Mój mąż mi zupełnie nie przeszkadza

Nawet się nad tym dawniej zastanawiałam: jak to jest z małżeństwem samotnika albo (w wersji idealnej) dwojga samotników. No bo jak się czuje samotnik w małżeństwie, kiedy ktoś ciągle ci się plącze po mieszkaniu. Czy nie ma się go dość.

***

Co jakiś czas mam napady eskapizmu. Bardzo lubię samotne spacery po mieście, siedzenie w pustym domu, w pustej sali lekcyjnej przed lekcjami lub po nich. Słuchanie swoich kroków na pustym korytarzu. Na studiach doszłam do etapu, w którym wolałam chodzić sama do kina niż iść ze znajomą i potem od razu zagadywać wrażenie, jakie film na mnie wywarł. Chciałam również uciec od wszystkich ludzi.

Do tej pory fascynują mnie zakony zamknięte, choć obecnie preferuję raczej towarzystwo mieszane niż zamknięcie z samymi kobietami. Ot tak, dla zdrowego dystansu.

***

Cóż. Potrzebuję dużej dozy samotności, ale chyba znalazłam kogoś podobnego sobie, więc jakoś się w tym rozumiemy. Idealną symbiozą jest bycie obok, każde przy swojej pracy. Nawet jeśli mogłabym ze swoją pracą iść do innego pokoju, i tak wolałabym siedzieć obok niego.

Mój mąż zupełnie mi nie przeszkadza.

Można sobie razem pomilczeć albo luźno wymieniać myśli. Obecnie słuchamy sobie razem muzyki, ja piszę tekst, on pracuje.

Ta wspólnota jest wyważona i komfortowa. Dyskretna obecność.

Samotność mi nie doskwiera.