Nie mów o mnie źle

Widziałam to na własne oczy. Najpierw zakochana para studentów, która całuje się gdzieś za kotarą, wpatrzona w siebie, nierozłączna. Wspólne zdjęcia w parku, romantyczne listy. Parę lat po ślubie potrafią o sobie mówić z przekąsem: bo on jest nieudacznikiem i przynosi ochłapy zamiast wypłaty, a ona z kolei jest zrzędą albo beksą, nie dba o siebie albo dba za bardzo, no i w ogóle największym nieszczęściem mężczyzny jest małżeństwo. Gdyby był kawalerem, byłby szczęśliwy. A tak to nie jest.

Czuję się zniesmaczona i oszukana, kiedy tego słucham. Obiecałam sobie, że nie będę tak robić.

Czasem uważam, że mam solidne i niezaprzeczalne powody, by narzekać, ale to jest Człowiek, Którego Wybrałam, więc chcę się skupiać na tym, co dobre. Czasem trudno go nawet lubić, a co dopiero kochać. Ale mam świadomość, że mnie też jest trudno lubić i kochać, a mimo to on chce ciągle i na nowo próbować, a w dodatku całkiem nieźle mu to wychodzi.

To my kreujemy wizerunek naszego współmałżonka. Jeśli wszystkim będę mówiła, że mój mąż jest nieudacznikiem, to jakie wystawiam mu (i sobie) świadectwo? Wolę opowiadać, że jest oczytany, dzielny i utalentowany. Staram się pamiętać, za co go pokochałam.

157-cienie