała być pierwsza! Może to naprawdę taki mały esteta. 😀 A może to kwestia tego, że na j. polskim przy opisie postaci zawsze stosuje się też opis wyglądu? (O ile jeszcze w ten sposób się pisze -nie orientuję się teraz, jakie formy wypowiedzi pisemnej obowiązują takie dzieci, Ty za to chyba coś o tym wiesz. Ja prosiłam o ustny opis po angielsku).

        Oj tak, gust estetyczny w przestrzeni publicznej powinien być kształtowany od najmłodszych lat…

        • Opis wyglądu postaci może być osobną formą pisemną, ale jest też elementem charakterystyki. Często przedstawiając postać, omawiamy, jak wyglądała i co o niej (tej postaci) sądzimy. Ale postrzeganie kogoś tylko przez pryzmat tego, jak wygląda, jest jednak mocno ograniczające…

          Myślę, że takie myślenie to nie tyle kwestia szkoły, ile bardziej ogólnej kultury i ogólnego przekazu – często w filmach kobieta jest ozdobą i ma przede wszystkim wyglądać. Kobieta dłużej się szykuje do wyjścia. Ładne bohaterki baśni są dobre, brzydkie – złe. Dzieci to widzą i kodują. „Od kobiety więcej się wymaga” – jeśli chodzi o wygląd. Sama to nieraz słyszę.

          Molestowanie przedstawione jako „nagroda” albo „komplement” – brrr! Jakie to okropne!

          • Oczywiście, że to kwestia kultury. Kobiety zawsze miały gorzej i tak jest nadal… (Tak tylko próbowałam dociec, czemu ten chłopiec aż tak do wyglądu ludzi przywiązuje wagę, ale myślę, że to już wrodzona cecha będzie.)

          • A ciekawe, jak ocenia siebie… 😉