Konstanty Ildefons Gałczyński o puencie

Odnośnie niedawnego wpisu i jego bolesnego zakończenia znalazłam ostatnio odpowiedni fragment u K.I. Gałczyńskiego:

Gdzie tu jest pointe'a? Naturalnie oczywiście, że tu nie ma pointe'y. Ale ja twierdzę, Panie Redaktorze, że pointe'a jest typową literacką trwogą literackich wałachów i kundlów. Oni uważają, że na końcu opowiadania musi być zawsze błyskotliwe powiedzonko à la "Przekrój". To nieprawda. Nie należy w ogóle być błyskotliwym. Należy być banalnym, na początku opowiadania banalnym, w środku opowiadania banalnym i przed zakończeniem opowiadania banalnym. A na końcu należy wziąć forsę i iść do domu.

Póki co nikt mi za moje braki puenty nie daje pieniędzy i zapewne długo nie da, ale powyższe słowa dają mi pewną dozę pocieszenia.

mag-kig

Fotografia Czarodzieja stąd.

Źródło cytatu: Konstanty Ildefons Gałczyński, "Proza", t. 4, Wyd. Czytelnik 1979, s. 206.

  • Marta Jafernik

    Obawiam się, że ja osobiście cały czas próbuję być błyskotliwa, co oczywiście zazwyczaj skazane jest na niepowodzenie. Może to kwestia wrodzonej i wrednej ambicji, że jest mi z tym źle, ale przychodzi mi również, pewna myśl do głowy, że owe banalne podejście, jest dostępne tylko pewnemu typowi ludzkiemu – tzw. „NIEPRZEJMOWACZOWI” (to ten ze zdjęcia np.) Cechy tego typa 😉 są raczej genetycznie nieosiągalne dla mnie. Jedyna szansa w… kształceniu ustawicznym ;D. Otoczona Czeremchami na co dzień i od święta, będę chłonąć zdrowe podejście do życia i miejmy nadzieję wejdzie mi ono w nawyk, a chroniczne pragnienie bycia doskonałą, będę mogła pokonać o tak: RACH-CIACH! A teraz… wracam do roli P.P.P.D. (Prawie Perfekcyjnej Pani Domu)