O niezapowiadaniu wizyt

Zaczęło się od tego, że mieliśmy po południu odwiedzić moją teściową, bo akurat dzisiaj ma urodziny. Czasem zdarza się, że wpadamy z niezapowiedzianą wizytą, a teściowa krząta się, miota i kłopocze: „Ja taka nieprzygotowana”, „Bo co tak siedzimy o pustym stole”, „A może chociaż herbata?”. Bo gospodyni zawsze musi czymś poczęstować. Bo zła to gospodyni, od której goście wychodzą głodni. Znam to dobrze.

(Mam wrażenie, że niektóre matki nigdy nie wychodzą z roli matek karmiących.)

(Ba, sama na wieść o wizycie najpierw obmyślam jadłospis).

Niby dlaczego trzeba się zapowiadać, gdy chce się odwiedzić własną matkę? Nie wiem, być może to zbędna kurtuazja i niezłe mecyje, ale z drugiej strony rozumiem, że ludziom jest głupio i nie powinno się ich stawiać w niekomfortowej sytuacji. Trzeba im na pewne rzeczy pozwolić – na przykład na komfort bycia skrzętnie przygotowaną gospodynią. Na komfort podania ciastek czy mandarynek. Nie dlatego, że ja przyjadę tam się najeść, ale dlatego, że jej będzie milej i będzie się lepiej czuła, jak coś poda.

Rozmawiałam dzisiaj z pewnym jegomościem, który wspominał: „A przecież kiedyś nie było telefonów i ludzie często wpadali z niezapowiedzianą wizytą”. Nic wielkiego się nie stało, ludzie odwiedzali się wzajemnie i te wizyty były niezobowiązujące, spontaniczne. Przecież nie mogli napisać SMS-a.

Ludziom jest głupio, kiedy nie mają co dać.

Kiedy chciałam pozbyć się kilku książek, do których nie będę już wracać, słyszałam kilka propozycji, co mogę dostać w zamian. Sęk w tym, że nie chciałam nic w zamian – próbowałam zyskać nieco miejsca na półce.

Ludziom jest głupio brać coś za darmo, więc muszą znaleźć sposób na odwdzięczenie się, bo dar będzie ich męczył jak zaciągnięty dług. Będzie męczył i parzył, doskwierał i kłopotał. Jak ten pusty stół, przy którym siedzą goście, choć przecież nie powinni.

 

  • Ja jednak wolę się zapowiadać. :) Dla obustronnego komfortu. :)

    • To ważny głos w dyskusji, dzięki :)