Październikowe polecajki

W październiku polecam kilka rzeczy, które ostatnio odkryłam. Może któraś z nich przypadnie Wam do gustu.

Po pierwsze – Słuchowisko. Od zawsze podoba mi się praca w radiu, a już szczególnie lubię nocne nastrojowe audycje, opowieści snute spokojnym głosem (w przeciwieństwie do krzykliwych komercyjnych stacji, irytującego akcentowania każdego słowa i rzucania nieśmiesznych żartów). Tak więc Słuchowisko Justyny Mazur spełnia moje standardy. Co prawda słucham go rano, ale cóż to jest za poranek, kiedy przez 10 minut słucham, jak mądra dziewczyna o ładnym głosie opowiada coś wartościowego.

Po drugie – nowa płyta Riverside. Zespół trzyma poziom, a każda płyta niesie w sobie dużą wartość i sporą dozę Robienia-Po-Swojemu, co zawsze bardzo cenię u twórców. Muszę przyznać, że ostatnie dziewięć lat mojego życia obfituje w ciekawe odkrycia muzyczne (tak, to dzięki mojemu towarzyszowi życia). Pisałam już kiedyś, dawno temu, o Riverside. Niby była to li i jedynie opowieść o przechodzeniu przez wiadukt, ale mimo to polecam kliknąć tutaj.

Po trzecie: „Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek”, czyli książka, która inspiruje, uczy odwagi, otwiera oczy na los kobiet w różnych krajach. Opowiedziana w ciekawej formie i ładnie zilustrowana (a przynajmniej większość ilustracji jest ładna, bo na przykład taka Maria Skłodowska-Curie osobiście nie przypadła mi do gustu).

Coś naukowego, ale w bardzo przystępnej formie: Kasia Gandor i Arlena Witt, moje dwie ulubione youtuberki. W sumie chyba nie muszę ich polecać, bo są milion razy bardziej znane niż ja, ale pomyślałam, że się po prostu podzielę tym, że ich słucham podczas gotowania, szanuję i cenię za wkład w naukę. Wkład w naukę szanuję zawsze.

Coś na rozśmieszenie – jeśli lubicie absurd i Mappety, to popatrzcie, jak Elmo rozmawia z Robertem DeNiro o aktorstwie (zawsze, zawsze, zawsze mnie to rozśmiesza), a jak lubicie absurdalnie genialną Zieloną Gęś, to obejrzyjcie ten skecz kabaretu Potem (nieodżałowanej pamięci).

No i ruch. Polecam ruch, bo ruszanie się, chodzenie jest fajne. Deptanie liści i słuchanie ich szelestu. Wdychanie chłodnego powietrza. A jak boli głowa, to najlepiej iść na ćwiczenia i się porządnie zmęczyć. Lepsze niż aspiryna.

A na koniec polecam sen. Moje wiecznie przygniecione ucho też poleca. Pamiętajcie, sen was potrzebuje.