Oddajcie mi mój mózg

Spotkałam mózgożercę. Nazywa się pracoholizm.

Ale od początku.
Wzięłam na siebie dużo (za dużo) pracy i podkręciłam tempo. Na nic innego nie starczało czasu ani wytchnienia. Przestałam mieć pomysły. Przestałam mieć chęć. Przestałam się inspirować. A to już jest gruba przesada.

Poświęcanie życia dla pracy samej w sobie nie ma sensu, ale poświęcanie czasu i energii na to, by robić swoje rzeczy jak najlepiej i żeby dać jak najwięcej wartościowych rzeczy ludziom, których się lubi – to już ma sens.
Byleby się w tym nie zatracić.

***

Obecnie trwa proces odzyskiwania mózgu.
Restartuję system. Odciążam. Dopuszczam do głowy inne myśli niż tylko te o pracy.
Poczucie wyjałowienia i intelektualnego wyeksploatowania to tylko etap przejściowy (do którego jednakowoż sama doprowadziłam, niechcący).

Będzie bez puenty, bo restartowanie trwa.
Może w następnym tygodniu pojawi się jakaś błyskotliwa myśl. Na razie cieszę się, że w ogóle jakaś myśl się pojawia. Oby tak dalej.