Nie mogłabym żyć w najmniejszym państwie świata

W rozmowie znajomy rzucił: „To jest postać z Wiedźmina II, ale to pewnie wiesz, bo Twój mąż w to gra”. I był szczerze zdziwiony tym, że nie wiem.

Cóż, nie zaglądam mu przez ramię, gdy gra. Zresztą, patrzenie, jak ktoś gra, uważam za dość bezsensowne zajęcie. Co innego grać razem czy grać w tę samą grę, a potem móc o tym porozmawiać.

I owszem, mąż czasem mi opowiada albo pokazuje ciekawe fragmenty. Czasem się dzieli cytatami i wysyła linki do artykułów. Czasem opowiada o jakimś wyjątkowo ciekawym zleceniu.

Ale!

Nie wiemy o sobie wszystkiego. Co więcej – uważam, że tak jest lepiej.

„Mam męża, nie potrzebuję przyjaciółki”

Jest taka piosenka „Najmniejsze państwo świata”. Tylko ty i ja. Poza nami dzisiaj nic się nie liczy… tak to leci.
I gdy tak sobie o tym myślę, to chyba szybko musiałabym wyemigrować z takiego państwa, bo inaczej udusiłabym się, zwariowałabym.

Znam takie dziewczyny, które zerwały przyjaźń, bo znalazły faceta. A z kim pójdą na kawę, jeśli się z tym facetem pokłócą? Z kim chcą pogadać o swoich sprawach, których żaden mężczyzna nie zrozumie? Ot, choćby dlatego, że nie ma okresu, nie urodził dziecka czy nie rozróżnia kolorów.

Są pary, które pracują ze sobą i są razem dwadzieścia cztery godziny na dobę. Ja bym tak nie potrafiła. Muszę mieć kawałek życia dla siebie, swoją samotność, swoją przestrzeń. Musi być miejsce na osobność moją i jego. Na życie moje i jego plus życie razem.

I owszem, jak każdy związek mamy swoje rytuały, teksty i konteksty, które rozumie tylko nasza dwójka. Mamy swoje wspomnienia, swoje plany. Ale chyba oboje potrzebujemy sporo przestrzeni i niezależności.

O, choćby poglądy na temat tego, czym powinniśmyśmy się zająć i co powinno być naszym priorytetem. Mąż mi radzi (zapewne całkiem słusznie), bym dokończyła etymologiczny słownik inwektyw, ale ja mam w głowie przede wszystkim powieść obyczajową. Ja radzę mu robić portrety, a on woli kolejne zdjęcie mgły o wschodzie słońca. Niech mnie nie słucha i robi swoje. Na pewno mu to wyjdzie na dobre.

„Zaskocz mnie”

Nie muszę opowiadać, że między pracą, a przed szkoleniem poszłam na kawę. On i tak nie zapamięta, z czego jest to szkolenie albo jak ma na imię koleżanka, która mi towarzyszyła. Tak jak nie wie, jakie tematy omawiam z uczniami na zajęciach. To jest moja przestrzeń i kawał mojego świata, mojego życia. Muszę mieć coś swojego. Nie chcę przynosić pracy do domu, roztrząsać, omawiać, przeżywać, rozgrzebywać.

Tak jak on nie musi mi opowiadać, co po kolei robił w pracy. Nie mam zamiaru wiedzieć o nim wszystkiego. Wręcz przeciwnie. Nie chcę myśleć: niczym mnie nie zaskoczy; znamy się jak łyse konie; i tak wiem, co chce powiedzieć.

Wszystko nie może być wspólne.

Żyjąc w najmniejszym państwie świata, prędko może się okazać, że brakuje nam tlenu.