Podnoszę głowę znad telefonu

Podnoszę głowę znad telefonu i widzę bardzo smutne, zmęczone i przygnębione twarze.

Jeżdżę środkami komunikacji publicznej. Podobnie jak uczniowie szkół średnich, kobiety z dziećmi i emeryci. Sam ten zestaw daje pole do społecznych obserwacji.

Rano uczniowie siedzą z nosami w książkach (słówka angielskie lub niemieckie, chemia, zadania z matematyki) albo w telefonach (Facebook, Youtube, jakaś książka). Często mają słuchawki na uszach, słuchają łupanki, którą chcąc nie chcąc słyszę i ja. Patrzą w ekranik.

I to jest bardzo dziwne uczucie, kiedy podnoszę wzrok znad mojego telefonu i liczę tych, którzy też – tak jak ja przed chwilą i teraz – mają w dłoni telefon i spuszczony wzrok. Jakbym była ich klonem, a oni moim. Jakbyśmy grali w jakimś dystopijnym filmie.

I owszem, potępiamy wszyscy chodzenie z nosem w telefonie, bo to niebezpieczne, bo uzależnienie, bo garb i tępota. Ale telefon to też wartościowe artykuły, których nie zdążyłam przeczytać poprzedniego dnia, to też komunikacja z przyjaciółką, która mieszka trzy województwa dalej, to też załatwianie spraw, zapisywanie w kalendarzu, umawianie się. Nie zawsze jest to tylko otumaniające przeglądanie Facebooka.

***

Podnoszę wzrok i widzę ludzi zmęczonych i przygnębionych, zestresowanych, wkurzonych od rana. Słyszę ich pełne frustracji rozmowy, narzekanie, obawy, rozczarowania, poczucie niesprostania oczekiwaniom innych albo też poczucie niespełnionych własnych oczekiwań.

Chodząc po mieście, bocznymi uliczkami, widzę szeroki przekrój społeczny. Ludzi bogatych, biednych i bardzo biednych. Ludzi z nadzieją albo już bez niej. Widzę ludzi, którzy są rozczarowani, bo ich życie nie potoczyło się tak, jak by chcieli. W twarzach można wyczytać potężne niedobory – uczucia, spełnienia, uznania, godności. Czasem jeśli zbyt długo patrzę, czuję, że za chwilę usłyszę pytanie, czy chcę w ryj.

Patrzeć też czasem niedobrze.

Wsiadam do autobusu około osiemnastej i widzę wracających z pracy, ze szkoły, skądinąd. Atmosfera jest gęsta i przygnębiająca jak w horrorze. Resztki sił, otępiałe spojrzenia w okno, wyczerpane ludzkie baterie.

I kiedy to wszystko widzę, to przygnębienie, smutek, to z powrotem spuszczam wzrok.

Wybieram online zamiast rzeczywistości. Tekst zamiast człowieka. Ekran zamiast twarzy.

„Nie uwierzysz, co ten wpis ma w środku!”

No właśnie.

Weszłam na pewną stronę, by przeczytać wywiad z historykiem. Z boku wysunęła się informacja i nęciła. Niedwuznaczna fotografia i niepokojący tytuł: "Ogromny pyton znaleziony martwy. Nie uwierzysz, co miał w środku". Niestety nie interesuje mnie to.

***

To będzie bardzo banalne, co teraz napiszę, ale musimy sobie oddzielać rzeczy, które są ważne, od tych kompletnie nieistotnych. Naprawdę nie ciekawi mnie, co ten pyton miał w środku, tak samo jako nie klikam na link, jeśli w tytule widnieje coś w rodzaju: "Wszyscy byli zaskoczeni, że…" albo "Nie mogła uwierzyć w to, co zobaczyła…". Wiem, co będzie dalej. Prawdopodobnie stwierdzę, że nie warto było klikać. Niespodzianka – jak zazwyczaj – okaże się niewypałem, ułudą. Kolejne zmarnowane sekundy życia. A co się przeczytało, tego się nie odprzeczyta. Tak jak "Malowany ptak" Kosińskiego i jakaś książka Danielle Steel, którą dostałam na urodziny. Tytuł wyparłam, ale pamiętam fizyczne dolegliwości podczas czytania jej. Po prostu chciało mi się wymiotować.

***

Ze względów zawodowych interesuję się tym, jak powstają klikalne artykuły. Chcę wiedzieć, co sprawia, że chce się wejść i przeczytać całość. Ze względów językowych przeglądam nagłówki w "Fakcie", chociaż ta gazeta dawno temu sięgnęła dna.

kaboompics.com_Man reading newspaper

(Ta osoba z pewnością nie czyta "Faktu"; źródło fotografii tutaj)

***

Do czego trzeba się posunąć, żeby nabrać kogoś: "wejdź, będzie ciekawie"? A potem okazuje się, że było tak, jak zwykle. Tak jak w przypadku tego wpisu.

Zawód

Niektórzy ludzie gorzknieją z czasem.

(dopisek mojego męża: niektórym ludziom czas gorzknieje)

***

Czasem zdarza mi się słyszeć, raz za razem:

"Ale jest gówno w tej telewizji".

"Ale z niej szkarada".

"Dzisiaj jest Dzień Życzliwości. Co za debilizm!"

"Znowu deszcz. Ależ się cieszę".

"– Nie zapowiada się ładna pogoda w weekend.

– Nie martw się, w poniedziałek znowu pójdziesz sobie do pracy i będzie pogoda. Pogoda jest dla bogaczy, nie dla biedaków".

***

Innym ludziom jest zawsze lepiej. Z takim podejściem nigdy nie ucieszysz się tym, co masz.

***

Przykro mi, że jesteś nieszczęśliwy. Chciałabym, żebyś nie musiał się tak czuć, ale obawiam się, że poniekąd sam tego chcesz.

Homonimy, synonimy: Zawód – zawód

Wykonywany zawód po wielu latach może stać się już tylko rozczarowaniem. Możesz przestać czuć się potrzebny. Możesz się wyeksploatować, możesz stwierdzić, że nigdy tak naprawdę nie chciałeś tego robić, tak wyszło i już zostało. Mogło Ci się kiedyś chcieć, ale już dawno przestało.

Małżeństwo rozczarowuje. Miłość się zakurzyła i wypłowiała jak zdjęcie. Ludzie bliscy są już tylko z nazwy. Z dzieci też można nie być dumnym, bo chciało się inaczej.

Inaczej sobie wyobrażaliśmy dorosłe życie. Mieliśmy spełniać marzenia i zmieniać świat.

Czasem w autobusie lub tramwaju mijam ludzi o zrezygnowanych twarzach.

Ludzie smutnieją i chodzą coraz bardziej rozgoryczeni.

Trudno to ukryć.

Trudno temu zaradzić.

ściana

(Źródło fotografii: tutaj)