Próby czerpania radości z zobaczenia kota lub łasicy

Są dni, kiedy radość jest chwilowa, a smutek jest długotrwały. Dni mijają mniej lub bardziej jałowo, a znużenie pustką internetu sięga zenitu. Mogłabym sporządzić listę rzeczy, które wtedy nie pomagają i nie przynoszą radości (na przykład jedzenie lodów, co oznacza, że popularne amerykańskie seriale kłamią), ale po co?

Mogę też spróbować patrzeć bardziej odkrywczo na świat, inaczej. Jak się patrzy inaczej, to zawsze można coś ciekawego wypatrzeć.
Na przykład kiedy krople wody na umywalce układają się na kształt kota albo łasicy. Serio. Widziałam to.

Albo idąc tym tropem – inne malusieńkie chwilki, maciupkie momenty, drobnostki. Takie jak:

  • pierwszy łyk ciepłej kawy (ostatni, zimny będzie zgoła innym przeżyciem),
  • odkrycie, że marynowana w occie marchewka i cebula już po chwili, po kwadransie, po godzinie, po dobie smakują zupełnie inaczej niż poprzedniego i to jest właśnie mały, kuchenny cud,
  • obracanie ziół w doniczce, które za bardzo kierują się do słońca,
  • spojrzenie psa, który chce być z nami i w jego oczach widać bezbrzeżne zdumienie, dlaczego ma wyjść z pokoju,
  • obserwowanie, jak na przystanku dziewczynka tańczy na deszczu, wystawia język, wyciąga ręce i jest cała radością (dopóki matka jej nie zruga i nie powie, żeby się nie wygłupiała),
  • kłaczek dmuchawca, który niefrasobliwie wleciał przez okno i teraz czuje się nieswojo i nie u siebie, co jest oczywiście w pełni zrozumiałe,
  • używanie smakowitych przysłówków. Nie rozumiem rady Stephena Kinga, który podczas pisania każe omijać wszystkie przysłówki szerokim łukiem. Moim zdaniem to (uwaga, przysłówek!) głupie.
  • Bardzo inspirująca lista, zachęca do samodzielnego szukania małych cudów.
    Hah, tylko drugi punkt niezbyt poetycki :D.

    • Czasem życie jest bardziej prozaiczne niż poetyckie 😀
      Dzięki za komentarz!