Co pamiętasz z podstawówki? (i moja filozofia pracy w szkole)

Ze szkoły podstawowej pamiętam dumę z szóstki z polskiego. Przygotowaliśmy inscenizację „Przyjaciół” Krasickiego, miałam przyklejoną do brody watę, udającą kozią bródkę. Publiczność płakała ze śmiechu z powodu naszego komediowego wykonania, a potem przybiłam piątkę z chłopakiem, który był moją podstawówkową miłością.

Pamiętam, jak bardzo zachwycałam się fragmentami „Balladyny” i czytałam sobie na głos podręcznik w domu, a na lekcji nie zostałam wybrana, by przeczytać jedną z kwestii. Było to jakieś 22 lata temu.

Z lekcji geografii pamiętam podział na ery i okresy, wielkość każdego kontynentu oraz oceanu. Pamiętam też, że nauczycielka robiła nam bardzo trudne sprawdziany i że kiedyś zbeształa nas za to, że zamiast przepisać notatkę, poszliśmy ją skserować.

Pamiętam, jak inna nauczycielka strofowała koleżankę za to, że podpiera sobie głowę podczas śpiewu, a tę koleżankę bolał wtedy ząb. Z historii nie pamiętam prawie nic. Z biologii pamiętam, że nauczycielka się na mnie obraziła. Chemiczka wyśmiewała kolegę przy tablicy.

Ze szkoły pamiętam poczucie dumy, radość, satysfakcję, poczucie wstydu, zażenowanie, smutek i żal.

***

Bazowanie na emocjach. To wydaje mi się niezmiernie ważne w pracy w szkole, ważniejsze niż wielostronicowe notatki, których zawartość ktoś zaraz po sprawdzianie zapomni. Pasja, ciekawość, wychodzenie poza ramy, budzenie zainteresowania: „Co dzisiaj będziemy robili?”, radość, zaskoczenie, wymyślanie dziwnych zdań, humor, przełamywanie schematów, zadziwienie. To chcę wprowadzać na moje lekcje. Nie zawsze się to udaje. Nieraz po prostu trzeba ćwiczyć gramatykę, przygotować się do dyktanda albo nauczyć się pisać odtwórcze teksty. Są lekcje, kiedy nie mamy siły, nastroju, humoru, kiedy musimy po prostu zrobić swoje i wyjść na przerwę.

Bazowanie na przeżyciach. Dla wzrokowców rysuję i gestykuluję, dla kinestetyków jest losowanie, pokazywanie, dla słychowców intonuję, moduluję głos, ściszam, podkreślam tonem. Próbuję rozśmieszać, robię miny, pokazuję brwiami niezadowolenie (ćwiczenia z języka niewerbalnego). Umieszczam w przestrzeni klasy przedmioty. Kiedy miałam składaną tablicę, po drugiej stronie rysowałam lub pisałam, w kulminacyjnym momencie lekcji odwracałam tablicę i… masz! Czasem udaje się włączyć ruch, na przykład podczas czytania tekstów. Można się wczuć, pokazać emocje opisane w tekście, zrobić scenkę z lektury czy nawet wejść do szafy (a nuż przeniesiemy się do Narnii?).

Uważam, że jeśli ktoś kojarzy szkołę z czymś pozytywnym, to będzie bardziej otwarty na to, co się tam dzieje, to więcej się nauczy i zapamięta już podczas lekcji. Przynamniej taką mam nadzieję. Poza tym nie darowałabym sobie, gdybym się sama nudziła na swoich lekcjach…

IMG_20160603_073950