O wielbicielach i porannym wstawaniu, czyli byłam u fryzjera

Byłam u fryzjera. Mężczyzny. Po raz pierwszy. Zwykle chodziłam do fryzjerek.

Najpierw pan fryzjer zaczął mówić zdrobnieniami, bo przecież nie może powiedzieć, żebym sobie powiesiła torbę albo torebkę. To musi być „torebusia” (wierzcie mi, ja nie chodzę z torebusią). Być może ludzie pracujący w usługach myślą, że muszą zdrabniać, bo jak nie zdrobnią, to wyjdzie na to, że są nieuprzejmi.

Ale okazało się, że muszą także komplementować.

Czy naprawdę fryzjer musi flirtować z klientką? Czy musi jej mówić, że jej ładne oczy? Czy naprawdę musi obiecywać tabuny wielbicieli, którzy padną u jej stóp, jak tylko wyjdzie z salonu? Musi podbudowywać jej poczucie własnej wartości takimi tanimi tekstami?

Czy fryzjerki flirtują z klientami? Czy mój mąż kiedykolwiek usłyszał od fryzjerki, że ma ładne oczy? Oby nie. Chociaż ma.

(Ale mężczyznom w tym kraju wolno więcej.)

***

Nie potrzebuję i niekoniecznie chcę, żeby ktoś mnie podrywał. Atencja obcych mężczyzn nie jest mi do niczego potrzebna. Miałabym się cieszyć, że jakiś nieznajomy facet na ulicy uznał mnie za atrakcyjną? A może on nie byłby dla mnie atrakcyjny? A może nie mielibyśmy o czym rozmawiać? Jeśli nie ma partnerstwa intelektualnego, nie ma o czym mówić. Dosłownie.

Obserwuję na Instagramie Wojtka Sawickiego, chłopaka z dystrofią mięśniową. Porusza się na wózku, mówi przez rurkę, skończył studia, działa w internecie, ma dziewczynę… Bardzo podobał mi się jeden jego wpis na Instastory: „Wiele dziewczyn pisało, że mogłoby ze mną być. Skąd pomysł, że ja chciałbym z nimi być?”.

***

Potem pan fryzjer spytał mnie, czy układam włosy i czy używam prostownicy. Otóż nie.
– Noo, to musi się pani poprawić – obwieścił karcąco.
– Nie, nie muszę.
– O tę fryzurę trzeba dbać… Rano wstać pół godziny wcześniej, umyć, wymodelować szczotką, wyprostować, ułożyć…
– A pan wstaje pół godziny wcześniej, żeby ułożyć sobie włosy?
(Otóż nie.)

Ale kobiety zawsze muszą zrobić więcej, by swoim wyglądem zasłużyć na społeczną akceptację.

A fryzura ładna, owszem. Po to przecież tam poszłam.
(Nie po rady, jak żyć i o której wstawać.)

Kobieto, albo jesteś młoda, albo nie ma Cię wcale

Mam koleżanki, które nie wyglądają na swoje lata. Zdarza się, że ludzie się dziwią, kiedy im mówię, ile mam lat. Młody wygląd jest to cecha kobiet bardzo ceniona w społeczeństwie.

Oglądałam niedawno film o parze: on doświadczony, starszy, ona młoda i pociągająca. Co prawda kobieta musiała wykazać się sprytem i głęboką mądrością, ale jednocześnie wygląd i wiek był jej atutem od początku filmu (tylko dlatego zostali parą). U kobiet bardziej ceni się młodość niż doświadczenie. Nawet jeśli kobieta jest doświadczona w jakiejś dziedzinie czy po prostu w życiu, to jednak powinna „jakoś wyglądać”, dopiero wtedy jest warta wysłuchania i pokazania.

Potem oglądałam film, w którym młodziutka dziewczyna była jednocześnie naukowcem. Ciekawe, kiedy zdobyła tę całą mądrość i wiedzę. Lepiej pokazać nierealistyczne pokłady wiedzy w zbyt młodym ciele, bo przecież na taką młodą bohaterkę się lepiej patrzy.

Trochę się burzę przeciwko takiemu pokazywaniu kobiet. Dlaczego kobieta ze zmarszczkami przestaje się liczyć, przestaje być widziana. Kobieta, która nie ma płaskiego brzucha albo ma zmarszczki. Mężczyzna może nosić siwe włosy z dumą – w końcu dojrzał, jest jak stare wino. Kobieta z siwymi włosami jest uważana za zaniedbaną, powinna się wstydzić i schować. Kobieta ze zmarszczkami musi je na siłę wygładzać, choć czasem te zmarszczki oznaczają po prostu, że dużo się uśmiechała w życiu – czy to powód do wstydu?

Na jednym z filmowych profilów zadano pytanie o cenione aktorki i ktoś napisał, że Olivia Coleman wygląda jak stara baba. Idąc tym tokiem „myślenia”, jeśli aktorka zaczyna wyglądać staro, to już jest skreślona w swoim fachu (nikt nie powie, że Clint Eastwood nie jest dobrym aktorem, bo wygląda jak stary dziad). Czy to znaczy, że mamy oglądać tylko młode aktorki – w rolach kobiet młodych i starych? Czy jest miejsce na stare kobiety w kinie? Meryl Streep, Maggie Smith i koniec? (Pomijam fakt, że Olivia Coleman jest aktorką, której twarz potrafi wyrazić tak wiele!)

Dlatego chapeau bas dla twórców serialu „Grace i Frankie”. Ja wiem, że twarze głównych bohaterek nadal mają niepokojąco mało zmarszczek, ale nie to jest najważniejsze. Jest w kulturze miejsce dla kobiet po siedemdziesiątce. Jest o nich serial. Jest odcinek o zbyt wolnym przechodzeniu przez pasy i gubieniu się, o problemach z kręgosłupem i biodrem. Dla mnie to jest ożywcze, szczere i prawdziwe.

Sama mam koleżanki o dziesięć i dwadzieścia lat starsze ode mnie, lubię ich doświadczenie, historie życiowe, ich mądrość. Kobiety po 40., 50., 60., 70. zasługują na swoje miejsce w kulturze tak samo jak tzw. dojrzali mężczyźni.

Trzy myśli o kobiecości

Kiedy idę do fryzjera lub kosmetyczki, muszę im się pokazać od najgorszej strony, czyli do jakiego stanu się dopuściłam, jak bardzo się zaniedbałam. Kosmetyczka włącza świdrujące lampy i przygląda się, a jej oku nic nie umknie. Fryzjerka rozczesuje włosy i obie widzimy ten obraz nędzy, rozdwojonych końcówek i odrostów.
Cokolwiek by nie zrobiły – i tak będzie lepiej. Wyjdę z odzyskanym poczuciem godności i atrakcyjności.
Starczy na jakiś czas.

***

Lubię czytać napisy na koszulkach, w szkole, na ulicy. Ze względów osobistych zdarza mi się oglądać w sklepach bluzki dla małych dziewczynek i oto mym zdumionym oczom ukazuje się na ten przykład głęboki napis „Yay!”. Dziewczynki mają być małymi błyszczącymi gwiazdkami, cieszyć oko, mają być słodkie i urocze jak króliczki. Chłopięce koszulki są na przykład z dinozaurami, które robią „rah rah”. Chłopcy nie muszą być małą ozdóbką domu. A nawet mogą być czasem troszeczkę groźni.

***

Kiedy się tak zastanawiam nad tym, które cechy są uznawane za męskie, a które kobiece, to wychodzi mi, że jak jestem uczuciowa, wrażliwa, płaczliwa, niezdecydowana, zależna, to jestem kobietą. A jak jestem silna fizycznie, zdecydowana, odważna, praktyczna, konkretna, to jestem jednak mężczyzną.

anathemicznie2

(No i teraz to już nie wiadomo. Fot. M. Bieniek)