Kto to jest święty?

Dzień Wszystkich Świętych sprzyja rozmyślaniu na temat świętości w ogóle. Temat to ważny i złożony, powstało na ten temat wiele książek i artykułów. Chciałabym poruszyć kilka ważnych dla mnie aspektów i zebrać w jednym wpisie różne myśli pałętające się w głowie od wczoraj.

Zacznijmy od definicji, czyli od początku. Święty według nauki Kościoła katolickiego i prawosławnego to osoba, która poszła do nieba i tam oręduje za nami nieborakami, którzy zostaliśmy jeszcze na ziemi. To wzór do naśladowania i przykład życia blisko Boga. Protestanci odrzucili naukę o orędownictwie świętych, mając na uwadze tekst z Pisma Świętego o tym, że to Jezus jest jedynym pośrednikiem (o, ten).

Wszyscy są święci?

Mój kuzyn powtarza, że dzień Wszystkich Świętych to radosne święto nas wszystkich. Zapewne nawiązuje tu do tradycji pierwszych chrześcijan, bowiem w I w. n.e. świętym nazywano każdego członka gminy chrześcijańskiej. Więc sąsiad na agapie już mógł być nazwany świętym, chociaż może przyszedł trochę za bardzo pod wpływem wina (por. 1 Kor 11, 17-20). Tak więc świętym jest każdy ze wspólnoty, wierzący w Chrystusa i przezeń zbawiony.

Czasem mówi się też o tym, że ktoś umarł w opinii świętości. Cóż, zapewne to jest chwalebna rekomendacja, tyle że opinia świętości zmieniała się bardzo od czasów Jezusa do dziś.

Święty dawniej

Średniowiecze dodało świętym różne brzemiona – wzorce parenetyczne głosiły, że aby osiągnąć bramy nieba, można np. wyrzec się swojego majątku, stracić zdrowie i unieszczęśliwić rodzinę, zamieszkać na odludziu, pościć przez okrągły rok, pozostać na zawsze dziewicą, włączając w to żony. No i nie wypadało śmiać się głośno, bo to nieprzyzwoite i w ogóle szatańskie. Maryja nigdy się nie uśmiechała, czytamy w apokryfach z tego czasu, a i uczeni mnisi z "Imienia róży" prowadzą debatę, czy Jezus się uśmiechał. Franciszkanie byli za, ale wiadomo, że święty Franciszek to jednak był wariat.

Bardzo często męczennicy niemal automatycznie byli uznawani za świętych. W końcu poświęcili swoje życie, by krzewić wiarę w Boga prawdziwego, wierzono. Mam wrażenie, że takie podejście stwarzało pole do nadużyć. Byle awanturnik, prowadzący życie łupieżczo-grabieżcze, w którymś momencie życia mógł zdecydować się na taką wyprawę, przy czym najmniej chodziłoby mu o Boga czy bliźniego.

Kawałek świętego

Od średniowiecza przez bujny kult barokowy przewijał się także temat relikwii. Tylko go tutaj delikatnie zaznaczę, bo zdaję sobie sprawę z złożoności tej kwestii.

Kult świętych miał wtedy [w średniowieczu] ogromne znaczenie w życiu państw i społeczeństw. Posiadanie przez władcę ważnych relikwii (łac. "resztki, szczątki"), czyli doczesnych szczątków zmarłych świętych lub przedmiotów należących do nich za życia, podnosiło automatycznie rangę monarchy i podkreślało świętość królewskiego urzędu.

Źródło: tutaj.

Natomiast barok bardzo pięknie traktował świętych – stawiał ołtarze, rzeźbił pomniki, czcił szczątki. W czasach kontrreformacji szczególnie podkreślano to, co odróżnia katolików od protestantów. Myślano sobie tak: oni nie uznają świętych, to my dalej! Tu relikwie, tu ołtarz boczny, tu rzeźba i posąg, tu skrzynka z palcem, a tu kawałek krzyża czy korony cierniowej. Oni mają skromne i niemal puste świątynie, to my dołóżmy jeszcze trochę złota i ze trzy aniołki.

Święty na miarę czasów

Po śmierci życiorys osoby, która "zmarła w opinii świętości", jest poddawany szczegółowym badaniom. Trzeba wykazać "heroiczność cnót" oraz wstawiennictwo, czyli jakiś cud za pośrednictwem właśnie tej osoby. Mam wrażenie, że święci tak ukazani nie mają możliwości bycia zwyczajnymi ludźmi.

Augustyn, Franciszek czy Wojciech dzisiaj chyba nieprędko zostaliby uznani za świętych. Augustyn i jego życie erotyczne, Franciszek – hipster, szpaner i bananowy chłopiec, po nawróceniu zachowywał się skandalicznie (publicznie rozebrał się do naga, grał na patykach jak na skrzypcach, wygłaszał do zwierząt homilie). Wojciech właściwie dał się zabić. Analiza jego kilku żywotów spisanych w średniowieczu ukazuje, jak to z ofermy potykającego się na schodach urósł do rangi męża świętego i roztropnego, misjonarza, który stawił czoła Prusakom. Takiego też patrona przyjęła Polska, taki patron na miarę czasów, niezłomna ostoja chrześcijaństwa.

Św. Józef w średniowiecznych przedstawieniach był obśmiewany jako niedołężny starzec i łamaga, który zupełnie nie orientuje się w sytuacji. Dopiero niedawno stał się patronem rodziny, opiekunem, wzorem mężczyzny. Maryja w średniowieczu przede wszystkim była rozmodlona i milcząca (zero uśmiechu), dziś podkreśla się jej praktyczność, gospodarność i zorganizowanie. Nie mamy zbyt wielu dowodów na to, jaka faktycznie była ta para. Twierdzę jednak, że zależnie od czasów i potrzeb podkreśla się czy nawet nieco nagina niektóre cechy czy fakty z życia tych osób. Czyli święty jako wzorzec to ciągle aktualne zapotrzebowanie.

Święty jak z obrazka

Idealizacja świętego dotyczy nie tylko uładzania jego życia, ale także wizerunku. Prym w tym wiodą obrazki kanonizacyjne, np. Jerzy Popiełuszko czy Teresa z Lisieux, której całkowicie zmieniono rysy twarzy. Dzisiejsze wybryki photoshopowe na okładkach pism to pikuś w porównaniu z niektórymi portretami świętych.

Święta dziewica, święta mężatka, święty patriota

Myślę, że Kościół Katolicki w przyznawaniu opinii świętości faworyzuje osoby duchowne i dziewice. Mówi się, że Jan Paweł II zmienił trochę tę tendencję, beatyfikując np. Joannę Berettę Mollę (dla mnie mimo wszystko dość kontrowersyjną) czy parę małżonków.

Świętość w różnych krajach powiązana jest też często z patriotyzmem, mimo że chrześcijaństwo samo w sobie jest apolityczne i generalnie panuje zasada, że "nasza ojczyzna jest w niebie". Mimo to obserwujemy takie zjawiska, jak kult św. Stanisława, którego szczątki według legendy zrosły się tak, jak zrosła się Polska po rozbiciu dzielnicowym, czy męczeństwo ks. Popiełuszki jako ważny składnik solidarności Polaków.

Opinia świętości

Wspomniałam wcześniej, że opinia świętości jest zależna od czasów. Nie trzeba szukać daleko. Nasze babcie mają na pewno inny ideał świętości niż my. Generalnie chodzi o osobę żyjącą blisko Boga, ale to doświadczenie jest różnie rozumiane. Ja sama nieraz czuję zgrzyt, gdy spotykam osobę rozmodloną i deklarującą się jako wierzącą, która nie szanuje swoich bliskich i odnosi się pogardliwie do innych ludzi.

A gdyby tak zapytać siebie, czy znamy kogoś, kogo typujemy jako przyszłą osobę świętą? Kto według Ciebie pójdzie niemalże prosto do nieba? Kogo Bóg przyjmie bez wypełniania testu na świętość? Część osób wymieni mamę tatę czy teściów, część pomyśli o znajomej ciężko chorej osobie, która mimo to zachowuje pogodę i spokój ducha, część o takiej, która jest ewidentnie dobra i tą cechą kieruje się w codziennym obcowaniu z innymi. A kto jest świętym według Ciebie?

  • Myślę że Święty, to osoba, która pomimo tego że potyka się na drodze do świętości, walczy aby stawać się lepsza i lepiej kochać innych 😉

    • Dzięki za komentarz. Taka definicja w sumie pasuje i do dawnych świętych :)

  • Mariusz

    A czy Bóg jest związany naszymi ustaleniami świętości? Czy np. Joanna d’Arc po zamordowaniu jej była świętą od razu czy dopiero po 24 latach, gdy ją rehabilitowano?

    • Bóg wiedział od razu, ale Kościół katolicki musiał trochę to przemyśleć.

      • Mariusz

        Szkoda, że nie przemyślał zanim stała się żywą pochodnią.

        • Marta Jafernik

          Szkoda… te nasze ludzkie ograniczenia, małostkowość, wieczne pragnienie zamknięcia wszystkiego w ramki… A co do tego, kim są święci dla mnie… chyba to osoby, które swoim zachowaniem, słowami, sprawiają, że chcę być lepsza, pragnę być bliżej Niego. Kiedy widzę, że to co mówią, ma lub miało przełożenie w ich życiu, konkretnych wyborach. Mam też wewnętrzne osobiste przekonanie, że są to osoby, które mają w sobie wiele pokory, wiele wyrozumiałości, nie osądzają innych, poszukują Go, trwają na modlitwie. Takie, które zmagają się ze swoimi niedoskonałościami, ale ciągle powstają, bo wciąż stawiają na Niego w sobie. Są częścią Jego odbicia. Dla mnie żyją także wśród nas. Myślę, że nawet paru miałam szczęście spotkać ;). Jeśli chodzi o Kościół, cóż… staram się nigdy nie uzależniać mojej relacji z Bogiem, od nietrafionych, krzywdzących, przypadków katolickich księży, czy zdeklarowanych, ale „dziwnie” zachowujących się katolików. Modlę się za nich i za siebie, aby być ponad to i żebym również, nie stała się powodem zwątpienia. Wierzę też, że Boża Miłość jest tak niewyobrażalnie wielka, że na próżno mi przewidywać, kto zazna w Nim wiecznej radości i chwały. Myślę, że niejedno może mnie zadziwić, a może zawstydzić?;)