Tylko sztuka może nas uratować

Zacznę prosto z mostu: nie jest łatwo. Trzeba się mocno postarać, aby nie zastynąć w śnie jak zwierzęta futerkowe lub też mrozie jak postacie z baśni Andersena.
Trzeba się postarać bardziej niż zwykle.
Czasem przychodzi samo – taka energia do działania, wena, natchnienie, pomysły, sprężyste ruchy, siła i moc.
A czasem chce się po prostu pooglądać serial i nie myśleć. Ostatnio takich dni mam wiele.

***

Tak sobie oglądam internet i myślę, że bardzo chciałabym być kiedyś nazwana kobietą-pistoletem albo i nawet badassem (bo dlaczego nie?), marzę, by wystąpić z czymś ciekawym na TED-exie (serio!), tworzyć codziennie, inspirować, wzruszać, zmieniać świat.
Niestety obecnie czuję się najwyżej jak kobieta-proca z urwanym uszkiem (o ile proca ma uszy). Po pracy dowlekam się do domostwa i padam twarzą w koc, a mój mózg nic nie tworzy, bo jest skupiony na tym, by przetrwać i ponieść jak najmniej ofiar z szarych komórek. A powiadam Wam, wiele ich poległo tej zimy.

***

Pokładamy ufność w różnych rzeczach, a ja śmiem twierdzić: tylko sztuka może nas uratować. Tylko sztuka może coś zmienić, uwrażliwić nas i skłonić do myślenia i do czucia wtedy, kiedy nawet czuć nie ma siły.

***

Jest końcówka lutego – w tym roku zdążyłam obejrzeć trzy sztuki teatralne (komedia, monodram, trudny spektakl dla młodzieży), byłam dwa razy w kinie, obejrzałam kilka filmów i seriali w domu. Prócz tego jeden wernisaż i jeden koncert, o którym myślę już drugi tydzień. Pojechałam ot, tak sobie, jako osoba towarzysząca, posłuchać ładnych piosenek. Wróciłam nie ta sama. Dotknięta w samo serce, bez osłonki, bez rękawiczek. Ot, palec w bijące serce. Nie wiedziałam, że się tak da.

***

Sztuka porusza czułe struny we mnie, a cała klatka piersiowa napełnia się wzruszeniem i mocą. Właściwie to nie wiem, czy sztuka może nas uratować, ale na pewno pozwala mocniej i piękniej żyć i czuć. Tak, wiem, że patos, ale czy nigdy nie czuliście się przemienieni, obudzeni i dotknięci przez muzykę albo film? (Już nawet nie wspominam o poezji.)

 

Ścieżka dźwiękowa do życia

Oto ścieżka dźwiękowa do filmu krótkometrażowego pod tytułem "Idę przez wiadukt". Fabuła, jak zresztą sugeruje tytuł, jest wielce zaskakująca, pełna zwrotów akcji. Występuję w tym teledysku, układam usta w Let's go back to the world that was 30 years ago. And let's believe this is our time. A Mariusz Duda podkłada pode mnie głos.

Idę jak w filmie, a świat po lewej i prawej jest jakby nie do końca rzeczywisty. Na wprost jest wiadukt, więc bez przesady. Wiadukt czuję pod stopami, nawet lekko drży – jest prawdziwy. W oddali pociągi, autobusy, samochody, budynki tworzą rozmyte i nieuważne, lekko tylko zaznaczone tło. Ludzie mijający mnie przechodzą bez znaczenia i bez muśnięcia. Przeszli i ich nie ma, a dźwięki zostają, więc w tym momencie są bardziej realne. Ja również przechodzę bez żadnego znaczenia.

Riverside i Lunatic Soul (projekt solowy wokalisty) to polski towar eksportowy, tak jak gra "Wiedźmin" i "Katedra" T. Bagińskiego. Zespół prezentuje wysoki poziom i nie bawi się w Pudelki, pyskówki czy naciskanie przycisku ("jurorowanie") w programach rozrywkowych. Przeczytałam gdzieś, że Mariusz Duda myśli o sobie przede wszystkim jako o dobrym basiście. Niech sobie tak myśli, ale wokalnie to on dopiero wymiata.

***

Dwa lata temu "I mjorka", piosenka Guðrið Hansdóttir, była moją ścieżką do filmu pt. "Stoję na przystanku po nauczaniu indywidualnym w domu ucznia". Poniżej wersja na żywo.

A to dźwięki moich wieczornych jesienno-zimowych powrotów do domu. Jest odpowiednio długi i odpowiednio klimatyczny.

***

Są melodie, które kojarzą mi się z konkretną sytuacją i konkretnym miejscem i czasem w moim życiu i to jest ścieżka dźwiękowa na dany czas. Każdy może być bohaterem swojego prywatnego filmu, lepszej lub gorszej jakości. Czasem jest to film klasy Z. Czasem za długa telenowela, za którą stoi słaby albo wyczerpany scenarzysta. Nie zawsze możemy wybrać bohaterów drugoplanowych, nieraz nie mamy wpływu na perypetie i koleje losu głównej postaci, ale zawsze możemy dopasować do tego dzieła (w końcu jest to opus vitae!) jakąś przyjemną nutę w tle.