Jestem niepoważna i piszę głupoty

Wymyśliłam kiedyś, że w przestrzeni miejskiej powinny być place zabaw dla dorosłych. Taki zestresowany czy zmęczony dorosły człowiek by się pohuśtał na huśtawce czy zjechał na zjeżdżalni. Od razu by mu się lepiej zrobiło. Pośmiałby się szczerze, od serca. Zapomniałby na chwilę o troskach.

Owszem, może to zrobić teraz. Ale dorosła osoba korzystająca z dziecięcej huśtawki jest narażona na ostracyzm i krytyczne spojrzenia przechodzących ludzi (ja tam uważam, ż też by chcieli się tak pobawić, tylko się krępują). Skąd to wiem? Bo zawsze pierwsza się pcham na huśtawkę.

***

Sławomir Mrożek i jego pomysły, Gałczyński, który potrafił napisać wiersze o wróbelkach i ogórkach, które nie śpiewają, ale przede wszystkim wymyślił cudowną Zieloną Gęś! Stanisław Jerzy Lec i jego aforyzmy. Roland Topor, który jest genialnie absurdalny, Brueghel i jego poczucie humoru, którego nie da się ukryć (zresztą po co?). To wszystko jest przemyślane i tylko pozornie głupie. Absurd i groteska często zawierają głębokie przemyślenia o życiu i ludziach. Czasem gorzkie – pod warstwą śmiesznostek. Ktoś zatrzyma się na powierzchni, ale niektórzy zejdą głębiej.

***

Głęboko wierzę, że pod głupotami, ironią, kpiną może kryć się głęboka mądrość. Absurd, wyolbrzymienie, satyra, goteska – pokazują prawdę o rzeczywistości tak samo jak realizm.

Dlatego moja pierwsza książka jest teoretycznie zbiorem śmiesznych powiastek. Tak naprawdę jest książką o tym, jacy jesteśmy jako ludzie. Czego nam brak i za czym tęsknimy. Jest książką o uważności i jej też trochę uczy. Przynajmniej tak mi mówili pierwsi czytelnicy.

***

Po trzydziestce zostałam błaznem. Jak niedawno usłyszałam w rozmowie, błazen to gorzka rola. Błaznem może być tylko dorosły, który wyszedł już z okresu idealizmu. Widzi prawdziwie – i dlatego wybrał kpinę i śmiech. Jeszcze nie wiem, czy się do końca zgadzam z tą opinią. Bycie błaznem nie kłóci mi się z byciem nie całkiem dorosłą.

***

Lubię ludzi autoironicznych. Nie lubię tych, którzy traktują siebie zbyt poważnie i nadymają się aż do przesady. W końcu ten napompowany balonik pęknie i co wtedy? Pozostanie tylko wybuchnąć śmiechem. Kto tego nie potrafi, będzie skompromitowany. Błazen po prostu otrzepie kolana i wstanie po tak spektakularnym upadku. Parsknie śmiechem, bo taka jego rola.

Błogosławieni, którzy potrafią śmiać się z siebie, albowiem oni będą mieli ubaw przez całe życie – słyszałam to dawno temu i przyklaskuję.
Błogosławieni, którzy znajdują powody do śmiechu. Codziennie.
I dlatego pisanie głupot czasem staje się misją.
Tak więc piszę głupoty i dobrze mi z tym.

Fochate pudełko i inne dziwne miejsca

Rzucił mi się w oczy szumny tytuł: Najmniejsza księgarnia świata. Ile ma książek, sto? To już całkiem nieźle.

Najmniejsza księgarnia świata powinna mieć w asortymencie tylko jedną książkę. Nawet nie potrzebowałaby zbyt wiele miejsca do ekspozycji. Mogłaby na przykład leżeć na poduszce na parapecie i zachęcać przechodniów do zapoznania się z ofertą. Po sprzedaniu tej jednej książki księgarnia mogłaby zmienić profil i stać się na przykład księgarnią specjalistyczną – prezentując tym razem poradnik albo instrukcję obsługi. Oczywiście na tej samej poduszce na czyimś parapecie.

***

Mam wrażenie, że ludziom przydałyby się fochate pudełka. Takie jak mają koty. Jak kot się obrazi, to wchodzi do specjalnego futrzanego pudełka i siedzi tam, dopóki mu nie przejdzie. Pudełka dla ludzi powinny mieć specjalizacje: pudełko dla nastolatka, dla obrażonej pani urzędniczki, dla małżonków po kłótni. Widzę tutaj niezły potencjał sprzedażowy.

***

Ludzie mogliby spać na stojąco, jak konie. Pierwszą zaletą byłaby oszczędność miejsca, zamiast sypialni w domu znajdowałoby się takie pomieszczenie metr na metr. Z sufitu zwisałyby takie skórzane albo gumowe uchwyty jak w autobusach miejskich. Tak by się człowiek zawiesił i spał.

Miejsce nazywałoby się SPAJNIA.

Pięć scenek z urzędu norm

Nie wiem, czy wszyscy wiedzą (ja się dowiedziałam całkiem niedawno), że istnieje takie miejsce jak urząd normalizacyjny. Gdyby potraktować taką instytucję odrobinę metaforycznie i nie do końca poważnie, mogłyby się tam odbywać na przykład takie scenki.

***

Mógłby przyjść tam sobie taki ot, zwykły człowiek z ulicy, niesiony niepokojem, i zapytać:
– Przepraszam, chciałbym się dowiedzieć, czy jestem dostatecznie normalny.

***

Albo jakiś klient za swoje gorszące zachowanie mógłby zostać wyrzucony na ulicę z gniewnym okrzykiem:
– Pan jest nienormalny!!!

***

Przychodzi człowiek do czytelni norm (tuż obok wspomnianego urzędu), wypożycza wolumin o  takich – o, powiedzmy – normach intelektualnych, normach wzrostu lub wagi… i zagłębia się w lekturze. Może nawet trochę przysypia.

***

Podchodzi klient do lady i mówi:
– Dzień dobry, poproszę kilogram normy prawnej i kilka plasterków normy obyczajowej.
– Nie ma norm obyczajowych, skończyły się. Mogą być normy moralne?
– Dobrze, niech będą. I proszę zapakować.

***

Przychodzi człowiek do okienka i pyta:
– Dzień dobry, chciałbym sprawdzić, czy mieszczę się w normach społecznych.
Urzędniczka na to:
– Sprawdzimy. Proszę wejść do tego pudełka…

Skrawki rozmów i zabawy słowami

Skrawki rozmów. Zabawy słowami. Im dziwniejsze i bardziej absurdalne, tym lepiej. Im ciekawszy neologizm, im bystrzejsza parafraza, tym bardziej warte to uwiecznienia.

***

 – Ilu było ludzi na świecie w XIX wieku?
 – No wiesz, pochlebiasz mi, ale ja tego nie wiem.
 – A nawet Ci pobułczam.

***

Prezydent w tv: Najgorsza jest pogarda.
M: Oraz podagra.

***

 

 – Ej, w tym fragmencie książki rodzice bohatera biją się frankfuterkami. Eee, franfurterkami.

 – Frankfuterko! Ktoś mógłby się tak nazywać: Frank Futerko.

***

Za 8 minut temu wyszli z pracy.

***

 – O, widzę, że tu też masz łaskotki.
 – A nawet łaspieski.

***

Ten kot przeżył wiele. Niejednokrotnie walczył wręcz i wnóż.

***

 – Musimy to powyczyszczywać.

 – Powyczyszczyszczywać.

***

 – Pies Cię lizał.

 – Tak robił.

***

To jest przeciwieństwość.

***

Chyba to popomylałem.

***

 – Którędy?

 – Każdędy.

 – Yyy, jest takie słowo?

 – Jest, właśnie go użyłem.

***

 – Nie wywracaj kota ogonem.

 – A ty lisa uszami.

 – Jest Lisa Gerard i Lisa Uszami.

***

– Masz omamy (w domyśle: wzrokowe).
– A nawet otaty.
– I jeszcze obabcie i odziadki.

***

 – Chyba sobie kpisz w żywe oczy.

 – A ty w martwe kolana.

***

 – Paul Opiryna.

 – Pan Adol.

***

Pierwszy wpis tego typu znajduje się tutaj.