Mój mąż mi zupełnie nie przeszkadza

Nawet się nad tym dawniej zastanawiałam: jak to jest z małżeństwem samotnika albo (w wersji idealnej) dwojga samotników. No bo jak się czuje samotnik w małżeństwie, kiedy ktoś ciągle ci się plącze po mieszkaniu. Czy nie ma się go dość.

***

Co jakiś czas mam napady eskapizmu. Bardzo lubię samotne spacery po mieście, siedzenie w pustym domu, w pustej sali lekcyjnej przed lekcjami lub po nich. Słuchanie swoich kroków na pustym korytarzu. Na studiach doszłam do etapu, w którym wolałam chodzić sama do kina niż iść ze znajomą i potem od razu zagadywać wrażenie, jakie film na mnie wywarł. Chciałam również uciec od wszystkich ludzi.

Do tej pory fascynują mnie zakony zamknięte, choć obecnie preferuję raczej towarzystwo mieszane niż zamknięcie z samymi kobietami. Ot tak, dla zdrowego dystansu.

***

Cóż. Potrzebuję dużej dozy samotności, ale chyba znalazłam kogoś podobnego sobie, więc jakoś się w tym rozumiemy. Idealną symbiozą jest bycie obok, każde przy swojej pracy. Nawet jeśli mogłabym ze swoją pracą iść do innego pokoju, i tak wolałabym siedzieć obok niego.

Mój mąż zupełnie mi nie przeszkadza.

Można sobie razem pomilczeć albo luźno wymieniać myśli. Obecnie słuchamy sobie razem muzyki, ja piszę tekst, on pracuje.

Ta wspólnota jest wyważona i komfortowa. Dyskretna obecność.

Samotność mi nie doskwiera.

Nie mów o mnie źle

Widziałam to na własne oczy. Najpierw zakochana para studentów, która całuje się gdzieś za kotarą, wpatrzona w siebie, nierozłączna. Wspólne zdjęcia w parku, romantyczne listy. Parę lat po ślubie potrafią o sobie mówić z przekąsem: bo on jest nieudacznikiem i przynosi ochłapy zamiast wypłaty, a ona z kolei jest zrzędą albo beksą, nie dba o siebie albo dba za bardzo, no i w ogóle największym nieszczęściem mężczyzny jest małżeństwo. Gdyby był kawalerem, byłby szczęśliwy. A tak to nie jest.

Czuję się zniesmaczona i oszukana, kiedy tego słucham. Obiecałam sobie, że nie będę tak robić.

Czasem uważam, że mam solidne i niezaprzeczalne powody, by narzekać, ale to jest Człowiek, Którego Wybrałam, więc chcę się skupiać na tym, co dobre. Czasem trudno go nawet lubić, a co dopiero kochać. Ale mam świadomość, że mnie też jest trudno lubić i kochać, a mimo to on chce ciągle i na nowo próbować, a w dodatku całkiem nieźle mu to wychodzi.

To my kreujemy wizerunek naszego współmałżonka. Jeśli wszystkim będę mówiła, że mój mąż jest nieudacznikiem, to jakie wystawiam mu (i sobie) świadectwo? Wolę opowiadać, że jest oczytany, dzielny i utalentowany. Staram się pamiętać, za co go pokochałam.

157-cienie

Żona męża swego

Mój mąż stara się być szorstki i na dystans, ale tak naprawdę nie widzi poza mną świata.

Nie mówimy do siebie po imieniu, bo tak jest zabawniej: używać panieńskiego nazwiska, używać skrótu nazwiska, którego oboje używamy. Kpimy, przekomarzamy się.

Siedem lat temu weszłam na jego blog i pomyślałam: ładnie pisze, świetnie fotografuje, szkoda, że ma takie imię.

***

Długo byłam sama.

Znałam kiedyś chłopca, z którym po sprzeczce nie można było dojść do porozumienia. Tak jakbyśmy szli po równoległych liniach. Spotkanie i zrozumienie okazało się niemożliwe.

Znałam mężczyznę podobnego do George'a Clooneya i być może zostałabym może panią Clooneyową, gdyby nie to, że nie mieliśmy wspólnych tematów do rozmowy. Pamiętam jeden wieczór, bukiet kwiatów, długo wyczekiwana randka i rwące się wątki rozmów.

Pierwsza rozmowa z moim przyszłym mężem odbyła się w nocy i trwała cztery godziny.

Mój mąż czyta więcej ode mnie, a lista jego zainteresowań stale się wydłuża. Starannie i ładnie pisze. Stylizuje na poczekaniu. Wśród bogactw świata jemu dane jest w posiadanie bogate słownictwo. Wynajduje zapomniane słowa i wprowadza ponownie w obieg.

Potrafi zadzwonić do mechanika i zapytać:
 Dzień dobry, czy mógłbym Panu podrzucić samochód do oględzin?

Jest krytyczny jak nikt. Jak chwali, to znaczy, że naprawdę mu się podobało. Jest najbardziej szczerym i autentycznym człowiekiem, jakiego znam. Prostota przekazu, celność uwag. Autoironia.

***

Czasem zdarza mi się wysłać swoje cv w odpowiedzi na jakąś ofertę. Nie żebym oczekiwała odpowiedzi. Zwykle nikt nie odpowiada, ale wysłać można. Formularz wysyłania okazał się bardzo skomplikowany i szczegółowy. Aplikując, wiedziałam już, że mam raczej marne szanse, więc pisałam trochę poważnie, trochę niepoważnie.

Formularz: opisz krótko, kim jesteś.

Ja: polonistką, korektorką, żoną męża swego.

selfik maj 2015

Skrawki rozmów: rodzina

Fragmenty dialogów z życia mojej rodziny.

Dziadek

Dziadek (93 lata, wdowiec, ojciec szóstki dzieci, dziadek i pradziadek naprawdę sporej gromady): Wyszedłem na spacer poszukać jakiejś niewiasty, ale żadnej nie było.

***

– Ile dają na dziecko? 500 zł? Odmłódźcie mnie tylko, a zaraz się tym zajmę.

Rodzice

Mama, podając tacie żołądek i serce kury z rosołu: Dałam Ci serce? Dałam.

***

Rodzice oglądają w tv galę rozdania nagród. Kamera uchwyciła wśród publiczności pewnego jegomościa w nakryciu głowy.
Tata: A czemu on nie zdjął czapki?
Mama: Bo on jest wielki artysta śpiewak.

***

Tata i mama oglądają występ aktora i piosenkarki, którzy śpiewają energetyczną piosenkę.
W pewnym momencie tata mówi:
– Wystarczy.

***

Siedzimy w kuchni z rodzicami, trwa produkcja drożdżówek.
Mama: Jeszcze się nie upiekły.
Tata: To idę.
Mama: Ale kawa już jest.
Tata: To nie idę.

***

Mama (o ofertach z sieci komórkowej): dzwonił do mnie, proponował telefon, promocje, dopiero, jak mu powiedziałam, ile ja dzwonię (50 zł mi starcza na 3 miesiące), to się uspokoił.

***

Finał "Jeden z dziesięciu": odpadli konkurenci, gra ostatni uczestnik z jedną szansą. Pierwsze pytanie dla niego – nie zgadł.
Mama: No widzisz? aleś się nagrał.

Mąż

– Jesteś kaszalotem.

– A Ty jesteś ryżolotem.

***

– …i tak nazywano Demeter.

– A nawet Decentymeter.

***

– Nie da się ukryć, że Wenus z Milo to Ty nie jesteś.
– Bo mam ręce.
– No właśnie.

***

– Jak się nazywa ten zespół, często leci w Antyradiu, imię i coś tam.

(ktoś wie?)

– Florence + The Machine.

– No właśnie.

(tym sposobem wygrałam konkurs na czytanie w myślach)

***

Mąż pokazuje mi zdjęcia w afrykańskiej rzeczywistości. W roli głównej zwierzęta.

– O, a tutaj lion.

– Lionel.

– Lionel Ryczy.

13 rzeczy, których nauczył mnie mój mąż

Oglądałam ostatnio niebo o poranku i uświadomiłam sobie, że to mój mąż nauczył mnie zwracać uwagę na barwy nieba. Postanowiłam zebrać w niniejszym wpisie różne rzeczy, których się od niego nauczyłam. Na przykład:

  1. dostrzegać różowość nieba przed wschodem słońca oraz purpurę i fiolet po zachodzie, wyjść z domu tylko po to, by pooglądać księżyc w pełni, doceniać mgły kładące się na górach (taki mamy widok z podwórka).
  2. uznać, że najlepszym podsumowaniem niektórych spraw jest skwitowanie ich zdaniem: "aaa, olać to".
  3. pić kawę z małą ilością śmietanki lub mleka, podczas gdy ja raczej preferowałam coś w stylu kawowego mleka.
  4. siedzieć i słuchać muzyki. Leżeć i słuchać muzyki. Nic nie robić, tylko słuchać muzyki.
  5. że niefotogeniczność to bzdura. Bo jak zrobi się sto zdjęć, to z pewnością na co najmniej dwóch wyjdzie się dobrze. I właśnie te dwa się wybiera i pokazuje.
  6. że zawsze warto odpocząć.
  7. że powiedzenie komuś "masz parchate oczyska, durniu" jest milsze niż "jesteś moim skarbem, kochaniem i koteczkiem".
  8. że czasem warto popatrzeć od innej strony, zastanowić się: "a może jednak nie mam racji?" i zobaczyć, co się stanie. Że warto poczytać książki z dziedziny, której się nie zna i obejrzeć film bez uprzedzeń.
  9. że krytyka to nie krytykanctwo.
  10. że z rozrabiaki i lenia może wyrosnąć mądry i oczytany facet.
  11. że rozśmieszyć obrażonego oznacza milowy krok w przełamaniu obrazy i powrotu do normalności.
  12. że pasja jest tak cholernie ważna w życiu.
  13. no i że ogólnie jest fajniej razem niż samemu. Np. robić zdjęcia o 4 rano, kąpać się w lodowatym jeziorze czy nocować na bezludnej wyspie.

selfik z Miśką