Wegetarianizm a sprawa boczku

Szanuję wegetarian i wegan. Często korzystam z przepisów Jadłonomii, mam książki wege. Podoba mi się kreatywność w tworzeniu potraw i nowe wykorzystanie dobrze znanych warzyw (pietruszka pieczona w kaparowym sosie!), dzięki wegetarianom poznaję nowych kuchennych przyjaciół takich jak choćby ciecierzyca. Sympatyzuję, podziwiam, inspiruję się.

Nie muszę jeść mięsa codziennie. Raz czy dwa razy w tygodniu spokojnie mi wystarcza, a podstawę mojej diety i tak stanowią warzywa i owoce. Nie mogłabym być weganką, bo uwielbiam nabiał. Wychowałam się w rodzinie Pana Mleczarza, jako dziecko spijałam piankę z ciepłego świeżego mleka. W lodówce mojej mamy jest zawsze gęsta kwaśna śmietana domowej roboty, a latem króluje zsiadłe mleko. Ale nie jestem wegetarianką i nie zamierzam przejść na wegetarianizm.

Uważam posiłek za coś jednoczącego. W dzisiejszych czasach wielu ludzi nie je określonych produktów, czy to ze względu na zdrowie, dietę czy postanowienie. Rozumiem to, ale trochę szkoda, że nie wszystkich można poczęstować ciepłą drożdżówką, jajecznicą czy boczkiem.

***

Przychodzi mi na myśl kilka posiłków, w których wspólne jedzenie mięsnego posiłku ma jakieś znaczenie.

1. Sobotni poranek, kiedy mąż robi nam jajecznicę na boczku. Boczek wędzony musi być. Pachnie w całej kuchni, jest relaks, odpoczynek, a jajecznica jest zawsze na najwyższym poziomie.

2. Niedzielne obiady z teściami. Teściowa robi świetne gulasze, teść kurczaka z rusztu i schab w warzywach. Siadamy razem, jemy i oglądamy telewizyjne bzdety, tak jak większość polskich rodzin o tej porze.

3. Potrawy z okolic, z których pochodzę: zalewajka na słoninie lub podgardlu, świąteczny kugiel (ziemniaki zapiekane z żeberkami i innymi kawałkami wieprzowiny). Żurek na kiełbasie. Uwielbiam.

4. Jajka sadzone i chrupiące zapiekane plastry boczku w gościnie u naszego kuzyna-przyjaciela. Przy okazji polecam genialne połączenie syropu klonowego z takim smażonym boczkiem. Syrop z Kanady dawno się skończył, ale wspomnienie smaku pozostaje żywe do dziś.

5. Smakowanie mięsnych potraw w podróży, np. obfite irlandzkie śniadanie czy hot-dogi w Szwecji, zapiekane na ruszcie w kuchni oświetlonej świeczkami.

6. Kiełbasa i boczek (kolejny raz!) z ogniska. Wraz z przyjaciółmi praktykujemy rozpalanie ogniska o każdej porze roku. Zawsze jest przyjemnie i zawsze cieszymy się, obracając skwierczące wędliny na kratce podpartej na kamieniach albo prościej, na patyku.

7. Świeże, jeszcze ciepłe wędliny, które mój tata przywozi od masarza. Stawia pachnącą ciepłą torbę na stole, a my jemy kawałki czosnkowej i majerankowej kiełbasy czy pasztetowej z kromką chleba. Tata zawsze kroi grubiej kiełbasę, a cieniej chleb. Lubi również kanapki z salcesonem popijać kawą, a potem wodą z kranu. Ale to zupełnie inna historia…

***

Wyjątkowość tych wszystkich spotkań przy stole wynika z ich niecodzienności. Łączy się ze świętowaniem, przyjmowaniem gości i przybywaniem w gościnę, z dniami wolnymi od pracy, relaksem, odpoczynkiem, wyłączeniem zwyczajnego trybu życia (np. w podróży). Trochę podobnie jest z moim jedzeniem mięsa.

Ps. Niech Was nie zwiodą wnioski antropologiczno-socjologiczne. Nie mogłabym zostać wegetarianką, ponieważ za bardzo lubię boczek.

Wpis wyborczy (sensacyjne political fiction)

Kampania wyborcza wygląda w tym roku trochę inaczej niż zwykle.

Politycy na plakatach pokazują swoje ludzkie, niedoskonałe oblicze:

"Nic nie robię, ale przynajmniej jestem szczery".

"Mniejsze zło".

"Coś tam zawsze zrobię".

"Stawiam na szczerość: najpierw mówię, potem myślę".

"Prokrastynacja i zaufanie: jeszcze zdążę coś zrobić".

"Nie przepadam za Polską, ale nie znam innego języka, więc nie wyjadę".

 

Niektórzy wręcz próbują przekuć wady w zalety:

"Kumoterstwo i kombinowanie".

"Cwaniactwo dla Twoich interesów".

 

Podkreślają to, co łączy:

"Dużo piję. Tak jak Wy".

"Chcę dorobić do pensji".

"Mam kredyt. Pomożecie?"

***

Rozmowy na szczycie prowadzone są w sposób wyważony i kulturalny. Debata rozpoczyna się wymianą komplementów i uwag dotyczących stylu:

Ewa, wyglądasz dziś wyjątkowo korzystnie. Granat to Twój kolor, zdecydowanie.

Dziękuję Ci, Beato. Fantastyczna ta apaszka, którą mi pożyczyłaś. Ładnie gra kontrastem.

Potem przechodzą do kwestii politycznych:

Wybierzcie Beatę, mówię Wam. Sama chyba na nią zagłosuję, w końcu ma lepsze chody u prezydenta niż ja (śmiech).

Nie, nie, Ewa, Ty też jesteś świetna. W sprawie kopalni czy służby zdrowia sama podjęłabym takie same decyzje.

A to, jak jeździłaś do rolników…

Mnie się podobał Twój pomysł z PKP. Świetna integracja.

Tak, masz rację. Dużo nam to uświadomiło.

Obie panie zgodnie przyznają:

Oczywiście jest szansa na koalicję.

Potrzebujemy konstruktywnej krytyki. Musimy wiedzieć, co możemy zrobić lepiej. Dlaczego o tym nie rozmawiać?

***

W spocie wyborczym obecna premier mówi, patrząc wyborcy prosto w oczy:

Możecie wybrać nas, ale uważam, że oni też mają parę ciekawych pomysłów (…).

Ufam w samodzielność myślenia obywateli. Bez manipulacji, straszenia i namiawiania. Fakty powinny mówić za siebie. Jesteście zadowoleni z moich rządów – głosujcie na mnie. Jeśli nie – czas na zmianę. Sama jestem ciekawa, jak to wyjdzie.

W porannym wywiadzie dodaje:

Co zrobił nasz rząd? Czego nie zrobił? Dajcie nam czas, by dokończyć, by zrobić więcej. No, chyba że stwierdzacie, że już wystarczy i że czas na zmianę warty. Ja to rozumiem. Rozumiem, że można być zmęczonym rządami jednej partii. Sama czasami mam ich dość (śmieje się).

***

Jej konkurentka udziela obszernego wywiadu opiniotwórczemu dziennikowi:

Podziwiam Ewę za jej styl rządzenia. Nieraz zachowała naprawdę zimną krew i podjęła fantastyczne decyzje. Jeśli zostanę premierem, chciałabym być równie skuteczna, a jednocześnie mieć taką dozę kobiecości w tym. Warto kontynuować ten styl rządzenia, bo on ma świetne tradycje. Merkel, pani prezydent Islandii, królowe Szwecji, Hiszpanii, już nie mówiąc o Elżbiecie II… Myślę, że nasza pani premier doskonale wpisuje się w ten nurt i nie odstaje nawet na milimetr.

***

Szydło w spocie wyborczym:

Chcemy zrobić to i to. Możecie zagłosować na mnie. Ale jak postanowicie zagłosować na partię obecnej premier, to też będzie ok. Ja jej kibicuję.

***

Fakt donosi:

Szydło i Kopacz razem na zakupach!

Przymierzały marynarki w jesiennych barwach, markowe garsonki i dżinsy rurki. Wyszły obładowane torbami, roześmiane, z kubkami kawy w dłoniach.

***

Jak podaje współpracownik jednej z pań (pragnie zachować anonimowość), przed kampanią wyborczą spotkały się, by wspólnie ustalić plan działania. Podzieliły się punktami kampanii wyborczej, żeby zwrócić uwagę na różne aspekty polityki społecznej. Chciałyby, żeby – niezależnie od wyniku wyborów – pewne sprawy ważne dla Polaków zostały załatwione.

***

Ps. Żałuję, że muszę to napisać, ale wszystkie cytaty i hasła są zmyślone.

Słownik inwektyw. Od baby do bęcwała

Bez zbędnych formalności i przydługich wstępów. Dla wszystkich zaintrygowanych i zniecierpliwionych, skrzętnie notujących w notesie co ciekawsze obelgi i określenia negatywne – oto kolejna odsłona słownika inwektyw. Dziś pierwsza część litery B.

Przypominam: litera A tutaj.

litera B

Baba

oraz babsko, babsztyl, baba-jaga (baba Jaga) i baba-jędza

Część spośród wielu znaczeń słowa "baba" jest nacechowana negatywnie. Pomijam zdrobnienia typu babcia, babunia, babusia, babinka, (ładna) babeczka, a także inne desygnaty (dawne i istniejące do teraz), takie jak roślina, ciasto wielkanocne, narzędzie do ubijania, owad, drobna moneta itd. Interesują mnie te konteksty, w których określenie "baba" jest obelgą.

Gloger, XIX-wieczny encyklopedysta, podaje, że babą nazywają mężczyznę tchórzliwego, zniewieściałego lub plotkarza. A więc słowo to skupia w sobie najgorsze stereotypy dotyczące płci żeńskiej. Dodałabym płaczliwość (mazgaić się jak baba), niezdecydowanie i brak umiejętności technicznych (jeździć jak baba).

Poza tym baba to stara, brzydka kobieta, pochylona, pomarszczona, odpychająca. I stąd już blisko do określeń baba-jaga (baba Jaga) i baba-jędza. W baśniach jest ona zawsze negatywnym bohaterem, czarownicą, kobietą złą, mściwą i swarliwą. Stanowi zagrożenie. Czasem pojawia się w pogróżkach dla dzieci: "Jak będziesz niegrzeczny, to przyjdzie baba Jaga i cię porwie".

Przykład użycia: "Nie zachowuj się jak baba!" "Babo! Co robisz?"

Ciekawostka 1: Przedsionek w kościele nazywano babińcem.

Ciekawostka 2: Babami nazywano m.in. niekształtne posągi (patrz poniżej) z czasów pogańskich, a przez podobieństwo kształtu nazwano tak ciasto.

Ciekawostka 3: Hinduskie baba oznacza dosłownie ojca. Całkowicie odwrotnie niż w naszym kręgu kulturowym.

Bałwan

Pierwotnie (z łac. bancus) słowo to oznaczało wielki kawał, słup, bryłę (soli), a także morskie fale – skłębione i niekształtne wały wody. Potem – przed podobieństwo wizualne – zaczęło określać także słupy-bożyszcza, czyli niekształtne kamienne posągi z czasów pogańskich (por. baby). Stąd też mamy słowo "bałwochwalstwo" (skrócone "bałwanochwalstwo"). Śnieżny dziecięcy twór – jak się okazuje, jest reminiscencją z czasów pogaństwa.

I już się domyślamy, dlaczego to słowo zaczęło być synonimem kogoś nieruchomego, ciężkiego, niezgrabnego, nieokrzesanego, głupiego.

Przykład użycia: "Ty bałwanie, czego znowu nie umiałeś?"

Bandyta, banita

Banda to rota, zgraja, a więc bandyta to ktoś, kto do tej zgrai przynależy. Słowa "bandyta" i "banita" oznaczają osoby poza prawem (banita to skazany na wygnanie), w jakiś sposób naznaczone i wyrzucone poza społeczeństwo. Dlatego te określenia mogą być nacechowane negatywnie.

Bandyta to inaczej opryszek, gangster, typ spod ciemnej gwiazdy – może okraść, obić, zgwałcić, zagrozić, nastraszyć, skrzywdzić.

Przykład użycia: "To bandyta, nie chciałbym się na niego natknąć!"

Baran

Nie wiedzieć dlaczego przyjęło się używać nazwy tego skołtunionego zwierzaka, by określić raczej osobę tępą i cokolwiek nierozumną niż upartą. W ogóle człowiek lubi uważać, że człowiek brzmi dumnie, a zwierzę obraźliwie. Nie do końca jest to właściwe, ale pokazuje antropocentryzm naszego językowego obrazu świata.

Przykład użycia: "Tego pana żona zdradza, a ty mordę wydzierasz, baranie!" ("Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?" reż. S. Bareja)

Barbarzyńca

Greckie słowo barbaros oznacza cudzoziemca, nieokrzesanego, ignoranta, a łacińskie barbaria – obce kraje. Kojarzy mi się tutaj także hiszpańskie słowo barba, czyli broda. No bo przecież dzikus jest zawsze nieogolony i potargany.

Według słownika Kopalińskiego barbarzyńca to człowiek niecywilizowany, prymitywny, bez kultury. Nie należy do "nas", jest obcy, inny, a więc na pewno gorszy. Ale granice między "nami" a "nimi" nie zależały tylko od miejsca zamieszkania. Na przykład starożytni Grecy i Rzymianie uważali za barbarzyńców wszystkich tych, którzy zszywali ubrania z kawałków, zamiast je owijać wokół ciała, jak cywilizowani ludzie. Nosiciele spodni też nie mieli dobrej prasy.

A teraz przyjrzyj się, w co jesteś ubrany, barbarzyńco.

Przykład użycia: "Barbarzyńca w ogrodzie", zbiór esejów Z. Herberta.

Bastard, bękart

W filmach ukazujących dawniejsze czasy są to poniżające i wykluczające przezwiska. Od XV w. mówiono tak na dzieci nieprawego pochodzenia, nieślubne. Słowo "bastard" pochodzi ze średniowiecznego łacińskiego bastardus (a to z kolei ma korzenie celtyckie). Widocznie problem był wcale nierzadki, skoro słowo brzmi podobnie w różnych językach europejskich, a bastard doczekał się w polszczyźnie wielu pokrewnych określeń: baster, bastert, basztard, bastrzak, bastrzę. Powtarzająca się cząstka bast to prawdopodobnie podkład siodła, a więc bastard to dziecko spłodzone na byle czym, byle gdzie. Na miejsce poczęcia wskazuje również pochodzenie słowa "bękart" – z niemieckiego bankhart i bankart (bank – ławka, w przeciwieństwie do łoża małżeńskiego). W rodzinie wyrazów bękarta mieszczą się bęś i (w l.mn. bąsie) bąk (tak też nazywano dzieci spoza małżeństwa).

Ale to zapożyczenia. Z określeń typowo polskich funkcjonowały co najmniej dwa – wylęganiec i pokrzywnik (ze względu na amatorskie próby pozbycia się ciąży poprzez moczenie się w wywarze z pokrzyw). Podobno to ostatnie słowo pojawia się jeszcze w niektórych gwarach.

Ciekawostka: bękartami nazywano także towary niepewnej jakości (Brückner nazywa je rzeczami mniej pewnej dobroci), takie jak tkaniny czy napoje, w tym liche wino.

Przykład użycia: Jon Snow z "Gry o tron".

Bestia

Słowo żywcem przeniesione z łaciny (bestia – zwierz). Wyrazy pokrewne bestwieć, bestwić wskazują na niepokojący charakter zachowania danej osoby. Ktoś zachowuje się jak dzikie zwierzę, jest zły, okrutny, nie do opanowania. Sieje przerażenie i strach.

Przykład użycia: nagłówek RMF24 "Mariusz Trynkiewicz to bestia".

Bezmózgowiec

Posądzić kogoś o nieposiadanie mózgu jest doprawdy szalone, niepoprawne biologicznie i w ogóle bez sensu. Mimo to taka obelga istnieje w języku polskim, więc z uwagi na dokumentujący charakter tego słownika, warto ją odnotować. Przykładu użycia nie podaję, bo wydaje mi się to zbyt okrutne.

Bęcwał

Istniały dwie formy zapisu: bęcfwał, bęcwał. Tymi uroczymi określeniami nazywano kogoś niezgrabnego, bałwana. Według etymologów słowo to jest powiązane z dźwiękonaśladowczym czasownikiem bęcnąć, czyli uderzyć, upaść. Dziś bęcwał to po prostu ktoś głupi. Może chodzi o to, że został uderzony (bęcnięty) w głowę i tak mu zostało.

Mam wrażenie, że słowo wychodzi z użycia, być może na skutek pewnych trudności w wymawianiu.

Przykład użycia: "Co z niego za bęcwał!"

***

Prócz niezastąpionego "Słownika wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych" W. Kopalińskiego oraz arcyciekawego "Słownika etymologicznego języka polskiego" A. Brücknera korzystałam też z I tomu "Encyklopedii staropolskiej" Z. Glogera. I prawdopodobnie najczęściej będę korzystała z tych trzech pozycji.

Jak nie zostałam pisarką? Część 1

Gdy miałam sześć lat, postanowiłam długopisem stworzyć świat, pierwszy z wielu.

Dziecięca intuicja wsadziła nos w drzwi z napisem "świat przedstawiony". Absolutnie bezkrytyczne pomysły wędrowały od mózgu po koniuszek długopisu. Biada osobom, które musiały to czytać.

Dziś mam 31 lat i nadal nie jestem pisarką.

note_pad_pencil_hires-jak-nie-zostalam-pisarka-designerspics

"Pucunia i Coco"

Pierwsza książka, którą stworzyłam wraz z koleżanką w pierwszej klasie, nosiła intrygujący tytuł "Pucunia i Coco". Była to broszurka formatu A6, z koślawymi obrazkami wykonanymi długopisem. Nie pamiętam, czy moja skromna osoba była pierwowzorem Pucuni czy raczej Coco, ale faktem jest, że zaczęło się od kooperatywy. Potem przyszedł czas na samodzielne pisanie.

Kupowałam zeszyty 16- lub nawet i 32-kartkowe. Najlepiej pisało się w kratkę, ale w gładkim zeszycie lepiej się ilustrowało. A wiadomo, ilustracja musiała być na każdej stronie, bo bohaterowie przecież codziennie zmieniali ubranie i było to bardzo ważne, by to uwiecznić.

"Tajemnica"

Książka ta opowiadała o bliźniakach, którzy mieszkali na wsi, uczestniczyli w pracach polowych i bawili się razem zgodnie i miło. Generalnie nudy. Gdy w przypływie młodzieńczej autokrytyki stwierdzałam, że opowieści są zbyt cukierkowe, na końcu rozdziałów podopisywałam coś w stylu "a potem sobie dokuczali, a jeden z nich spadł z drabiny i już nie było tak wesoło". Jeszcze do tego imiona bohaterów były strasznym plagiatem, bo jeden nazywał się Asterix, a drugi (drobniejszy) Idevix. Sromotność tej całej historii potęguje fakt, że tytuł książki był absolutnie niezwiązany z treścią, więc – zgodnie z praktyką wolty w ostatnim zdaniu – dopisałam: "a tajemnicą było to, że mieli siostrę".

Brawo.

"Emma"

Następna była książka o dziewczynce imieniem Emma, której wszyscy naokoło umierali. Pamiętam, że ojciec chciał wygonić ze strychu lisa i biegł za nim tak zapamiętale, aż wypadł przez okno i się zabił. Umarła także ciotka Emmy – miała na imię Kauza (sic!) i pochodziła z Gliwic. Również młodszy brat Emmy nie przeżył zbyt wielu lat na tym łez padole. I na końcu umarła także Emma, a prawdopodobnie zapadła na tę samą chorobę, co jej ciotka. Pragnę zaznaczyć, że wszystkie te tragedie miały miejsce na przestrzeni 16 kartek zeszytu A5, a były tam jeszcze niezbędne obrazki, takie jak np. Emma ze wzruszonym spojrzeniem na łożu śmierci.

Pewnego dnia za namową polonistki przeczytałam tę książkę swojej klasie i wszyscy bili mi brawo. Może na znak radości, że nie padli trupem, słuchając tego.

"Wieczna mgła"

Pomysł z mgłą przesłaniającą niebezpieczne okolice pojawił się w mojej głowie wcześniej niż w kinematografii oraz literaturze światowej. Przy okazji tajemniczych zniknięć samochodów rozgrywa się dramat pewnej rodziny. Ktoś się rozstawał, ktoś był bezpłodny i tak dalej. Zaintrygowanym zdradzę, że pewnego dnia mgła sama się rozproszyła i okazało się, że jezdnia, którą wszyscy na oślep jechali nie wiadomo po co, po prostu kończy się przepaścią.

"Wyspa Anastazji"

Bogata amerykańska aktorka czy też modelka, zgrabna i niezbyt bystra blondynka skutkiem wypadku samolotu (oczywiście!) rozbija się na wyspie. Musi radzić sobie za pomocą kuferka z kosmetykami. Taka kobieca wersja MacGyvera. Przy okazji spotyka jakiegoś hiszpańskiego kapitana, który na początku jej dokucza, ale nie pamiętam, czy się tylko zaprzyjaźniają, czy mają jakiś romans. Oczywiście Anastazja przechodzi gruntowną przemianę charakteru, pokornieje, staje się dobrą i mądrą kobietą i potem wraca do świata. Prawdopodobnie. Nigdy nie dokończyłam tej książki, ale wiem, że tak miało to właśnie wyglądać.

Mam wrażenie, że w owych dniach byłam zafascynowana Robinsonem Crusoe.

***

To nie koniec.

W następnym odcinku – jak założyłam Klub Pisarek, a także jak zaczęłam na zamówienie pisać bardzo złe książki.

Fotografia z tego źródła.

Jak mi się pisze?

Pisanie jest jak stary dobry przyjaciel, spotkany po latach.

Jak nałóg i nawyk, do którego chcę wrócić.

Jest jak tęsknota za tym, kim nie jestem, bo nie dorastam do swoich oczekiwań.

***

Jak mi się pisze?

Nie pisze się w sposób wymarzony, o nie. Wyrazy nie podlatują pod palce usłużnie, nie piszczą: weź mnie, weź mnie. Raczej chowają się po kątach i na półkach za książkami czy kubkami, a ja szukam ich, wyciągam za ogonki, kreski i kropki, próbuję ułożyć w szereg, w zdanie, mające sens i do tego ładne. Nie jest prosto.

jak-mi-sie-pisze-unsplash-com

Zdj. stąd.

Blog traktuję jako miejsce ćwiczeń redakcyjnych. Sprawdzam, czy umiem napisać trzy teksty w tygodniu na temat, który jest mi w miarę nieobojętny. Czy umiem nadać mojemu pisaniu formę przynajmniej akceptowalną. A przy tym – czy jestem w stanie, poprzez wyżej wspomnianą regularność, pot i łzy, nauczyć się lepszego pisania.

Zwykle uważam się za osobę, która potrafi pisać czy przynajmniej swobodnie operować słowem. Tutaj zderzam się z rzeczywistością. Widzę powtarzalność swoich konstrukcji i sztywne sformułowania. Uświadamiam sobie boleśnie, że wcale nie piszę tak dobrze, ciekawie, intrygująco. Próbuję pracować nad słowem, by je wyrzeźbić, jak najlepiej wyostrzyć swoje narzędzie.

Muszę się dobrze poczuć w swoim pisaniu. Ono we mnie siedzi, i to od dawna, ale było tak stłamszone, że jeszcze się nie wyprostowało. Daję mu miejsce.

***

Na początku mam słowo, temat, jedno zdanie. Do niego warto dopisać całą resztę, ale trzeba ją najpierw wymyślić. A ja właściwie mogłabym skończyć tylko na tym pierwszym zdaniu.

A poza tym najgorsze:

cierpię na chroniczny brak puenty.

Cnota odkurzona

Nieodłącznym elementem życia chrześcijańskiego jest ciągłe dążenie do bycia lepszym, zalecenie pracy nad sobą i przeróżne tzw. ćwiczenia duchowe. Prócz regularnego uświadamiania sobie swoich niedoskonałości, grzechów, występków (ładne słowo), zaniedbań – należy zwracać uwagę na doskonalenie cnót (kolejne ładne słowo). Uważam, że jest to całkiem fair i sprytnie pomyślane.

cnota-odkurzona-ksiazki-jablko-designerpics

Cnota nie jest oczywiście wymysłem świata chrześcijańskiego, ale wychodząc ze starożytnych filozofii, wpasowała się w ów świat dość dobrze. Może teraz, w XXI w., jest jej niewygodnie, bo trochę ją skrzywdzono, zawężając znaczenie i jej sens, traktując ją z lekka pobłażliwie, z przymrużeniem oka, niepoważnie. Ale przez całe setki lat cnota trzymała się mocno.

Cnota filozofa i wojownika

W Grecji od czasów Platona arete nazywano doskonałość moralną. Cóż za wielkie słowa. Znacie kogoś, kto jest doskonały moralnie? Co to w ogóle znaczy? Konsekwentne kierowanie się wartościami, nawet wbrew przeciwnościom. Taki ktoś nie stanie się konformistą, bo mu tak pasuje w danej sytuacji.

Doskonałość moralna (łac. virtus) w starożytnym Rzymie jest, jak to w starożytnym Rzymie – związana z wojskiem i płcią męską, na co też wskazuje nazwa (vir to mąż, bohater, wojownik). Żołnierz rzymski musiał być mężny, szlachetny, skuteczny, a więc i pomysłowy.

Co ma cnota do śniegu

Renesans stworzył warunki do rozwoju gry pt. "Cnoty: Reaktywacja". To był czas powrotu do wartości antycznych i odkrycia cnót na nowo. Czas, kiedy Kochanowski i inni brali sobie za cel, by być takimi, jak dawni filozofowie: mieć w sobie stoicki spokój wbrew przeciwnościom; być opanowanym, gdy dzieje się dobrze, nie ulegać rozpaczy, gdy się nie udaje. A co za tym idzie – nie gniewać się na to, na co nie mamy wpływu. Na pewno nie zależy od nas pogoda oraz położenie Polski w danej strefie klimatycznej (czyli że zima przychodzi mniej więcej o tej samej porze i że przychodzi KAŻDEGO ROKU). Ile można było usłyszeć czy przeczytać negatywnych komentarzy na temat wczorajszego październikowego śniegu. Co to zmieni? Zdrowsze i bardziej roztropne byłoby zachowanie cnotliwej postawy – nie możesz tego zmienić? Przyjmij to ze spokojem.

Segregacja cnót

Warto przypomnieć podział, jaki stosuje się w pogańskim antyku i chrześcijańskim katechizmie. Otóż kardynalne, czyli główne, są cztery cnoty:

  1. umiarkowanie, czyli samokontrola, spokój i opanowanie siebie. Bez wywyższania się ani uniżania – człowiek umiarkowany zna swoje miejsce i swoją wartość;
  2. sprawiedliwość – bo tę cnotę zawsze warto mieć, jeśli tylko dzierżymy jakąś władzę (czy jesteśmy władcami, politykami, nauczycielami – zawsze w cenie jest bycie sprawiedliwym);
  3. roztropność rozumiana jako mądre i życiowe podejście;
  4. męstwo – odwaga, szlachetność, ale także pomysłowość. Człowiek cnotliwy nie może być sierotą i ofermą. Ma być przedsiębiorczy i energiczny, bardziej czynny niż bierny. Najlepiej, żeby jeszcze był pogodny i nie dał się pokonać przeciwnościom.

Dziś to wieloznaczne i wielobarwne słowo, niosące w sobie długą tradycję, zdewaluowało się i zawęziło swoje znaczenie do nienaruszonej błony w organizmie kobiety. Szkoda, bo pomieści dużo więcej.

***

W uporządkowaniu myśli pomógł mi ten artykuł oraz hasło w encyklopedii Epoki literackie PWN.

Fotografia stąd.

Słownik inwektyw. Litera A

Niektórzy nie przepadają za słodkimi określeniami typu "kochanie" czy "skarbie", za to wolą alternatywne sposoby podtrzymywania kontaktu z ukochaną osobą. Inni brakuje słów, by kreatywnie obrazić ludzi, których nie lubią lub żartobliwie zwracać się do tych, których lubią, ale nie chcą im zbytnio tego okazywać. Jeszcze inni interesują się rozwojem języka w różnych jego odgałęzieniach, niekoniecznie oficjalnych i poprawnych politycznie. Dla wszystkich tych, którzy chcą wzbogacić swoją wiedzę na temat obelżywości i negatywnych określeń człowieka używanych w języku polskim, oto część pierwsza słownika inwektyw.

literaA

Abderyta

Dzięki temu słowu można obrazić kogoś tak, żeby myślał, że chwalą jego mądrość. Oczywiście nie dotyczy to sytuacji, w której odbiorca komunikatu zna to słowo – tylko czy wówczas jest godzien tego miana?

Słowo pierwotnie dotyczyło mieszkańca Abdery (gr. abderites), a oznacza głupca, człowieka ograniczonego umysłowo, nieuka i niekrzesanego prostaka z prowincji. Cóż, mieszkańcy za swój brak bystrości i ogłady byli wyśmiewani przez starożytnych Greków. Złośliwe języki mają jednak wielką moc, skoro po tylu wiekach Abderyci nadal nie zostali zrehabilitowani w oczach świata. Określenie pozostało pejoratywne.

Przykład użycia: (z uznaniem w głosie) "Ooo, widzę, że z Ciebie jest wybitny abderyta, kolego".

Amator

Jeśli ktoś jest amatorem ciastek albo wdzięków jakiejś pani, nic w tym złego, a nawet wręcz przeciwnie, dobrze jest lubić coś lub kogoś (łac. amare – kochać). Można być amatorem – pasjonatem, osobą, która zajmuje się czymś dla przyjemności. Jeśli jednak amator stoi w opozcji do zawodowca, jeśli na dodatek amator zabiera profesjonaliście chleb powszedni, obniża jakość usługi i partaczy robotę, to wtedy może obrazić. Amatorszczyzna to też nie brzmi najlepiej.

Przykład użycia: "Amator", tytuł filmu K. Kieślowskiego (1979 r.).

Analfabeta

Greckie słowo analphabetos, jak łatwo się domyślić, dosłownie oznacza kogoś, kto nie zna abecadła (prefiks a- poprzedzający temat słowotwórczy zwykle oznacza zaprzeczenie lub brak). Słowo rozszerzyło swoje znaczenie i jako przenośnia jest stosowany jako ujma dla inteligencji. Oznacza bowiem nieuka, ignoranta i partacza, czyli kogoś, kto nie ma odpowiedniej wiedzy i umiejętności niezbędnych do wykonywania swojej pracy, krótko mówiąc: nie zna podstaw. Dla nas obecnie znajomość alfabetu jest podstawą, ale powszechność czytania i pisania w Polsce to zjawisko nie tak dawne.

Przykład użycia: "Ty analfabeto, nie widzisz, co tu jest napisane?"

Arogant

Nie tylko Grecy znali brzydkie słowa i obrażali bliźnich. Kolejne słowo pochodzi z łaciny i nie tyle obraża, co po prostu określa pewną negatywną cechę oraz jej nosiciela. Arrogantia oznacza zarozumiałość, a arrogare – przywłaszczać sobie, zapewne chodzi o wszelkie zasługi dla świata czy pochwały oraz komplementy. Arogant zachowuje się hardo i z butą, lekceważy innych, jest wobec nich zuchwały i impertynencki. Krótko mówiąc, dość nieprzyjemny typ.

Przykład użycia: "Z niego jest niezły arogant".

Awanturnik

To słowo wzięło się u nas z fr. aventure, a to z łac. adventura, czyli – jak można się łatwo domyślić – przygoda. Cząstka avant (jak przystało na język romański), wzięta z łac. ab ante, oznacza "naprzód"; stąd pokrewieństwo znaczeń takich słów jak awangarda czy awans.

Awanturnik w powieści czy filmie szuka przygód: wędruje, spotyka ludzi, miesza się w miejscowe sprawy, wchodzi w konflikty. W języku angielskim adventure, jak wiemy, zachowało mniej więcej swoje pierwotne znaczenie, więc źródłosłów jest czytelny. W dawnej polszczyźnie tym słowem określano ryzykowne przedsięwzięcie czy osobliwą przygodę, natomiast po pewnym czasie awantura nabrała rumieńców i przybrała bardziej pejoratywne konotacje. Sformułowanie "zrobić komuś nikczemną awanturę" oznacza przecież gwałtowną kłótnię, ostry zatarg, mocną scysję, połączoną nieraz z rękoczynami i przewracaniem stołów. Ciekawe, dlaczego. Może nasi przodkowie kojarzyli przygody właśnie i przede wszystkim z takimi zachowaniami. Można wyruszyć w przygodę razem z Bilbo Bagginsem, szukać skarbu i zabić smoka, a można z naszymi przodkami pokłócić się i obić komuś pysk.

Przykład użycia: "To ci awanturnica!" (zobaczcie, jak to się kojarzy: kobieta niespokojna, gwałtowna i kłótliwa. Nie żadna tam poszukiwaczka przygód).

***

Jeśli znacie jakieś inwektywy zaczynające się od litery A, zapraszam do komentowania.

Ps. Podczas opracowania haseł najczęściej korzystam ze "Słownika wyrazów obcych" W. Kopalińskiego (mam na półce, ale pod tym linkiem znajduje się wersja internetowa) oraz "Słownika etymologicznego" A. Brücknera, sjp PWN, internetowych słowników synonimów, czasem Wikisłownika.

Jesień w moim mieście

Jesień w moim mieście jest przydymiona jak wędzona papryka, szczypie w oczy i drapie w gardło. Senna i eteryczna, delikatna i dyskretna, a jednak mami i zniewala. Już jesteś w jej mocy, już ją czujesz wszędzie, zagląda Ci za kołnierz, kręci w nosie, włosy Ci nią pachną.

Jesień w moim mieście nabrzmiewa i wyrasta ociężale, jak gruszki ciągnące obolałe gałęzie ku ziemistym podłogom.

Ziemia, zmęczona niedawnym skwarem, ze wzruszeniem wchłania teraz rosy i mżawki.

pajęcza sieć

 

Dbanie o styl – tylko dla nastolatków?

Fragment rozmowy z koleżanką z pracy:

 – Mój syn ma teraz taki etap, że codziennie rano myśli przede wszystkim o tym, w co się ubierze do szkoły.

 – Niektórzy nie wyrastają z tego etapu. Ja lubię wymyślać, w co się ubiorę.

 – Ja nie, ja już z tego wyrosłam. Patrzę tylko na to, żeby ubranie było czyste.

***

Czy z dbania o swój wygląd się wyrasta? Być może. Jednak niektórzy lubią myśleć o modzie i ubraniach również po skończeniu gimnazjum czy liceum. Nie jest to zbrodnia ani powód do wstydu, co zauważyła autorka bloga Ubieraj się klasycznie. Nie jest to również objaw próżności. W końcu dlaczego nie dbać o siebie – jedyną osobę, na którą jesteśmy skazani od początku do końca życia? Niezależnie od okoliczności musimy patrzeć na siebie w lustrze i znosić swój wygląd.

Dbanie o swój styl i szukanie ubrań i kolorów najbardziej odpowiadających osobowości i warunkom życiowym, pracy itd. to przejaw wielkiej samoświadomości. Wiele kobiet nie zadaje sobie prostego pytania: czy w tym kolorze, fasonie, w tej fryzurze naprawdę jest mi dobrze? Niebywałe, jak korzystnie dobrane ubrania potrafią dodać pewności siebie, poprawiają humor, dowartościowują. Generują komplementy, dzięki którym kobieta urasta w swoich oczach.

Fot. Mariusz Bieniek.

Fot. Mariusz Bieniek.

Czasem kobiety nawet nie zdają sobie sprawy, co jest ich atutem i co warto w ich wyglądzie podkreślać. A to jest ważne – zamiast zwracać cały czas uwagę i biadolić, że masz mały biust i brak Ci talii, podkreśl nogi, umaluj usta i odwróć uwagę od mankamentów.

Nie oczekujmy, że będziemy wyglądać jak nasze idolki z ekranu, ale możemy przyjrzeć się sobie i pokazać innym to, co w nas najlepsze i warte eksponowania. Możemy tym samym powiedzieć: "może i nie mam talii, ale spójrz na te łydki! Może i nos z garbem, ale przyznaj, że cera robi wrażenie!"

Życie jest wystarczająco trudne, nie warto sobie jeszcze dodawać zmartwień.

Praca domowa na dziś:

  1. Zastanów się, co jest Twoim atutem i jak to podkreślić.
  2. Poczuj się ze sobą lepiej!

Sposoby na nieśmiertelność. Co po nas zostanie?

Do dziś pamiętam moment, gdy na studiach siedziałam w obskurnej wydziałowej stołówce z koleżanką i zastanawiałyśmy się wspólnie, co po nas zostanie. Górnolotne rozmowy dwóch dziewczyn nad notatkami z literatury. Literatura do takich rozmów pasuje bardziej niż stołówka obskurna dosłownie (obscura z łac. ciemna) i w przenośni, gdyż tworczość literacka mocniej wyraża pragnienie nieśmiertelności. Niestety Mickiewicz jest ciągle żywy. Na szczęście Mrożek i Herbert też jeszcze nie umarli, bo ktoś ich nadal czyta.

10251902_298385173653982_6999709970718757729_n

(fot. Mariusz Bieniek)

Problemy przodków…

Długo chodziła za mną myśl, że moi przodkowie mieli te same myśli, pragnienia, potrzeby, smutki, bolączki jak ja. Tyle że było to sto czy sto pięćdziesiąt lat temu i teraz już nie ma po tym śladu. Co gorsza – nawet nie wiem, jak ci moi przodkowie mieli na imię, czyli przegapiłam coś, co tych ludzi określa w pierwszej kolejności, a ostatecznie naznacza miejsce spoczynku ich prochów, ostatniej garstki, która została po ich ciałach. Właściwie z tej perspektywy nie muszę się martwić pracą, warunkami mieszkaniowymi czy gniewem na bliską osobę, a tym bardziej problemami z cerą, obwodem brzucha, bolącymi kolanami czy wypadaniem włosów, bo w sumie po latach i tak wszystko to jest totalnie i absolutnie nieważne, zmiecione z powierzchni, wymazane.

…a natręctwo spisywania

Dziesięć lat temu chciałam wszystko spisywać: zabawne hasła i przejęzyczenia, fragmenty dialogów, rozważania i opisy odczuć. Wydawało mi się, że wiele rzeczy jest warte uwiecznienia. Wyobrażałam sobie, że po latach będę sobie to czytać, a najlepsze fragmenty wykorzystam na przykład do pisania jakiejś książki, gdy już zapomnę, jak to było mieć dwadzieścia lat. Dziś już wiem: NIE MA tam najlepszych fragmentów, nie ma nawet średnich. Nie mogę czytać tych zapisków, tak bardzo ociekają egzaltowaniem, a anegdotki są po prostu nieśmieszne. Więc widocznie nie warto uwieczniać wszystkiego.

Exegi monumentum…

Ostatnio w tym wpisie czytałam, że wielu z nas bardzo chce zaznaczyć swoje istnienie na ziemi (jest to opinia autorstwa prof. Bralczyka, choć zapewne nie on na to wpadł pierwszy). Doskonale rozumiem to pragnienie. Chcemy, by nasze życie było coś warte, potrzebne, godne zapamiętania, żebyśmy nie zniknęli i nie umarli cali (motyw z tego wiersza; lub inne tłumaczenie tutaj).

Nieśmiertelność – instrucja obsługi

  • Niektórzy próbują przez sztukę. Przecież wiemy, że był ktoś taki jak Kochanowski, Horacy, Lem. Co więcej – kawałek nieśmiertelności dostał się na przykład ojcu Klimta, który był złotnikiem i tym samym niechcący wpłynął na estetykę dzieł syna. Do historii przeszły obie żony Rubensa. Gaudi czy Eifell również z przytupem zaznaczyli swoje istnienie. Tak że się da.

  • Po drugie: wkład w naukę, odkrycie jakiegoś prawa, wiekopomne dokonanie. Trochę trudne, ale można próbować. Celsjusz, Kepler, Galileusz, Pitagoras czy Tales też nie wiedzieli, że jakiś nastolatek z Polski będzie się o nich dowiadywał w szkole i że będą (przynajmniej na chwilę) w pamięci wielu ludzi jako ktoś, kto przetrwał, nie został zapomniany, bo trwa w swoim dziele.

  • Po trzecie – rodzicielstwo. Dziecko to konglomerat cech obojga rodziców, a przy tym jeszcze dziadków i różnych krewnych (na przykład mój brat był w dzieciństwie bardzo podobny do kuzyna z Torunia, a kuzyni ze Śląska przypominają dziadka z obrazu ślubnego). Człowiek zostawia swój ślad w genach następnego pokolenia, więc coś po nim zostaje. Może nie zawsze jest to najlepsza cecha, ale na pewno wyróżniająca.

  • I jeszcze jedna metoda, najbardziej dostępna dla nas, zwyczajnych ludzi bez wybitnych uzdolnień: gdy zapadamy w czyjąś pamięć tak bardzo, że zostajemy w jego wspomnieniach. Koleżanka opowiadała mi ostatnio, że na pogrzebie swojej babci najczęściej słyszała o zmarłej jedno zdanie: "To była dobra kobieta". Warto żyć w taki sposób, by zostać tak zapamiętanym.

Prezydent zamiast puenty

Pisałam tutaj o mojej starszej przyjaciółce. Chciałabym zakończyć ten wpis jednym wspomnieniem związanym z tą postacią, a pokazującym ulotność pamięci i zanikanie czegoś, czego się doświadczyło, a nie zdążyło się utrwalić. Otóż z pamięcią starszej pani zniknęła receptura, jak upiec majestatyczne i pracochłonne ciasto zwane Prezydentem. Ów rarytas robił furorę w czasach młodości starszej pani, zrobiłyśmy je raz: miękki biszkopt przełożony maślanym pachnącym kremem w dwóch wersjach: ciemnej, z wyparzonymi i obieranymi orzechami włoskimi, oraz jasnej – z kawałkami krojonej galaretki i wódką. I nie mówcie, że przepis znajdzie się w internecie, bo na to ciasto, w takich proporcjach i takiej wersji, jaką jadłam ze starszą panią te osiem lat temu, po prostu się NIE ZNAJDZIE.

1 16 17 18 19