Podsumowanie na umowny koniec umownego roku

Ktoś kiedyś ustalił, że jeden rok będzie kończył się dziś, a nowy zaczynał jutro (wiadomo kto, ale nie o to chodzi). Rok to tak naprawdę bardzo umowna sprawa.

Są różne początki. 1 stycznia, 1 września, adwent jako początek roku kalendarzowego. Jak patrzę na przyrodę, to mam wrażenie, że rok zaczyna się wiosną, ale co ja tam wiem. Zresztą – moim życiem rządzi jeszcze inny rytm. Od szóstego roku życia (tak, tak, byłam prekursorką ruchu sześciolatków w szkole, zanim to stało się przewidziane ustawą) aż po dziś dzień jest on ustalany przez rozpoczynający się rok szkolny lub akademicki. Wszelkie planowanie, ustalanie grafiku i ewentualne postanowienia przypadają na wrzesień lub październik.

***

Ponieważ mam permanentne kłopoty z pamięcią, zupełnie umyka mi, co wydarzyło się w pierwszych trzech kwartałach roku. Styczeń pamiętam jak przez mgłę, całe ferie robiłam korektę przewodnika, następne miesiące zlewają się i pokrywają kurzem i pyłem aż do wakacji, które dość dobrze wyryły mi się w pamięci. Aha, w tym czasie jeszcze miałam dwa ważne wydarzenia rodzinne i jeden świetny wyjazd. Jednak te kilka wspomnień to za mało na podsumowanie roku.

Ale przecież mogę podsumować Czeremchową i jej dotychczasowy żywot w internetowej rzeczywistości. Projekt (głupio mi pisać blog, ponieważ – jak wiadomo – nie czuję się blogerką) rozpoczął się we wrześniu. Pisanie tutaj daje mi dużo radości i spełnienia. Kiedy coś robicie, zdarza się Wam czuć, że to jest TO? Że jesteście na właściwym miejscu, że macie coś swojego i to daje Wam spełnienie? Że w ten sposób najpełniej realizujecie to, do czego się nadajecie? Że to Wam po prostu pasuje? No więc właśnie.

pen_paper_hires-designerpics

(Zdjęcie z tej strony, ale trochę oszukane. Kawa musi być ze śmietanką).

Nieraz spędzam poranki w okopach słowników, robię notatki w czytelni, czując się tak, jakbym przeniosła się w czasy studenckie, na przypadkowych karteczkach zapisuję frazy i słówka, w Evernote mam notatnik pod tytułem Blog i pośpiesznie gromadzę tam pomysły, karygodnie mnożąc literówki, podczas zebrań (ćśśś!) robię plany wpisów i ustalam kolejność publikacji.

Krótko mówiąc: cieszę się z tego, że mam miejsce do pisania i jest ktoś, kto chce to czytać. To mnie mobilizuje i daje dużo energii. Tak więc – ekhm – dzięki.

***

A teraz podsumowanie właściwe.

Teksty, które napawają mnie szczególną dumą:

Jak mi się pisze

Jesień w moim mieście.

Teksty dla mnie ważne, osobiste i poruszające:

Nie czuję się. O byciu niedostatecznie dobrym

Pierwszy krok jak przez rzekę. O niepewności na ulicy.

Tekst chyba najbardziej popularny:

13 rzeczy, których nauczył mnie mój mąż,

choć najwięcej komentarzy miały ex aequo

Kto to jest święty

Wegetarianizm a sprawa boczku

Szkoła życia: nowy plan lekcji

oraz

Irytujące zachowania społeczne.

Komentarzy pod tymi wpisami było 7. Jest to (jak na niszowość tego miejsca) liczba zawrotna i imponująca. Jestem pod wrażeniem i piszę to bez ironii, sama prawie nigdy nie komentuję wpisów, nawet wtedy, kiedy faktycznie mi się podobają albo gruntownie zmieniają moje życie i myślenie.

W 2009 roku skomentowałam pewien blog i autor jest teraz moim mężem, więc u mnie komentarz to naprawdę poważna sprawa.

Wpis bardzo wstydliwy:

Jak nie zostałam pisarką cz. 1.

Potem, przy pisaniu następnych części, uprawiam już czysty masochizm. Bez znieczulenia.

Wpis, przy którego powstawaniu sama się śmiałam:

Wpis wyborczy (sensacyjne political fiction).

I na końcu moje dotychczasowe opus magnum:

Słownik inwektyw.

Możecie dodać swoje typy. Z chęcią poczytam, co do tej pory Wam się podobało, a co nie.

***

Dziękuję Wam za składanie wizyt na Czeremchowej.

Dobrego roku!

  • Marta Jafernik

    CZEŚĆ…Tobie Czeremchowo! Ja męża mam, Ty męża masz, więc zaryzykuję i coś na…klikam. Dzisiaj drugi dzień nowego, zagadkowego i dla mnie pełnego osobistych nadziei roku kalendarzowego. Postanowiłam nadrobić zaległości czytelnicze – może zaczaruję cały rok i stanę się bardziej systematyczna ;). Ostatnie słowo brzmi nudno, ale kryje w sobie, nieosiągalną dla mnie dotąd, „SUPERMOC” ;D. Trudno mi wybrać swój typ Twojego blogowego wpisu, ponieważ pomijając moje wrodzone predyspozycje osiołka (dotyczące każdych wyborów), to bez „kitu i ściemy”, lubię czytać wszystko, co napiszesz. „SERIO, SERIO!” Hmmmm, hmmmm :)…ale…po dłuuuuuuuugim zastanowieniu, muszę stwierdzić,że najwięcej radości i inspiracji czerpię z DOBRYCH RZECZY. Chociaż uważam się za osobę optymistyczną, to zaobserwowałam, że pozytywne myślenie, nie zawsze jest moim odruchem, i są takie dni, że dostrzeganie czegoś małego i pięknego w życiu, stanowi konkretny wysiłek, albo jest dla mnie wręcz nieosiągalne w pędzie dnia codziennego (druzgocące odkrycie dla zdeklarowanej optymistki). Pogodne i jasne spojrzenie na rzeczywistość, to dla mnie duchowy mięsień, który bez ćwiczeń zanika. Dlatego lubię czytać Twoje wpisy z kategorii DOBRE RZECZY – są dla mnie pewnego rodzaju treningiem, czasem zatrzymanym na tym co istotne, ciekawe i po prostu dobre dla mnie. Pozostaje mi napisać uśmiechnięte: DZIĘKUJĘ i czekać na kolejne wpisy. Dobrej nocy!

    • O, to jest bardzo ciekawe! To zabieram się za gromadzenie następnych Dobroci! :)

  • Grzegorz Gaj

    Przyznaję, nie przeczytałem wszystkich publikowanych wpisów, ale z przyjemnością tutaj zaglądam bo wiem, że mogę przeczytać coś ciekawego. Nie inaczej było tym razem. U mnie komentarz to też bardzo ważna sprawa 😊. Kończąc, życzę Ci w Nowym Roku nieustannych inspiracji na publikowane tematy 😁