Krótki wpis o obfitości

„Jeśli coś jest do wszystkiego, to jest do niczego”. Pamiętacie ten tekst babci z reklamy wybielacza? Kiedyś mój młodszy brat użył tego jako świetnej riposty i zamknął usta nauczycielce.

Otóż przywołuję dzisiaj to zmierzchłe stwierdzenie, by z nim popolemizować. Ponieważ się z nim nie zgadzam. Zwłaszcza jeśli mówimy o ludziach, nie o wybielaczach. Na temat wybielaczy nie mam zdania.

Imponuje mi obfitość – zainteresowań, działań, przestrzeni tworzenia. Imponuje mi, jeśli ktoś ma wiele zawodów. Imponuje mi twórca, który zajmuje się wieloma dziedzinami sztuki: Tove Jansson była malarką, pisarką, ilustratorką. Aga Kozak – dziennikarka, mentorka, kulturoznawczyni, terapeutka, amerykanistka… Długo by wymieniać. Zresztą to właśnie Aga Kozak mówi o obfitości. Tutaj. Do tej pory pamiętam panią, która prowadziła warsztaty dla nauczycieli, polonistka, która się przekwalifikowała i teraz zajmuje się głównie teatrem. Albo inny przykład: moja koleżanka, która skończyła malarstwo na ASP, przez długi czas projektowała torebki, a teraz robi świetne fotografie.

Zawsze trochę boję się sytuacji, kiedy to dana osoba robi wiele rzeczy, ale nic nie robi dobrze. Kiedy zajmuje się czymś po łebkach, bo łapała wiele srok za ogon. Czasem i tak bywa.
Ale ta obawa nie przeszkadza mi w podziwianiu tych, dla których jedna dziedzina i jedna etykietka – to za mało.

Albowiem szczęśliwi ci wszechstronnie utalentowani, a co więcej – ci, którzy odważą się mnożyć swoje talenty. Oni zajmują w moim serduszku specjalne miejsce.