Marzenia z terminem ważności

Trzymasz je w domu na półce wysoko w szafie albo pod łóżkiem za butami. Co jakiś czas wyciągasz i odkurzasz wieczko mocnym podmuchem i kawałkiem rękawa. Pewnego dnia kątem oka spostrzegasz datę ważności. Ze zdziwieniem stwierdzasz, że już minęła. To, co było w środku, spłowiało i zbutwiało. Można to wyrzucić, bo zetlałe kruszy się w rękach.

Mniej więcej tak samo czułam się, kiedy spełniałam marzenia za późno. Niektóre marzenia mają termin ważności.

Za późno

Chciałeś/chciałaś pojechać do marokańskiej Legziry zobaczyć skalne łuki? Za późno, zawaliły się. Chciałeś/chciałaś zobaczyć niezadeptaną Islandię? Trzeba było lecieć dekadę temu. Miejsca się zmieniają, ulegają zniszczeniu, a to, co sobie wyobrażaliśmy, zmienia się szybciej niż nasze decyzje. Decyzje o odłożeniu na potem, czasem na wieczne nigdy.

W 2010 roku poleciałam do Irlandii. Romantyczne marzenia o Szmaragdowej Wyspie zderzyły się z rzeczywistością, gdzie co drugi napotkany człowiek to Polak, na pastwiskach więcej krów niż owiec, a zielone wzgórza wypłowiały od mocnego słońca. Każdy pytał, czy przyjechałam do pracy i dziwił się, że jednak na wakacje. Nie była to Szmaragdowa Wyspa z moich licealnych marzeń i rojeń.

Za wcześnie

Z drugiej strony są marzenia niedojrzałe jak zielone jabłka lub twarde awokado. Gdybym wydała książkę, którą dziesięć lat temu wysłałam na konkurs literacki, dzisiaj chowałabym się ze wstydu. Dobrze, że pisałam ją pod pseudonimem. Bolałam nad niezrealizowanym marzeniem, ale teraz uważam, że stało się najlepiej. Wolę debiutować czymś innym niż tamta powieść – ówczesny szczyt moich możliwości pisarskich.

Nigdy

Najdalej na półce albo zapomniane pod łóżkiem są pragnienia z założeniem niespełnienia. Takie, o których chcielibyśmy zapomnieć. Pragnienia redukowane, bo i tak się nie uda, więc po co się gryźć tymi porywami serca, pragnieniami i tęsknotami. Co jakiś czas do nich wracamy i uwierają nas jak metka na karku bluzki.

Kilka lat temu w ramach poprzestawania na małym uznałam, że to, o czym marzę i do czego dążę, nie jest ważne i spokojnie mogę z tego zrezygnować, by mieć – właśnie – spokojne życie. Ale gdy popukałam się w głowę i wróciłam to tego, co "zawsze chciałam", zobaczyłam, ile to daje radości. Nawet najmniejsze rzeczy. A potem coraz większe.

***

Zajrzyj dzisiaj do tego pudełka z marzeniami. Spisz je, wykreśl, podkreśl, zaznacz wykrzyknikiem. Być może właśnie teraz jesteś między "jeszcze zdążę" a "już za późno". Zrób coś z nimi przed upływem ich terminu ważności.