Między poniedziałkiem a piąteczkiem, czyli rozważania o pracy

Próbowałam napisać ten wpis wcześniej, ale miałam dużo pracy. Próbowałam opublikować go w poniedziałek, bo akurat ten dzień tygodnia jest z tematem związany. Ale cóż, niech będzie we wtorek.

Zwykle nie wchodzę w dyskusje na temat oczekiwania na piąteczek czy beznadziejności poniedziałków. Bywa, że jestem jedyną osobą w towarzystwie, która przyznaje, że lubi swoją pracę. Czasem przyznaję się do tego ostentacyjnie, bo w końcu ktoś przecież musi lubić swoją pracę!

Praca nie jest tylko po to, by dostawać za nią pieniądze, choć otaczający nas świat jest właśnie tak skonstruowany: pracujesz – masz za co żyć. Nie pracujesz – też sobie w sumie poradzisz, ale może być Ci trochę trudniej.

mim-helsinki

(Są różne prace. Na przykład taki mim w Helsinkach. fot. Mariusz Bieniek)

Są dni, kiedy wychodzę z pracy ze zlasowanym mózgiem i przetrąconym kręgosłupem, z samooceną pełzającą gdzieś przy mojej nodze, bo nawet ona mnie opuściła, i to aż tak nisko, że nie warto się po nią schylać. Są też takie dni, kiedy wychodzę jak na skrzydłach, pełna pozytywnych emocji i świeżych przeżyć. Kiedy coś się udało, było zabawnie, wydarzyło się coś miłego i ciekawego. I takich dni naprawdę jest sporo.

Można nie lubić wielu aspektów swojej pracy, a jednocześnie pracę tę lubić, widzieć w niej sens i się do niej przykładać.
Bo, moi Drodzy, jestem przekonana, że moja praca jest czymś, co może choć trochę zmienić ten świat.

***

Wyrosłam w domu, w którym praca jest czymś bardzo ważnym. Po pierwsze umożliwia osiągnięcie czegokolwiek (nie robić nic – nie będzie nic, jak mawia mój tata), po drugie poprzez to, co robimy, możemy być potrzebni innym, dać coś od siebie, po trzecie nadaje sens naszemu byciu tutaj. Mamy tu coś do zrobienia. Mamy predyspozycje. Moi rodzice prócz dobrego przykładu (pracowitości, oddania i poświęcenia) dali mi też możliwość zdobycia wykształcenia najbliższego memu sercu, dzięki czemu mogę robić to, w czym się dobrze czuję. Po to mamy zdolności, by je w pełni wykorzystywać.

Jest to dla mnie niesamowite, że jestem całkiem innym nauczycielem niż sześć lat temu, gdy zaczynałam. Czasem wydaje mi się, że dzieci nauczyły mnie nieporównanie więcej niż ja je (jak widzę, jak bardzo potrafią nas nie słuchać, to w sumie nie jest to trudne). Asertywność, konsekwencja, kreatywność, improwizacja. Dzielność i radzenie sobie w sytuacjach trudnych, stresujących, wymagających szczególnej uwagi, delikatności, empatii, stanowczości.

Słyszałam ostatnio zdanie, że pracę powinniśmy zmeniać po około siedmiu latach. Może nie dotyczy to absolutnie każdego, ale jest w tym jakaś mądrość. Warto się nad tym zastanowić i wyczuć moment, w którym przestajemy się starać, robimy się wtórni i wygodni. Nie chciałabym pracować w jednym miejscu całe życie, bo wydaje mi się to niezbyt zdrowe. Poza tym wyzwania i nowe rzeczy w życiu uczą naprawdę nieporównanie więcej niż środowisko, w którym znamy już każdy kąt (oczywiście trzeba wziąć poprawkę na to, że czasem trudno o zmianę pracy albo że stabilizacja nam odpowiada).

***

Ostatnio dużo myślę o tym, jak dobrze lub źle dobrana praca potrafi być upokarzająca, wyniszczająca czy wprost przeciwnie, rozwijająca. Jak traktowanie pracownika odbija się na całym jego życiu. Jak wycena jego umiejętności wpływa na jego patrzenie na siebie. Dobrze opłacony i doceniony pracownik nabiera godności, nisko płatna praca sprawia, że ktoś czuje się jak śmieć.

Czasem zdumiewa mnie, że więcej czasu spędzam z obcymi dzieciakami niż z mężem. On z kolei więcej czasu spędza z zupełnie przypadkową zbieraniną ludzi. To spostrzeżenie wynika poniekąd z porównania: wyrosłam w domu, w którym mama zawsze była. Wiele pracy wykonywaliśmy wszyscy razem, i myślę, że to było dla nas jednoczące. Czas spędzony z kimś, wspólne doświadczenie, wspólna praca to jest coś, czego nie da się zastąpić.

***

Na przekór osobom, które narzekają na swoją pracę, chcę mówić, że ja swoją lubię. Głównie dlatego, że mogę w niej robić coś ważnego. Praca jest moim małym wkładem w zmianę świata. Nawet jeśli jest będzie to tylko zmiana mojego świata, to i tak warto się starać.

Nienasycenie życiem

Życie jest piękne… Można zachwycać się małym liściem lub ogromną skałą… Można patrzeć daleko w gwiazdy lub podziwiać chmury… We wszystkim jednak widać cud. Ogromny cud, który sprawia, że wciągając powietrze, czuje się chęć życia… chęć poznawania… rozwijania się… życia wciąż bardziej i pełniej.

(z pocztówki od znajomego, który wyzdrowiał po chorobie nowotworowej)

Mamy jedno życie.

Żyje się raz.

Nieważne, jakim frazesem zacznę. Sens tych słów z czasem zaczyna do mnie docierać, i to tak mocno i intensywnie, że aż boli, dociera pod skórę, za paznokcie, do uszu, nosa, oczodołów i mózgu.

To, czy coś zrobię teraz czy nie, z czego zrezygnuję – moje wybory i ich brak – wszystko pociąga za sobą konsekwencje i zmienia moje życie. Albo pozostawia je takim, jakie jest, bez szansy na zmianę. I wtedy jest stagnacja, a tego chyba już nie lubię.

Próbuję żyć tak, jakby to wszystko było ostatnie. Ostatnie wakacje, ostatni rok życia. Żebym mogła sobie powiedzieć: tak, to było dobre życie i niewiele z niego żałuję. Może komuś pomogłam, może kogoś uczyniłam szczęśliwszym, chociaż jedną osobę. Może nie zmarnowałam czasu, talentów, zdrowia i możliwości. Tego bym sobie życzyła.

Próbuję łapać to, o czym marzyłam. Przypominać sobie swoje marzenia i przyglądać się im z bliska, w praktyce. I nie odkładać ich spełniania na wieczne nigdy, jak to przecież od zawsze mam w zwyczaju – no bo może to nie jest takie ważne. A właśnie że jest ważne!

***

Jak najwięcej prac, które lubię, jak najwięcej rzeczy, które kocham robić, jak najwięcej książek, które zmieniają i poruszają. Jak najwięcej tego, co sprawia mi radość i napędza. Pójście w kierunku, który może okazać się moim ukochanym i wymarzonym (jeśli się nie okaże, będę przynajmniej wiedziała, że to mi nie pasuje, więc ten krok nie będzie zmarnowany). Jak najwięcej się uczyć, łapać jak najwięcej wiedzy, umiejętności, doświadczenia. Jak najwięcej gotowania, podróżowania, smakowania życia, doświadczania nowego i doświadczania piękna, spotykania ludzi z pasją, z misją, pozytywnych, a nie wiecznie narzekających, jak to jest źle. Nie mam zamiaru tego słuchać i w to wierzyć.

Aż do zachłyśnięcia się życiem, póki ono jest. Niech będzie jak najlepsze. To zależy także ode mnie.

Po to je mamy, by doświadczać, wybierać, rozwijać się.

Nikt tego za mnie nie zrobi, nie przeżyje po mojemu. Nikt nie zwróci niespełnionego marzenia i straconego czasu. Nie da drugiej szansy. W życiu nie działa Ctrl + Z.

To musi być na 100%.

***

Chodzę czasem na zumbę z pasjonatami. Widać, że ich to cieszy, widać radość i iskry w oczach. Znam instruktorkę fitnessu, która uwielbia swoją pracę. Mam znajomą malarkę, którą cieszy każdy nowy obraz i to, że jej dzieła podobają się innym. Znam osobę, która z fascynacją opowiada o gruzińskim słowotwórstwie. Mój krewny uwielbia jazdę rowerem, z każdej wyprawy wraca jak nowo narodzony – radosny i szczęśliwy jak rzadko. Mój mąż fotografuje i nieraz jest wyjątkowo dumny z jakiegoś zdjęcia. Przyjaciółka potrafi z pasją opowiadać o gotowaniu. Mam znajomego, który potrafi narzekać na wszystko, ale jak opowiada o modelach samochodów, to twarz mu się rozpogadza.

Róbmy jak najwięcej tego, co wyzwala w nas tę radość. Starajmy się być szczęśliwi, bo nikt za nas tego nie zrobi.

***

Nawet nie wiem, czy ten tekst ma sens i czy się komukolwiek przyda. Wiem jedynie, że taki chaotyczny, mocny manifest noszę w głowie od dłuższego czasu i widzę, doświadczam aż do głębi, że dopiero takie podejście ma sens i przynosi najwięcej dobrego.

148

(Zawsze chciałam zobaczyć Irlandię. 2009 rok: irlandzka owca. Fot. Mariusz Bieniek)

Rozrywki nudziary

Oto poradnik dla kompletnych nudziarzy. Jeśli w twoim życiu niewiele się dzieje, ale w ogóle ci to nie przeszkadza, a wręcz cieszysz się tą błogą monotonią, ten wpis jest dla ciebie.

Poniżej zebrałam rozrywki, które cieszą kogoś, kto nie oczekuje od życia ciągłych skoków adrenaliny, ale wystarczy mu coś prostego, zwyczajnego. Może być nudne. Ta etykietka mnie nie obraża. Wręcz się nią chlubię.

Lista rozrywek dla nudnych ludzi:

1. Gapienie się przez okno. Komunikacja miejska zapewnia szczególne doznania. Ludzie, którzy przechodzą albo stoją. Architektura. Typografia uliczna, plakaty, billboardy, graffiti i murale. Ospałość i lenistwo myśli. Po prostu się gapisz.

2. Moknięcie w letnim deszczu. Bez spinania się, że mokniesz. W końcu to nie lawa, to tylko woda. Doznanie chłodu letniego deszczu jest wręcz przyjemne.

deszcz

3. Włóczenie się nonszalancko (z dezynwolturą) z rękami w kieszeniach. Kieszenie to nieodzowny element. Najlepsze sukienki są z kieszeniami. Najlepsze bluzy. Wkładanie rąk do kieszeni to jak powiedzenie: "Nareszcie jestem sobą, w domu, bezpieczna". Prawie jak u kangurzycy w torbie.

4. Huśtanie się na huśtawce i machanie nogami. Nie można przepuścić żadnej huśtawce. +50 do radości.

5. Zakup drewnianej szczotki retro i szczotkowanie ciała pod prysznicem, zupełnie jak dzieciaki 150 lat temu. Jak Ania z Zielonego Wzgórza, Tomek Sawyer czy Sara, mała księżniczka.

6. Przypatrywanie się niemowlakowi (jeśli masz jakiegoś w okolicy). Można leżeć obok i po prostu patrzeć. Prędzej znudzi się jemu niż tobie.

7. Słuchanie nierozrywkowego radia. Delektowanie się spokojnym tembrem głosów prowadzących. Gdzie nie ma się wrażenia, że każde zdanie jest superpromocją, atrakcją i fajerwerkiem.

8. Pisanie listów, najlepiej piórem. Adresowanie koperty, przyklejanie znaczka. To jest dopiero rozrywka sprzed wieków!

9. Mielenie ziaren kawy ręcznym młynkiem, a potem parzenie w kawiarce. Każde przygotowanie kawy to rytuał, który wymaga czasu i zaangażowania. To jest oczekiwanie: już czujesz zapach, już słyszysz bulgotanie. Kawa, śmietanka, fotel i książka. To połączenie nie może zawieść.

Dorzucicie coś prostego i przyjemnego jednocześnie?

11 luźnych myśli na temat czytania

Czytanie przy kimś to nie jest dowód buractwa, wręcz przeciwnie: zaufania i poczucia komfortu. Wyciągnięcie książki mówi: "Dobrze się przy tobie czuję, więc przy tobie czytam. Nie oburzaj się na to. Pozwól mi".

***

A najlepiej sam sobie też weź jakąś książkę. Poczytajmy razem. To bardzo zbliża. Tajemne porozumienie, milczące bycie obok.

***

Kiedy widzisz kogoś z książką, daj mu spokój i pozwól poczytać. Nie zagaduj, nie zagłuszaj, nie przeszkadzaj (on wolałby nie przerywać po to, by podać tytuł i autora czy wręcz streszczać akcję).

***

A już na pewno nie pytaj: "Po co się uczysz? Po co to czytasz?" To są wyjątkowo głupie pytania, bardzo nie na miejscu.

***

Rozterka podróżnika, który nie ma czytnika: najgorzej, gdy nazajutrz wyjeżdżam, a jestem w połowie książki. Nie opłaca się brać jej ze sobą, bo przeczytam za szybko, może jeszcze w drodze, i potem będę tę przeczytaną książkę niepotrzebnie wozić ze sobą. Albo można wziąć dwie książki w podróż. Albo przestać czytać, zrobić przerwę na czas wyjazdu, dokończyć po powrocie, a wziąć inną – takie rozwiązanie też nie jest dobre, bo przecież będę myśleć o tej książce, której czytanie przerwałam. Jest też inne rozwiązanie: spędzić cały przedwyjazdowy dzień na dokończeniu tej. Co w sumie nie brzmi źle.

***

Cudowny plan na wieczór i poranek: gdy mam jeszcze 100 stron książki, więc skończę ją dziś, a jutro zaczynam następną. Wybieranie następnej książki do czytania.

***

Obowiązowym pytaniem osoby rekrutującej na stanowisko umysłowe (a już zwłaszcza związane z kulturą) powinno być: "Co pan/pani teraz czyta?".

***

Błogosławię mój błędnik. Co prawda mogę zwymiotować w zbyt ciepłym samochodzie i na serpentynach, ale za to mogę czytać bez najmniejszego problemu. Dzięki umiejętności czytania w autobusach, pociągach, tramwajach i samochodach osobowych zdawałam egzaminy z literatury, a teraz odhaczam kolejne pozycje z listy książek do przeczytania i generalnie nie dłuży mi się czas.

***

Ostatnio ktoś zapytał mnie o to, czy za korzystanie z biblioteki, wypożyczanie i przedłużanie książek, się płaci. To jest najpiękniejsze w bibliotece: darmowy dostęp, duży wybór, brak ukrytych opłat, jasne zasady.

***

Nigdy, pod żadnym pozorem nie przeglądaj książki, którą właśnie czytasz. Nie patrz na ostatnie zdanie, nie kartkuj, nie czytaj fragmentów ze środka. ZAWSZE natrafisz na kluczową informację w stylu: ktoś umarł. Ktoś zdradził. Ktoś jednak przeżył. I po co ci to?

***

Daj sobie spokój z nudnymi książkami. Satysfakcja z powodu skończenia książki, która ci nie odpowiada, może być mniejsza niż gorzkie poczucie zmarnowanego czasu.

9 powodów, dla których warto rozglądać się podczas spaceru

Podążając za radami mądrzejszych od siebie, podczas codziennych wędrówek wybieram nieznane albo dawno nieodwiedzane uliczki, okrężne trasy, zaglądam w miejsca, których nie znałam. Gdyby ktoś za mną kluczył, uznałby, że mylę tropy. Tymczasem ja po prostu eksploruję.

Rozglądanie się podczas spacerów ma wiele zalet. Co najmniej dziewięć.

1. Możesz spotkać księżyc

Tej nocy akurat zaplątał się w gałęzie i chyba nie mógł się wydostać. Łatwiej spotkać księżyc w nocy niż w dzień, ale oczywiście możesz próbować o każdej porze…

IMG_20160319_220558

2. Możesz spotkać drzewo na balkonie

IMG_20160421_073838

Kto wie, może to nieśmiały początek wspaniałego parku?

3. Możesz spotkać bułkę

IMG_20160412_112834

Czai się na przechodniów i kusi tych, co wyszli bez śniadania. Oto witkacowska dziwność istnienia w wersji przyziemnej. Już zupełnie pomijam ten absurdalny niedopałek w tle.

4. Możesz spotkać pytanie egzystencjalne

A CZY TY MASZ JUŻ WŁASNY PRZEPIS NA SIEBIE?

Zwykła wlepka na słupie, a jak potrafi zastanowić.

5. Możesz spotkać zwierzątko

Idę sobie wieczorem ulicą Bzową. Wtem drogę zachodzi mi jeżyk. Bezgłośne tup tup tup maleńkimi łapeczkami. Sunie trwożliwie. Zatrzymuję się i przypatruję się mu z tkliwością, a on wręcz zastyga, jedynie kolce mu drżą, a oddech lekko przyspiesza, jak się domyślam po nieznacznym, acz dostrzegalnym falowaniu grzbietu. Jeżyk wyraźnie zamyka się w sobie wewnętrznie, pochylając pyszczek wstydliwie.
Dopiero gdy oddalam się na bezpieczną odległość, kontynuuje swój trud wędrówki przez jezdnię.
Takie spotkanie.

6. Możesz spotkać wiersz

IMG_20160305_180655

Jestem zwolenniczką spotykania wierszy co krok.

7. Możesz spotkać rozpaczliwe wołanie właściciela zwierzątka

IMG_20160403_153047

8. Możesz znienacka spotkać człowieka

Idę chodnikiem, mijam dwóch starszych panów. Jeden wyższy, drugi korpulentny, krzepki, a jego rumiana twarz niczym przeniesiona z wesela w fazie zaawansowanej albo warszawskiej kapeli ulicznej. Tenże na mój widok niespodzianie wykonał sprężysty i energiczny ruch: z wdziękiem wygiął ciało, podpierając biodro ręką jak modelka z reklamy, i z uśmiechem zachęcającym, bogatym, błyszczącym, z radosnym wyszczerzeniem całej szczęki, wyciągnął ku mnie rękę z gazetką.
Zupełnie jakby rozdawał bilety na lot dookoła świata albo przepis na szczęście, dostatnie życie i raj na ziemi.
A to tylko "Strażnica".

I ostatni, moim zdaniem najdziwniejszy powód.

Możesz spotkać samotny dopełniacz liczby mnogiej!

IMG_20160216_135539

Dobre rzeczy: wdzięczność

Sprawdzałam niedawno pracę, w której zamieszczono wywiady przeprowadzone między innymi ze starszymi ludźmi. Ujęła mnie jedna wypowiedź:

Mamy się bardzo dobrze. Tak więc gaz mamy. Kanalizację mamy. Dwie komórki mamy. No więc mamy się bardzo dobrze.

Bardzo piękna jest taka wdzięczność i docenianie tego, co się ma. Dla nas to stało się to bezdyskusyjne i pewne. Dla wielu ludzi na ziemi nie jest to takie oczywiste – mieć wodę, gaz i jeszcze dwa telefony. Jest za co być wdzięcznym.

***

Czasem muszę bardzo starać się, by o tym pamiętać.

motyl

(fotografia: Mariusz Bieniek)

Skrawki rozmów: rodzina

Fragmenty dialogów z życia mojej rodziny.

Dziadek

Dziadek (93 lata, wdowiec, ojciec szóstki dzieci, dziadek i pradziadek naprawdę sporej gromady): Wyszedłem na spacer poszukać jakiejś niewiasty, ale żadnej nie było.

***

– Ile dają na dziecko? 500 zł? Odmłódźcie mnie tylko, a zaraz się tym zajmę.

Rodzice

Mama, podając tacie żołądek i serce kury z rosołu: Dałam Ci serce? Dałam.

***

Rodzice oglądają w tv galę rozdania nagród. Kamera uchwyciła wśród publiczności pewnego jegomościa w nakryciu głowy.
Tata: A czemu on nie zdjął czapki?
Mama: Bo on jest wielki artysta śpiewak.

***

Tata i mama oglądają występ aktora i piosenkarki, którzy śpiewają energetyczną piosenkę.
W pewnym momencie tata mówi:
– Wystarczy.

***

Siedzimy w kuchni z rodzicami, trwa produkcja drożdżówek.
Mama: Jeszcze się nie upiekły.
Tata: To idę.
Mama: Ale kawa już jest.
Tata: To nie idę.

***

Mama (o ofertach z sieci komórkowej): dzwonił do mnie, proponował telefon, promocje, dopiero, jak mu powiedziałam, ile ja dzwonię (50 zł mi starcza na 3 miesiące), to się uspokoił.

***

Finał "Jeden z dziesięciu": odpadli konkurenci, gra ostatni uczestnik z jedną szansą. Pierwsze pytanie dla niego – nie zgadł.
Mama: No widzisz? aleś się nagrał.

Mąż

– Jesteś kaszalotem.

– A Ty jesteś ryżolotem.

***

– …i tak nazywano Demeter.

– A nawet Decentymeter.

***

– Nie da się ukryć, że Wenus z Milo to Ty nie jesteś.
– Bo mam ręce.
– No właśnie.

***

– Jak się nazywa ten zespół, często leci w Antyradiu, imię i coś tam.

(ktoś wie?)

– Florence + The Machine.

– No właśnie.

(tym sposobem wygrałam konkurs na czytanie w myślach)

***

Mąż pokazuje mi zdjęcia w afrykańskiej rzeczywistości. W roli głównej zwierzęta.

– O, a tutaj lion.

– Lionel.

– Lionel Ryczy.

„Zwiększ czułość”: zalety bycia żoną fotografa

Jak można wywnioskować z poprzednich wpisów, jestem językoznawcą, korektorem, polonistką. Zajmuję się słowem i przez ten pryzmat spoglądam i analizuję rzeczywistość. Od siedmiu lat jestem z fotografem, którzy patrzy i myśli obrazami, ma w głowie gotowe kadry. Widzę, jak jego pasja rozwija go, ale też w jakiś sposób zmienia moje postrzeganie świata.

Oto zalety bycia żoną (dziewczyną, partnerką) fotografa.

Fotografie

Zawsze masz ładne zdjęcia profilowe i wszystkie inne (minęły czasy selfie z telefonu, zdjęć robionych kamerą, pikselozy i fotografii, na których niemalże nie widać twarzy).

profilowe 2007 i 2016

(2007 po lewej i 2016 po prawej)

Zaczynasz zauważać, kiedy ktoś ma ładne zdjęcie profilowe.

Od czasu do czasu stajesz się modelką i muzą. Oglądasz siebie na zdjęciach, które uwypuklają twoje zalety, a więc patrzysz na siebie łaskawiej, a większość kompleksów gdzieś czmycha.

Podczas oglądania zdjęć potrafisz wskazać, które jest złe technicznie i dlaczego. Na wystawy fotograficzne chodzisz świadomie, patrząc na kompozycję, światło, ziarno i ogólny zamysł. Oburzają cię zdjęcia robione przed lustrem z użyciem lampy błyskowej.

Wiesz, kiedy jest złota i niebieska godzina (chociaż czasem to mylisz).

Jeśli chcesz zilustrować wpis, zawsze masz jakieś ciekawe zdjęcie do dyspozycji.

Bliskość

Zawsze jesteś potrzebna, np. trzymasz holder (subtelny pleonazm!) lub filtry.

Dumnie dzierżysz statyw podczas każdej podróży (możesz nosić też torbę fotograficzną, ale wierz mi, wolisz statyw).

Wspierasz go w jego pracy, wykonując czynności drugorzędne, ale niezbędne: odganiasz komary (z jakichś niezrozumiałych powodów do niego lgną bardziej), całym ciałem chronisz przed halnym fotografa i chwiejący się statyw z aparatem. W razie wyjątkowo sprzyjających okoliczności po prostu trzymasz holder lub filtry…

Jesteś blisko swojego mężczyzny, gdy wykonuje swoją pracę ("chodź ze mną na wschód słońca, będzie fajnie, zobaczysz")…

…co z kolei gwarantuje często niezapomniane przeżycia: sterczycie razem w nocy, wpatrując się w niebo, czekacie na wyjście księżyca zza chmury, brodzicie w porannej rosie czy jesiennym szronie, czekacie na ukazanie się słońca ("O, popatrz, pierwszy promień już się przedostał!"). Popędzacie słońce, by szybciej wyszło zza horyzontu – jest w tym coś mitycznego.

Wspominałam już o tym wcześniej, ale powtórzę: dzięki uważnemu fotografowi przy boku zaczynasz dostrzegać barwne niuanse nieba nad ranem.

Kiedy zza obiektywu mruczy "Muszę zwiększyć czułość…", bierzesz to za dobrą monetę. No, chyba, że czułości masz aż nadto, wówczas jęczysz tylko: "Znowu???"

Ciekawostki z lamusa NK

kwintesencja reklamy

Kiedy mieszkałam w Łodzi, zrobiłam to zdjęcie, uznając je za kwintesencję marketingu i reklamy. Nie było jeszcze wtedy Facebooka ani Instagrama, więc umieściłam je na naszej-klasie. A ponieważ NK jest już totalnie passé, pomyślałam, że odgrzebię i odkurzę obrazki i ciekawostki tam umieszczone.

foto

To też Łódź. Miałam na studiach zajęcia z fotografii, naciągnęłam pończochę na aparat i zaliczyłam semestr między innymi dzięki temu zdjęciu.

brama

Przecież to oczywiste, że bramy się nie otwiera.

opóźniony

Łódź Kaliska. Nieważne, dokąd jedzie pociąg i skąd przybywa. Jedno jest pewne: jest już opóźniony.

inkarnacja Hitlera

Moim zdaniem ten kot to inkarnacja Hitlera.

jeżyki

Mama Jeżowa i jej liczne potomstwo.

strach siadać

Nie wiem, dla kogo przeznaczono miejsce w tramwaju oznaczone taką naklejką, ale ja bym nie siadła.

 

Galeria muzealnych ciekawostek

Słyszałam, że Instagram służy przede wszystkim do fotografowania jedzenia. Jeszcze nie odważyłam się pokazać światu mojego śniadania i nie wiem, czy i kiedy to nastąpi. To narzędzie służy mi raczej do dokumentowania rozmaitych ciekawostek, rzeczy, które zwróciły uwagę, zachwyciły, rozczuliły czy zdumiały. Jakoś tak się dziwnie składa, że spora część z nich pochodzi z muzeów.

Kto jeszcze nie widział, zapraszam.

dentysta

Witamy u dentysty (Muzeum w Raciborzu)

 

podręcznik

Dentysta ów uczył się pilnie, np. z takiego podręcznika (Racibórz ponownie)

szkłoOszklone eksponaty muzeum w Uppsali. Gra świateł

miś czy cośNiedźwiedź? Kosmita? Nie, to kolędnik z Muzeum w Raciborzu!

krzesłoTo raczej galeria niż muzeum: w hostelu w Sztokholmie napotkaliśmy krzesło van Gogha, tylko bez fajki

mamuciTrzy mamucie zęby (Muzeum w Raciborzu)

siekierkaGroźna para (Szczepan Mucha, "Maślara", "Drwal", Muzeum Etnograficzne w Krakowie)

buciki samaBuciki małego Saama. Nordiska Museet w Sztokholmie (mogłabym tam zamieszkać)

frasobliwi          Jezusowie frasobliwi (Muzeum Etnograficzne w Krakowie) stołek piesStołek-pies nieco obrażon (Nordiska Museet)

łapkaWIelce gustowny świecznik (Nordiska Museet)

realnośćRealność została osierocona (Muzeum Etnograficzne w Krakowie)

piesekPiesek o (o)błędnym spojrzeniu. Maska kolędnika z Muzeum w Raciborzu

misiek wkurzonyTen niedźwiedź albo się rozzłościł, albo tańczy (Muzeum Etnograficzne w Krakowie)

raciczkaIdealny prezent pod choinkę według Szwedów: świńska raciczka; jest nawet liścik (Nordiska Museet)

kopytko Fragmenty mioceńskich zwierzątek (zamek w Dobczycach)

zasmucn misiekMisiek zasmucony (Nordiska Museet)

konewka na lisyI na końcu coś, co wydaje mi się najbardziej zadziwiające. Konewka na lisy z Muzeum Etnograficznego w Krakowie. Jak to brzmi! Konewka! Na lisy!

1 2 3 4