O siedzeniu przed ekranem

Tak, moi Państwo, siedzę przed ekranem całe dnie. Najpierw zdalne lekcje (bywa i sześć, i siedem dziennie), potem przygotowanie lekcji (tu komputer) i wysyłanie na iPada. Następnie fotografowanie podręczników, kadrowanie, robienie z tego pdf-ów i wrzucanie ich do plików Zooma. Sprawdzanie zeszytów (uczniowie wysyłają mi zdjęcia), prac literackich i projektów (plastycznych, zadań z lektury). Tworzenie filmików. W międzyczasie telefon, ktoś pyta o coś na grupie albo robię zadania w aplikacji do nauki języka.

Działam na trzy ekrany i około osiemnastej mam dość, ale to się nie kończy. Pisanie nowych tekstów na warsztaty, książki, redakcja cudzych powieści, gdzieś w międzyczasie copywriting.

Poza tym zdarza się, że mam popołudniowe zebrania albo nawet i szkolenia.

I jeśli ktoś mi ramach rozrywki proponuje live na Instagramie albo spektakl na żywo, to ja mam trochę dość. Wiem, że ci wszyscy twórcy chcą dobrze. Że chcą coś zrobić, dać namiastkę tej rozrywki, którą by nam ochoczo dali, gdybyśmy mogli tylko do nich wyjść. Tylko że ja nie daję rady z tego wszystkiego korzystać. Zdarza się, że nakładają się na siebie terminy live'ów ulubionych twórców.

Nie dam rady wszystkiego obejrzeć, skonsumować, przetrawić. Przebodźcowana i otoczona technologią (taka praca, takie życie).

Dlatego trzeba korzystać z chwil i uciekać od tego. Ostatnio spędziłam pół dnia w lesie, który sięga mi do pół łydki – a najbardziej ambitne egzemplarze nawet i za kolano. Podziwiam koleżanki chodzące codziennie na spacer. Niby taka mała rzecz, ale tak drogocenna w tych dziwnych czasach.

  • Live’y to w ogóle niezbyt szczęśliwy IMO format. Zaczyna się tymi samymi pytaniami, tj. „Halo, czy mnie słychać?”, a i właściwa część programowa jest przetykana zwrotami „Hm.., a jak tam pytania na naszym czacie?”. Do tego dochodzą problemy techniczne, słabe audio, wątpliwej klasy bitrate wideo i efekt jest taki, że live marnuje czas odbiorcy. A popularność live’ów jest popychana tylko jednym czynnikiem – tym, że to względnie świeży format i przesadnie wspierany zasięgami przez wydawców (np. FB). Szkoda czasu i energii.

    • Marnuje czas, a z drugiej strony przykuwa o określonej godzinie do urządzenia. Tego nie lubiłam w tv (cenię sobie, że w necie wybieram film i serial, mogę zrobić pauzę i nikt mi nie narzuca, co i kiedy mam oglądać albo nie wtrąca mi reklam w środku), więc i tu mnie drażni.