Deszcz, mżawka, kapuśniaczek…

Jest na to wiele słów: deszcz, mżawka, kapuśniaczek, plucha, opady. Dżdżystość w całej swej jesiennej krasie. Słychać monotonne, uporczywe siąpienie, jakby niebo miało katar. Niebo przykryte pierzynami chmur. Mgła na dole i na górze, cały świat zadżdżony.

Deszcz rozsypuje swoje czary, a one spadają na nas, na samochody, na drzewa i drogi.

Mżawka rozmywa obraz, tonuje kolory i zamazuje światu kontury jak pijany impresjonista krótkowidz. Podstępne drobinki wnikają nam we włosy, w ubrania, w ten jeden pechowy rękaw kurtki, który już się nie zmieścił pod parasolem. Wilgoć faluje kartkami książek i zeszytów w podmokłych plecakach.

Plucha ze swoimi towarzyszkami kałużami, błyszczącymi, o płynnych granicach. Te płytkie i niepozorne kałuże przechodzą niekiedy w wartkie i nieokiełznane potoczki, rozlewają się rozłożyście.

Mgła mży dżdżyście – takie soczyste słowa, a taka mdła i monotonna treść.

gorce

Powitalny deszcz

Powiedzieć, że lubi się deszcz, to trochę tak, jak ogłosić publicznie: "Niech to lato się już skończy". Odnoszę wrażenie, że z takimi poglądami jestem w znakomitej mniejszości. Przecież wszyscy kochają upał i wakacje, każdy chce opóźnić jesień i z obawą myśli o zimie (jakbyśmy mieszkali co najmniej pod kołem podbiegunowym).

Lato męczy swoimi upałami, brakiem umiaru, rozpasaniem temperatur. Czekam na spokojną, stonowaną jesień. Deszcz to pierwszy syndrom.
Jest wczesny poranek, siedzę na poddaszu i słucham dudnienia chłodnych kropel. To wszystko dzieje się tuż nade mną.
Zza okna dobiegają pasma zimna. Wreszcie można spokojnie odetchnąć.

 

krakow

Ps. Polecam uwadze również ten wpis Riennahery, zwłaszcza końcówkę.