Zdalne sterowanie hormonami

W pierwszej połowie cyklu jestem absolutnie zakochana w moim mężu i uwielbiam wszystkich ludzi na świecie. Ubolewam nad tym, że mam tak mało przyjaciół, bo chciałabym się z nimi spotykać i rozmawiać. Pragnę, byśmy nawzajem siebie inspirowali. Chcę chodzić z nimi na spacery i zapraszać ich do siebie na kawę z kawiarki i deser bez cukru.

W drugiej połowie cyklu nie znoszę ludzi (bez wyjątków) i pewną ulgę przynosi mi to, że nie mam tak wielu bliskich. Nie muszą mnie wtedy znosić.

Bywa tak, że czuję się bezgranicznie szczęśliwa. Zachwyca mnie kwitnące drzewo wiśni i rozczulające spojrzenie naszego psa, jestem wdzięczna za beskidzkie powietrze w płucach i za każdą pasję, którą mogę realizować. Komplementuję męża i zostawiam mu karteczki z zabawnymi hasłami. Na stos książek do przeczytania patrzę jak na radosne wyzwanie.

Jest jeden dzień w miesiącu, kiedy jestem bezbrzeżnie smutna. Naturalnie i całkiem bez powodu. Trudno mi to wytłumaczyć. Stos książek do przeczytania jawi mi się jako syzyfowa praca: i tak się nigdy nie zmniejsza, bo z każdą przeczytaną dokładam trzy nowe.

Są też dni, kiedy marzę o tym, by nie musieć z nikim rozmawiać (wtedy odczuwam wszystkie trudności NARAZ). Czasami moje życie wydaje się pasmem rozczarowań, niespełnionych marzeń i zaprzepaszczonych szans.

To nie moja wina. To te cholerne substancje chemiczne.

nadmorski

(fot. nieoceniony Mariusz Bieniek Photography)

  • Agnieszka Walas

    Dzień dobry, trafiłam przypadkiem, zostanę na dłużej. Tekst, pod którym popełniam wpis jest jak balsam….dla wszystkich zołz na świecie.

    pozdrowienie

    • Zatem witaj i rozgość się :)
      Mam nadzieję, że ten tekst nie tyle usprawiedliwia bycie zołzą, co raczej pozwoli lepiej zrozumieć pewne zachowania 😉