Trzy minuty przed wyjściem z domu

Do pracy jeżdżę autobusem. Wychodzę z domu dziewięć minut przed odjazdem i zazwyczaj to mi spokojnie wystarcza, zważywszy, że ostatnie dwadzieścia minut przeznaczam na przygotowania, zamykanie okien, pakowanie prowiantu, makijaż itd. 

Spokojnie wystarcza, o ile trzy minuty przed wyjściem nie zacznie się totalny kataklizm i nastąpi dzika kumulacja. Niesprzyjających okoliczności.

Steve A Johnson Time

(Zegar wskazuje trzy minuty do wyjścia. Źródło zdjęcia, autor: Steve A. Johnson)

Trzy minuty przed planowanym wyjściem okazuje się, że jest za ciepło na rajstopy i trzeba szybko zmienić koncepcję stroju.

Bluzka się zsuwa i jest niewygodna.

Pozostałość po metce drapie tak, że dyskwalifikuje strój.

W rajstopach oczko.

Zacinający się suwak w plecaku.

Sięgam po kurtkę, z wieszaka spada płaszcz.

Na blat wylewa się woda z termosu albo spod pustej suszarki na naczynia, którą właśnie odstawiam na miejsce.

To, co chcę postawić, przewraca się, rozlewając lub rozsypując zawartość.

Pusty słoik ucieka z kuchni do pokoju, urządzając sobie wycieczkę krajoznawczą last minute.

Natychmiast muszę iść do toalety.

Natychmiast muszę iść na piętro, bo nie wzięłam materiałów do szkoły.

A potem jeszcze raz, bo na górze zostały buty i termos.

Przypomina mi się, że koniecznie muszę coś sprawdzić na komputerze, a on się akurat aktualizuje.

I jeszcze ktoś dzwoni! Owszem, mogę z telefonem przy uchu wycierać naczynia czy zakładać buty, ale z płaszczem jest już trudniej.

***

To dlatego, Mamo, Mężu, Koleżanko, czasem nie odbieram telefonu za pierwszym razem.

To dlatego, Droga Sąsiadko, mój spacer na przystanek autobusowy przypomina raczej trucht, a miejscami wręcz sprint.

To dlatego, Szanowny Kierowco, autobus mija mnie, gdy biegnę albo stoję niecierpliwie po drogiej stronie ulicy, przepuszczając sznur samochodów. Bo przecież to kierowca ma pierwszeństwo, nie?

***

Zamiast puenty napiszę, że ten tekst został dokończony tuż przed moim wyjściem do pracy.

  • Marta Jafernik

    Tak, kataklizm to chyba to słowo, którego mi brakowało ;))))). Kiedy czytałam Twój tekst przepełniło mnie jednak nie uczucie grozy, tylko empatia i wybacz…. odrobina zadowolenia, wypływająca z faktu, że nie tylko ja bywam permanentnie i systematycznie ofiarą porannych „kataklizmów”.
    Po oględnym przypomnieniu sobie, co robię rano przez pięć dni w tygodniu, mogę streścić moje 15 minut przed wyjściem (źródło – prywatne badania statystyczne) następująco:

    Mój młodszy ukochany syn MUSI iść do ubikacji, co obwieszcza głośno i dobitnie „MAMO KUPA!!!!!”.

    Mój starszy ukochany syn przebywa w pokoju, poszukując NIEZBĘDNYCH oczywiście narzędzi uczniowskich na dany dzień nauki szkolnej.

    Patrzę na kurtkę mojego młodszego syna i przypominam sobie, że dnia poprzedniego, nie ominęła jej kąpiel błotna, więc sięgam po wilgotną szmatkę (ach tak, gdzie ona jest!!!!) i próbuję pozbyć się niepotrzebnych „aplikacji”.

    „KUPA GOTOWA!!!!!” – po niezbędnych oblucjach, staram się skutecznie zmotywować ukochane dzieci do ubierania. Kiedy pakuję dokumenty od samochodu, kluczyki i inne takie gadżety, słyszę urywane słowa „rozmowy” dwóch…no właśnie, wydawałoby się, że braci, a nie , wilków ;), i rzucam mało ambitny tekst: „Nie wiem, jak to zrobicie, ale macie za 3 minuty być ubrani!”.

    „WYCHODZIMY!!!” – wołam szczęśliwa, bo skompletowałam niezbędnik „matki dowozicielki”, a dzieci zdają się mieć wszystkie części ubioru adekwatnie do pogody.

    „JESZCZE TYLKO JEDNĄ RZECZ DO SAMOCHODU MAMUSIU, PROSZĘ” – młodszy synek biegnie do pokoju, żeby wybrać pluszaka. Decyzja – KTÓRY PLUSZAK- musi być dla niego trudna, bo nie wraca… i NIE WRACA (?!)… WOJTEK!!!!! WYCHODZIMY!!!!.

    Zamykam drzwi (dzisiaj na pewno oznaczę te klucze – obiecuję sobie). O, nie! komórka! Wracam i wołam z mieszkania: „MICHAŚ ZADZWOŃ DO MNIE, PROSZĘ!!!!!. JEST!!!! SŁYSZĘ JĄ!!!!. Zamykam drzwi….

    Pojawia się natrętna myśl „CZY WYŁĄCZYŁAM ŻELAZKO?!”. Otwieram, sprawdzam, zamykam.

    Wychodzimy z klatki i szukamy samochodu. No tak, mój „mążczyzna” wczoraj wieczorem go używał i nie mam pojęcia, gdzie zaparkował, a uwierz mi Droga Czeremcho na krętych i zatłoczonych uliczkach osiedlowych możliwości jest dużo. Dzwonię do niego z porannym budzeniem i po sygnale od razu słyszę zaspaną odpowiedź: „POD IDEALEM…”.

    Wsiadamy do auta. Zapinamy pasy, odpinam swój, żeby wysiąść i odblokować pas Wojciecha bo: MAMO! ZACIĄŁ SIĘ!!! (inaczej się nie da). Wsiadam zapinam się i … JADĘ!!!

    No! Dobrze, że już wiosna i nie trzeba skrobać lodu z szyb :))))))).

    • Wygrałaś :)

      • Marta Jafernik

        Wszystko przemija, być może nawet za tym kiedyś zatęsknię. A tym czasem…Ofiary Porannych Kataklizmów nie dajmy się!!! 😉

  • Grzech

    To w te 3 minuty bardzo ksztaltuje sie charakter człowieka …