Wiosna w trzech aktach

Akt pierwszy – zziębnięte dłonie

Koniuszek nosa swą temperaturą przypominał grożącą wiadomość od zimy: „Jeszcze tu wrócę”. Opuszki palców jak odwilż z gałęzi.

Akt drugi – ubłocone buty

Nikt mi nie kazał kupować białych. Nikt mi nie kazał chodzić na skróty ścieżką pod wiaduktem. Sama chciałam. Ścieżki na skróty – jak można się temu oprzeć? Toż to kwintesencja dzieciństwa na wsi, wolności i chodzenia swoimi drogami.

Akt trzeci – oddech

Niechże już pierzcha ten szwarccharakter von (woń) Smog, myślałam sobie. No dobrze, przyznaję, nie myślałam aż tak poetycko, ale przekaz jest ten sam. Płuca żądają dostępu do wiosennego świeżego powietrza.

Kwietniu, dobrze, że jesteś.

195

(Oj, będzie zielono)