Zakupowy wpis

Kobieto! To dla Ciebie gazetki, dla Ciebie promocje, dla Ciebie zakupoholizm. Nie wiedziałaś? Jesteś smutna – idź na zakupy. Kup sobie nowe buty, kup sobie torebkę. Przecież to lubisz.

***

W świadomości społecznej oraz kulturze popularnej kobiety to zakupoholiczki. Kto zrobi, ogarnie zakupy, jak nie kobieta. Ciuchy kupuje raz w miesiącu, przecież to łatwizna, bo lubi chodzić po sklepach i tracić czas, a także pieniądze. Ciężko zarobione, zawsze warto dodać. Gdy tymczasem prawda nie zawsze jest tak oczywista.

***

Znam kobiety, dla których zakupy są niczym spacery relaksacyjne po uzdrowiskowych alejkach. Czerpanie garściami z okoliczności przyrody. Wybieranie najdojrzalszych owoców, najbardziej miękkich awokado. Najładniejszych modeli sukienek. Idą, zwiedzają, nonszalancko pewne, że znajdzie się dla nich ten Jeden Właściwy. Towar.

Są kobiety, które robią zakupy metodycznie. Idą jak na polowanie. Wiedzą, w którym zakamarku znajdą dorodny towar. W tym sklepie taka cena, w tamtym niższa, ale inne szczegóły. Asortyment w pełni opanowany, zmiany sezonowe i zmiany wystawy, przeceny, obniżki, bajery. W to im graj.

Są też takie, które – by zminimalizować czas polowania – idą z listą. Szukają konkretu. Wchodzą na szybką rundę, rozglądają się i jeszcze szybciej wychodzą. Nie grzebią w wieszakach. Nie oglądają z pietyzmem. Nie szukają zabłąkanych sztuk. Nie ma – to nie ma. Spodziewają się kilku podejść do sprawy i są na to przygotowane. Rozkładają siły na kilka wejść. Wolą krótkie i w miarę bezbolesne sprinty niż maratony.

Są wreszcie takie, dla których pójście na zakupy odzieżowe to droga na stracenie. Zacukane brakiem wyboru, umęczone postmodernistyczną powtarzalnością fasonów. Kolejny sklep to kolejna stacja krzyżowej drogi. Całość nierzadko kończy się pustym koszykiem, umęczonymi oczami (bo rażące światło), uszami (ścieżka dźwiękowa do filmu pt. „Zakupy” to ból dla duszy), podniesionym poziomem agresji (bo muzyka sprawia, że chcesz kogoś uderzyć), z obniżonym poczuciem własnej atrakcyjności (bo lustra w przymierzalni prześmiewczo Cię pogrubiły, a w sklepie powiedzieli, że nie mają takich dużych rozmiarów, bo więcej niż 36 to już jakby było Cię trochę za dużo).

Zakupy to dla nich udręka i przedmiot nieustannej prokrastynacji – aż do przetarcia butów. Aż do prześwitów, prucia, pojawienia się pierwszych dziur.

***

Właściwie to rzecz nie dotyczy tylko kobiet, bo znam mężczyzn podchodzących do sprawy rzeczowo i konkretnie (przyszedłem po czarne sztruksy i z nimi wychodzę), ale też takich, którzy lubują się w oglądaniu, wybieraniu i przymierzaniu.

Uwiera mnie tylko, jak próbuje się wmówić, że wszyscy powinni lubić zakupy, bo przecież jedyne, czego potrzebujesz, to nowe ubrania. Przecież wiadomo, że wtedy wszystko się zmieni i wszystko ułoży. Nawet ten nieszczęsny ciuch na Twojej sylwetce.