O, to już koniec roku!

Po czym poznać, że zbliża się koniec roku? Po podsumowaniach w internecie.

A, przepraszam, najpierw było zlecenie na szybko, bo „musimy rozliczyć tegoroczny budżet”. Potem dopiero podsumowania: głosowanie w Ubieraj się klasycznie („Jak to, już???”), nowo wybrane młodzieżowe słowo roku (nieszczęsne iksde jest w naszej świadomości już od roku, niechże zostanie zapomniane i przykryte… chociażby prestiżowym dzbanem), przymierzanie się do Paździerzy Roku u Sfilmowanych.

No i przyszły kartki świąteczne.

Nie wiem, na czym polega fenomen grudniowych podsumowań (dla mnie to trochę sztuczny podział) – być może chodzi o to, byśmy się zatrzymali i pozwolili sobie na chwilę refleksji. Byśmy żyli bardziej świadomie, przypatrzyli się swoim decyzjom i ich skutkom. Docenili, ile mamy. Ludzi, którzy są blisko i na których możemy liczyć. Zdrowie. Pasje. Wymarzony dom.

Przyznam, że nie mam dalekosiężnych i spektakularnych planów i każdy rok wydaje się ostatni, ale chyba pierwszy raz w życiu przywitam z radością to, co wraz z nim przyjdzie.