Powrót do szarej rzeczywistości?

Wróciłam po dwutygodniowej podróży. Powrót do szarej rzeczywistości, mówili moi towarzysze. Ja tak nie uważam, ale się nie odezwałam.

Jednakże przemyślałam sprawę i ujmę to tak.

Nie uważam, żeby życie codzienne było szare. Nie uważam, że żyje się tylko od wyjazdu do wyjazdu. Nie uważam, że wyjazd jest ucieczką.

Życie to każdy poniedziałek, każde zmaganie, każda radość, każdy weekend.

Wyjazd jest urozmaiceniem życia, ale nie jest jego kwintesencją.

Ostatniego dnia przed powrotem już czuję, że czas wracać. Już mi się przypomina, do kogo i czego wracam. Pod koniec podróży zaczynam tęsknić za moim miastem. Jestem jedyną osobą, która ostatniego dnia zamiast nie jedźmy jeszcze do domu myśli: jedźmy już do domu. Nie dlatego, że mi się nie podobało, ale dlatego, że koniec podróży jest naturalnym etapem, który po prostu nadchodzi i który trzeba przyjąć. Niezależnie od tego, jak wspaniała była to podróż.

Byłam, przeżyłam, zobaczyłam, posmakowałam, nabrałam wspomnień do głowy. Moje życie codzienne na mnie czeka. Moi znajomkowie i przyjaciele. Moje książki, warsztaty, nowa praca, zlecenie. Moje cztery kąty, nowe kuchenne możliwości, ćwiczenia, za którymi mi tęskno, basen czy aktywności, jakie tylko sobie wymyślę. W podróży nie jestem u siebie, jestem tylko na chwilę. Doświadczam i wracam.

Moje życie na mnie czeka. Kategorycznie odmawiam nazywania go szarym.

  • Bardzo fajnie, że pokazujesz takie podejście, jest mi bardzo bliskie. Nie wiem, to chyba polska mentalność (niestety!), żeby wszystko widzieć w czarnych barwach. A już zwłaszcza te nieszczęsne poniedziałki. 😉

    • Cieszę się, że jest nas więcej :)
      Czasem takie stwierdzenia są po prostu utarte w języku i nawet za bardzo ludzie nie zastanawiają się nad tym, że niekoniecznie są prawdziwe. Pozdrawiam!