Nauka odpoczywania

Chwilę mnie tu nie było, bo zawaliłam się robotą po uszy. Po koniuszek mojego długiego nosa. I przestałam się wyrabiać. Nie ma sensu się nad tym rozwodzić, w dzisiejszych czasach wielu ludzi jest przepracowanych, więc wiecie, o czym mówię. Skupmy się na przyjemnościach, ponieważ…
Te czasy chwilowo minęły i przyszedł urlop. Zaczynam odzyskiwać swoje życie i swój czas.

Najpierw trzeba odespać zarwane noce. Wykreślić z głowy i języka wszystkie „muszę” i „powinnam”. Uspokoić kroki i zwolnić. Zacząć wychodzić z domu, spacerować, ruszać się.
Potem można zacząć robić coś kreatywnego i uspokajającego. Dla mnie czynnościami łączącymi te dwie rzeczy jest po pierwsze gotowanie, a po drugie – malowanie. Co prawda nie znam się na malowaniu i w praktyce wygląda to jak mieszanie farb bez ładu i składu, ale skoro to uspokaja i cieszy, to nie widzę powodu, dla którego miałabym tego nie robić.

obraz

Mam na liście zaległe filmy i seriale, a na biurku książki, które czekają na przeczytanie. I są to książki, które chcę przeczytać (w moich obu pracach czytam książki, które muszę przeczytać. Znowu to przeklęte słowo „muszę”).

Po trzecie – spotykanie się z dawno niewidzianymi ludźmi. Tęsknię za ludźmi i jestem ich ciekawa.  Tym bardziej cieszy, jeśli mogę ich zobaczyć twarzą w twarz, a nie przez Zoom czy Messenger.
Daję zatem odpocząć mojej głowie, by wróciły do mnie słowa. Słowa na Czeremchową i słowa do książki.