Słowa i sformułowania, których nie lubię w języku polskim

Przymykam ucho na iksde (nie wierzę, że ktoś tak mówi na poważnie), śmieszą mnie asapy i forwardowanie, ale pewnych zjawisk w polszczyźnie nienawidzę, nie cierpię tak bardzo, że skóra mi od nich cierpnie, a zęby same zgrzytają. Tak, zdrobnienia, to pewnie wiecie. Ale co jeszcze?

Żarcie

Na przykład chińskie żarcie. Dlaczego żarcie, na Boga? Czyż nie jest to po prostu jedzenie, które się je? Posiłek, pokarm, potrawy i dania, strawa, jadło, wikt i wiktuały, jak ktoś bardzo chce mówić inaczej, postylizować sobie nieco, pofrywolić przy stole.
Żarcie od zawsze kojarzy mi się z breją dla świń, serio.

Popełnić

Popełniamy czyn. Nie popełniamy fotografii ani wypieku. Takie konstrukcje wydają mi się na siłę przemądrzałe, przeintelektualizowane.

Nie umiem w to

Dlaczego nie można powiedzieć, tak jak do tej pory, nie umiem tego? Stara dobra konstrukcja z dopełniaczem miała się świetnie i poczciwie służyła ludziom, którzy – niewdzięczni – nagle postanowili zmienić sobie składnię. Na gorszą. Nie rozumiem tego… (zauważcie, nie napisałam: nie rozumiem w to. Prawda, że szkaradnie by to brzmiało?)

Szkrab

Osobiście tego słowa nie lubię, choć niby jest ono (powiedzmy) pieszczotliwe i słodkie. Nie jest. Nie lubię upupiania dzieci na siłę, co łączy się z następnym punktem…

Seplenienie

Seplenienie do dzieci i udawanie seplenienia przez starsze dzieci i osoby dorosłe, by coś wskórać (chyba wkurzyć). Seplenienie do zwierząt (sama słyszałam). Po co?

Koszmar

Jestem zdecydowaną przeciwniczką tabloidowych wyolbrzymień. Ostatnio w mojej okolicy zamontowano sygnalizację świetlną. Miały się skończyć korki. I co czytam na portalach internetowych? Tytuły w stylu "Koniec koszmaru kierowców!". Kiedy koszmar już przestanie działać, autorzy mogą pójść jeszcze dalej – do wyboru są: tragedia, dramat, masakra, makabra, katastrofa…

Tym koszmarnym zestawem kończę dzisiejszy wpis. Możecie dorzucać swoje typy!