O czym myślisz przed snem?

Idziemy spać. Łatwo powiedzieć.

Kładziesz się do łóżka, gasisz światło, próbujesz spać. Morfeusz zasnął prędzej niż Ty. Senne owce przeskakujące przez nieistniejący płot potykają się o wyimaginowane sztachetki.

Czymś trzeba zająć myśli. Niektórzy pozwalają myślom płynąć. Strumień świadomości zamienia się w rzekę nieświadomości, niosącą ze sobą urwane zdania, usłyszane fragmenty, pojedyncze słowa i w końcu już tylko skrawki.

Inni uprawiają masochizm, myśląc o pracy. Zresztą – to, co mam do zrobienia jutro albo co się wydarzyło dzisiaj, czasem przychodzi samo i nie chce odejść. Pracowe zmory chcą zmęczyć i popsuć jeszcze te ostatnie chwile dnia.

Są też ludzie, którzy próbują omijać ten krępujący moment. Boją się spojrzeć swoim myślom w twarz. Tak więc leżąc w łóżku, jeszcze coś oglądają, czytają, przeglądają do ostatniej chwili, aż do opuszczenia powiek, gaszą światło już w stanie półsnu – żeby tylko nie zostać z myślami sam na sam.

Ja myślę o ubraniach.

Tak, zgadzam się ze wszystkimi zarzutami. Próżność kobieca, marność, głupoty w głowie, myśli nieadekwatne do wieku – co by nie mówić – balzakowskiego. Nie rozwiązuję wielkich zagadek ludzkości ani nie rozważam natury świata, nie ćwiczę słówek obcych, nie uprawiam filozoficznych dywagacji. Nie i już. Nie przed snem.

Ale właściwie czego tu się wstydzić? Są całe gazety o ubraniach. Są książki o organizacji szafy i szukaniu stylu, są blogi ze zdjęciami, na których można obejrzeć, jak ktoś się ubrał dziś, a jak ubierze się jutro. Trzy czwarte Pinteresta to ciuchy, stylizacje i outfity.

To i ja, dla przyjemności, mogę sobie pomyśleć przed snem o ubraniach.

Kiedy wymyślę zestaw na następny dzień, przychodzi spokój i zadowolenie. Znalazłam. Ostatni problem tego dnia został rozwiązany. Ostatni element układanki wskoczył na miejsce. Można zasypiać.