Opinie bliskich się nie liczą

Sytuacja pierwsza.
Daję do przeczytania mężowi tekst przed wysłaniem na konkurs, bo jego opinia jest dla mnie ważna, a potem mówię komuś, że pochwalił pomysł i dał zielone światło do wysłania. Ktoś na to odpowiada: może po prostu nie chciał ci sprawić przykrości?
Nie, tak to u nas nie działa. Jeśli ktoś tak myśli, to nie zna mojego męża. Ja znam i wiem, że mogę liczyć na szczerą opinię – jeśli go pytam, to muszę być gotowa na odpowiedź, która mi się nie spodoba. Z drugiej strony on pokazuje mi swoje projekty i czeka na to, że otwarcie mu powiem, czy jest dobry albo co wygląda źle i dlaczego. Po to pytamy. Nie chcemy głaskania się po głowie i fałszywych grzecznościowych pochwał.

Sytuacja druga.
Idę obejrzeć spektakl autorstwa córki mojej koleżanki. Znam się na dykcji, umiem rozpoznać dobre aktorstwo, doceniam dobrze napisany scenariusz i profesjonalizm. Potrafię też rozpoznać słabiznę.
Szczęśliwie okazało się, że spektakl miał wiele zalet i nie omieszkałam o tym powiedzieć jego twórcom. I owszem, wszyscy cieszyli się z opinii osoby postronnej, ale tylko do momentu, w którym dowiedzieli się, że jestem koleżanką mamy.
No, skoro to koleżanka mamy, to jej opinia się nie liczy, bo na pewno pochwaliła z grzeczności.
Czyli rozumiem, że grzeczność jest pojmowana jako zakamuflowana nieszczerość. Opinie grzecznościowe mogę więc od razu wyrzucić do kosza – jeśli są nieszczere, to dla mnie są bezwartościowe.

Opinie bliskich się nie liczą, bo to bliscy i muszą tak mówić… W jakim świecie żyją ci, którzy w to wierzą? W lukrowany świat, w którym słyszy się tylko pochwały, a każda krytyka to oznaka chamstwa i hejtu? Osobiście chciałabym wiedzieć, co w mojej pracy można poprawić, co jest słabe, a co niezrozumiałe. Jeśli nie powie mi tego bliska osoba, to usłyszę to od obcej. A wolę od bliskiej.

Z drugiej strony szczera pochwała z ust osoby wymagającej naprawdę znaczy o wiele więcej niż opinia kogoś, kto i tak zawsze chwali, bo tak wypada.