W listopadzie można przebudzić się do życia

Listopad okazał się miesiącem, w którym można przebudzić się do życia.
Ubrać się w kolorowe rzeczy, pomalować paznokcie i policzki (niekoniecznie tym samym kosmetykiem).
Nabrać poczucia humoru w płuca, uśmiechnąć się do nowego dnia albo do wolnego popołudnia, które obiecuje wiele (nie wszystkiego dotrzyma, ale któżby się gniewał na takie przyjemne obiecujące wolne popołudnie?).
Można porozmawiać z nieznajomymi – a nuż spotkamy na przykład Łemka (serio, spotkałam dziś Łemka!).
Zacząć tworzyć na nowo, z większym rozmachem i mniejszą zachowawczością.
Znajdować czas na swoje własne prywatne milutkie sprawy, a nie tylko te, które się powinno – te sprawy są kanciaste i sztywniackie i o tym w ogóle nie należy długo rozprawiać.
Zacząć traktować lęki i obawy z przymrużeniem oka albo z kopnięciem w tyłek – no, krótko mówiąc, należy pozwolić im pójść w lekkie chwilowe zapomnienie.
To są cenne lekcje po trzymiesięcznym przygnębieniu. Całkiem zgrabny morał listopadowej opowieści.

19

(Najbardziej kolorowe ze zdjęć, fot. Dorota Koperska)

9 myśli na koniec listopada

#autumn #jesień #jesien #leaves #liście #liscie

A post shared by Magdalena Bieniek (@magdalena.bieniek) on

W gruncie rzeczy wszyscy jesteśmy nieudacznikami. Albo czegoś nie umiemy, albo coś nam się nie udaje. Każdego to dotyka w jakimś stopniu, więc nie ma co przeżywać. Należy raczej zaprzyjaźnić się z tym pierwszym zdaniem i je oswoić jak małe zwierzątko.

***

Najładniejsze zdanie, jakie przeczytałam na plakacie w autobusie, to: "Chce nam się".

***

Ludzie w internecie są mocni w palcach. Wszyscy mądrzy i najlepiej się znają. Chciałabym takiego mądralę spotkać na żywo – niech się podpisze pod swoimi zgryźliwymi opiniami, niech jego twarz i nazwisko firmuje te bzdury i hejt. Albo nie – wolałabym go raczej nie spotkać.

***

Jeśli poloniści nie potrafią poprawnie napisać ę na końcu (np. w słowie "dziękuję"), to ja nie wiem, dokąd zmierza ten świat.

***

W moim życiu obowiązuje domniemanie naiwności.

***

Podziwiamy osoby, które są inne niż my. Imponuje mi ludzka przedsiębiorczość, energia i umiejętności organizacyjne, ponieważ sama nie jestem dobrą organizatorką. Na każdej wycieczce co minutę liczę dzieci.

***

Zastanawiam się czasem, dlaczego tak łatwo wierzymy w krytyczne głosy, a tak trudno nam uwierzyć w pochwały. Instynkt? Nieufność? Niedocenianie siebie? Skoro nie wierzymy, to i krytyka nie powinna nas dotykać.

***

Kiedy czytam wypowiedzi ludzi w internecie, myślę sobie, że jednak trudno się pisze po polsku.

***

My, melancholicy, ciągle musimy tłumaczyć się z nieuśmiechania.

21

(fot. Mariusz Bieniek)

Nieatrakcyjny listopad

Bardzo szanuję i cenię sobie listopad.

Iluż ludzi na niego psioczy, a cóż on winien, że jest przed zimą, że wtedy wszystko gaśnie i zamiera, zasypia. Może to pora tylko dla melancholików, tak jak niektóre filmy są tylko dla dorosłych.

Listopad jest nieoczywisty. Łatwo lubić lato w pełni i wiosnę w rozkwicie, łatwo lubić ciepły deszcz i ładną pogodę. Białe połacie śniegu i mroźne chuchanie z ust też da się lubić, a niektórzy nawet widzą w tym atrakcję. Może narzekanie na widok porannego śniegu to domena ludzi absolutnie dorosłych – jeśli tak, to ja nie chcę nigdy dorosnąć do tego poziomu.

Listopad jest trochę jak marzec. Niewiele się dzieje, za oknem nieciekawie. Ludzie chyba nawet za bardzo nie zauważają tych miesięcy, bo już myślą o świętach i o tym, co będzie, zamiast o tym, co jest. Takie niepozorne i niedoceniane miesiące. W marcu jeszcze jest brzydko, a w listopadzie już jest brzydko.

Podoba mi się minimalizm późnej jesieni. Zachwycałam się nim już w tamtym roku, kiedy pomyślałam, że ziemia tak sobie zastyga, milknie i czeka na zimę, że to jest ciekawe i można by o tym napisać. O tym miał być mój pierwszy wpis na blogu. Potem zrezygnowałam, ale (jak widać) pomysł odrodził się następną jesienią. Coś w tym jest – jesień potrafi być inspirująca.

Wiele poradników na blogach mówi o tym, jakie jesienna pora daje nam możliwości: oglądanie seriali, wieczory pod kocem, z kakao i książką, długowieczorny czas spędzony na tworzeniu, uczeniu się nowych rzeczy, zacieśnianiu więzi z bliskimi.

Przeczytałam kiedyś o tym, że jest kilka rzeczy, na które nie warto się gniewać. Jedną z nich jest pogoda. Żyjemy w takiej strefie klimatycznej, że jesień po prostu jest. Nadchodzi, a potem mija. Normalna sprawa od wielu tysięcy lat.

I skoro nie można tego zmienić, to może warto choć trochę to zaakceptować, spojrzeć łaskawszym okiem i zobaczyć jakąś dobrą stronę smutnego listopada. Na przykład taką:

listopad

Fot. Mariusz Bieniek.