Tako rzeką internetowi mistrzowie

Korzystam z internetu codziennie. Czytam blogi, porady, śledzę na Facebooku, odbieram newslettery. Jestem na bieżąco – zwykle znam ludzi, którzy są znani w internecie, znam blogi z rankingów popularności. Czytam o minimalizmie, świadomym życiu, byciu w zgodzie ze sobą i spełnianiu marzeń.
Co radzą mi internetowi mistrzowie?

Piszą, by się nie spieszyć, by praktykować uważność i bycie tu i teraz. Czasem w autobusie bezmyślnie gapię się w okno. Podobno nie jest to złe. Jednakże trzeba przyznać, że chodzę szybko i każdy spacerowicz na mej drodze jest raczej powodem irytacji niż admiracji.

Piszą, by uczyć się mimochodem, w międzyczasie. Przy okazji gotowania czy zmywania naczyń słucham angielskich TED-exów, vlogów, podcastów. Podczas mycia zębów oglądam edukacyjne filmiki z napisami. Multitasking daje radę. Zawsze to coś.

Kobiety piszą, żeby rozsądnie kupować ubrania, czyli na przykład zastanowić się, czy dany zakup będzie pasował do co najmniej trzech innych ubrań. Cóż, robię to od dawna, a zasady tzw. capsule wardrobe znam od podstawówki, kiedy to rozrysowywałam sobie zestawy do noszenia.

Na stronach o zdrowiu czytam, że powinnam mieć swoją codzienną dawkę ruchu – a więc dużo chodzę, nie jeżdżę schodami ruchomymi, a windę rozważam dopiero od szóstego piętra wzwyż. Czytam o dbaniu o siebie, o body positive. Lubię siebie, dbam o swoje ciało, głównie dlatego, że jest moje. I to też zrozumiałam po internetowych poradach.

_DSC9299_DxO

(Zdjęcie zrobiła Zosia LS w ramach projektu kochaj.się, o którym dowiedziałam się z internetu)

Przed snem i po przebudzeniu się staram się myśleć o przyjemnych rzeczach. Stawiam sobie wyzwania, doceniam drobne sukcesy, otrzepuję kolana z porażek i idę dalej. Staram się rozwijać, pokonywać lęki, walczyć ze słabościami, wyznaczać sobie cele, dążyć do spełnienia marzeń.

To wszystko powiedzieli mi obcy ludzie z internetu, specjaliści do spraw szczęścia. Pewnie mają rację w wielu aspektach, ale nie o to mi chodzi. Otóż z pewnym wstydem uzmysłowiłam sobie, że jestem ich oddaną i pojętną uczennicą. Nawet nie wiem, czy ci mistrzowie sami żyją według swoich wskazówek i czy są z tym szczęśliwi. Czy współcześni apostołowie udanego życia są pewni tego, co głoszą, czy po prostu chcą zarobić, budować markę, coś zyskać, coś sprzedać? Autorzy treści o tym, jak poprawić, rozwinąć, jak pobudzić twórczość, jak żyć – wydają się być misjonarzami zmiany życia innych. Skąd mogę wiedzieć, czy oni sami umieją żyć?

Kiedyś uczeń widział mistrza, spędzał się z nim czas, obserwował. Dzisiaj jest po drugiej stronie ekranu, niby dostępny, a jednak obcy. Co on właściwie zrobił, by stać się moim mistrzem?

 

  • Marta Jafernik

    Nie wiem, czy skupiałabym się na takiej analizie – na tej dziurze ;). Myślę, że skupiałabym się na celu i efekcie. Udało Ci się coś zmienić, coś zadziałało – odniosło oczekiwany skutek – sukces! Czy podoba mi się jak żyje Sting, jak żyła Amy W. albo Freddie M. – ich muzyka czaruje. Biorę od nich to co dobre, co sprawia, że czuję się lepiej. Jeśli styl życia idzie w parze z podawaną treścią – najlepsza opcja (ale nie wiem, czy do końca osiągalna ;), jakbyś zaczęła kopać i kopać te dziury). Może idea jest super, ale wola autora słaba, to co! Może akurat Twoja jest silniejsza. Trzeba chyba próbować.

  • Marta Windak-Szmid

    Halo ??? Mnie znasz 😉

    • I Tobie ufam 😀

      • Ale powiedz sama, czy nie jest tak, że nie znamy tych ludzi, a im ufamy ot tak, po prostu? Płacimy, słuchamy, stosujemy się do wskazówek, a nie wiemy, czy się nie rozczarujemy?