W cudzych butach, czyli szkic o empatii

Jest taka okładka książki, w której chory chłopiec Oskar musi szybko dorosnąć, więc jest w za dużych butach. Butach dorosłego. Bardzo mi się ta okładka podoba.

Przejść się w czyichś butach – to sfromułowanie siedzi mi w głowie od jakiegoś czasu. Przejdź się w moich butach. Oddam Ci mój jeden dzień albo i tydzień. Zapraszam. Zobacz, jak to jest być mną i potem mnie oceniaj.

***

Czasem się skarżę. Mówię na przykład, że jestem zmęczona. Najczęstszą reakcją mojego rozmowcy jest: „Ja jestem bardziej”.
Cóż. Zawsze ktoś ma gorzej (więc hej! nie mam prawa narzekać).
Czy mi to pomogło? Nie.
Co by mi pomogło? Gdyby ktoś mnie usłyszał tak naprawdę. Gdyby mi nie umniejszał. Pozwolił mi na skargę.

Herbert pisał: Pozwól o Panie […] żebym rozumiał innych ludzi inne języki inne cierpienia

***

Usłyszenie tego, co powiedziałam zamiast dokładania mi. A może to są moje granice? Może kolejny etap to będzie załamanie? Nie wiemy tego. Nie słyszymy.
Sama się tego uczę. Czego potrzebuje człowiek, który mi coś mówi? Co mogłoby mu pomóc?

Podobno czytanie książek pozwoliło ludziom rozwinąć w sobie empatię, bo pokazało: zobaczcie, inni też mają uczucia. Też cierpią. Mają tak samo jak ty. Jak my.
Czytałam niedawno książki do uwrażliwienia: „Nie zdążę”  i „Nie przywitam się z państwem na ulicy”. O niepełnosprawności i wykluczeniu. Obie polecam.

***

Ostatnio opowiedziałam o moim zmartwieniu, takim do łez. Ktoś mi odpowiedział: „Przykro mi!”. To były najbardziej kojące dwa słowa jakie ostatnio słyszałam. I tyle wystarczy. Naprawdę.